czwartek, 18 listopada 2010

Czytam Rogera Watersa

Tak, tym razem czytam, a nie słucham Rogera Watersa, byłego lidera zespołu Pink Floyd. Z ośmioletnim opóźnieniem dotarła bowiem do mnie książka Watersa „Antologia tekstów i przekładów 1968-2002” wydana przez In Rock (dzięki, Panie Piotrze). Są tu wszystkie teksty Watersa pisane dla Floydów, a także te, które ukazały się na jego solowych albumach. Antologia jest dwujęzyczna. Polskich przekładów dokonali Lesław Haliński i Tomasz Szmajter.

Kiedy chcę sprawdzić, czy autor tekstów piosenek może uchodzić za poetę, stosuję jedno kryterium: jego teksty muszą się obronić bez muzyki. Czy zatem Waters jest poetą? On sam w „Nobody Home” pisze/śpiewa, że Moje wiersze są w tej czarnej torbie, więc za poetę się chyba uważa. Ale w jego przypadku wspomniane wyżej kryterium może być zawodne, teksty Watersa na poszczególnych płytach tworzą całość, opowiadają złożoną historię, są czymś w rodzaju libretta. Są też zaangażowane społecznie. Poza tym widać, jaką traumą dla Watersa było dzieciństwo i śmierć ojca podczas wojny.

No dobra, ale czy Roger Waters w swoich tekstach jest śpiewającym poetą? Jest. Weźmy „Paranoid Eyes” z mojej ulubionej płyty Floydów „The Final Cut” (de facto to płyta nagrana przez samego Watersa):

Wierzyłeś w ich słowa o sławie, pieniądzach, honorach,
Teraz gubisz się w trunkowej mgiełce wieku średniego.
Gwiazdka z nieba jest za wysoko.
A ty kryjesz się
Za łagodnym spojrzeniem.

A w oryginale to brzmi jeszcze lepiej.

Polecam też lekturę przypisów, które mogą pomóc w pełnym zrozumieniu tekstów nawet osobom świetnie znającym angielski. Bo kto by np. przypuszczał, że pod słodkim imieniem Maggie w „The Postwar Dream” kryje się Margaret Thatcher?

No i jeszcze jedno: gdy się czyta antologię Watersa, piosenki Floydów dźwięczą w głowie. I nie ma siły, trzeba od razu ich posłuchać z płyty.
Roger Waters, fot. Daigo Oliva

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz