czwartek, 23 września 2010

Plath

Mam na imię Sylvia mam na imię
Victoria ale co za różnica jak mi na imię
byłam żoną poety Teraz
jestem martwą królową pszczół
Zapewne znajdzie się ktoś kto to opisze:
moje dzieci Nicky i Frieda Moje biedne
dzieci śpią przy otwartym oknie
słodkie aniołki porzucone przez rodziców
a moja głowa w piekarniku
małej trumnie wypełnionej gazem
Taka brzydka nieelegancka śmierć Tylko
niemiecki Bóg mego ojca mógłby to zrozumieć

Wszystko w blaszanym pudełku
zagazowane: gniew zazdrość upokorzenie
jaka ulga wreszcie nie kochać
jaka ulga nie czuć się zdradzoną
nie rozchylać nóg żeby go zatrzymać
być czystą lilią
nie patrzeć przez okno

jaka ulga uciec od szaleństwa w jeszcze
większą samotność która nie boli

3 komentarze:

  1. Interesujące spojrzenie,ale brak w nim odmiennego stanu świadomości, schizofrenicznego widzenia świata, który tak bardzo mnie porusza i uwiarygadnia każdą metaforę z wiersza Plath. Śmierć, z punktu widzenia zdrowego człowieka jest zawsze złym wyborem, ale czy chorego, który nie znajduje ukojenia w niczym? Martwa królowa pszczół wydaje się być bardzo groteskowa, jak i wymowa całego wiersza. Ciekawi mnie dlaczego odbiera Pan bohaterce miano poetki, czyniąc ją jedynie żoną poety?

    OdpowiedzUsuń
  2. Absolutnie nie odbieram, bardzo cenię tę Poetkę. "Królowa pszczół" to określenie z jej wiersza. A jej nieudany związek Hughesem był przecież jedną z przyczyn, które pchnęły ją do samobójstwa.
    Pozdrawiam
    Grzegorz

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Grzegorzu,
    Myślę że to błędna hipoteza, to oskarżanie Hughesa za jej śmierć, błędny trop - tyle kobiet jest zdradzanych, tyle się rozwodzi i wychodzi z tych sytuacji cało, a może nawet wzmocnionych; przyczyna tkwi raczej w chorobie, która wpłynęła również na sposób widzenia świata, na jej poezję - w czasach narastających stanów depresyjnych (ponoć depresje są współcześnie częściej diagnozowane)poezja Sylvii Plath zyskuje czytelników.
    Wyczytałam kiedyś w wierszu Teda Hughes'a z "Listów urodzinowych" pt. "From the city" ciekawe spojrzenie, w którym Hughes delikatnie sugeruje, że to ona jest przyczyną jego "ciemności", którą nosi w sobie. Plath była chora i towarzyszył jej dwubiegunowy pęd do życia i do śmierci.
    Pozdrawiam,
    m.

    Ps. Nie chcę się wymądrzać, ale poezja Plath leży mi trochę na sercu, stąd tu te moje refleksje.

    OdpowiedzUsuń