środa, 1 września 2010

1 września

Dzień się nazywał „pierwszy września”. Dzieci –
jako że jesień była – szły do szkoły.
A Niemcy właśnie zrywali pasiaste
polskie szlabany. I jakby paznokieć
gładził cynfolię, tak czołgi zgładziły
pułki ułanów.

Tak się zaczyna wiersz Josifa Brodskiego pt. 1 września z 1967 roku, w kongenialnym przekładzie Stanisława Barańczaka. Ten utwór wraca do mnie każdego pierwszego września i nie tylko wtedy. Gdybym układał listę moich ulubionych wierszy, znalazłby się w pierwszej dziesiątce. Piękny tekst, nie mogę sobie odmówić, by cytować dalej:
                   
                       Weź szklanki z kredensu
i za ułanów wypijmy, co stoją
na pierwszym miejscu na liście poległych,
niby w dzienniku szkolnym.

W tym wierszu rosyjska melancholia tak bardzo splata się z polskim smutkiem, aż dusza boli:
                                     
                                          Znowu brzozy
szumią na wietrze i liście wirują,
jak nad zrzuconą z głowy rogatywką,
nad dachem domu, gdzie nie słychać dzieci.
I ciężkie chmury niosą pomruk gromu
ponad oknami, zasnutymi mrokiem.      

Wiersz pochodzi z tomu Josifa Brodskiego 82 wiersze i poematy (Znak, 1989).              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz