sobota, 1 stycznia 2011

I po sylwestrze

W sylwestrowo-noworoczny wieczór obejrzałem koncert Muse z Wembley, napisałem wiersz, czytałem też wspomnienia Mario Vargasa Llosy „Jak ryba w wodzie”. Nawet petardy za oknem, ulubiona rozrywka rodaków, specjalnie mi nie przeszkadzały.

Właściwie to dlaczego ludzie tak hucznie obchodzą sylwestra? Oczywiście, można to próbować wytłumaczyć chęcią zabawy oraz nadzieją, że w Nowym Roku będzie lepiej, choć pewności żadnej nie ma. Patrząc jednak zupełnie na chłodno (jak to zimą), co to za okazja do świętowania? Rok się skończył, o rok jesteśmy starsi i bliżej wiadomo czego.

Piszę to dopiero dzisiaj, żeby nikt mi nie zarzucił, że chciałem mu zepsuć sylwestrowy szampański nastrój.

Mimo wszystko: szczęśliwego Nowego Roku!

5 komentarzy:

  1. Dokładnie tak! Wieczór i noc, jak każdy inny wieczór i każda inna noc w roku. Czy dziś, w pierwszy dzień następnego,kolejnego roku, jest inaczej na ziemi, za oknem, w życiu?

    OdpowiedzUsuń
  2. I pewnie jest nas więcej, którzy tak uważają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta huczna pompa wynika najprawdopodobniej z zagłuszania swoich niepokojów i lęków, że nowe wcale nie będzie tym nowym i lepszym, a tylko przemielonym duplikatem tego, co już było i jest dobrze znane.
    Mimo to: wszystkiego dobrego! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kilka razy zdarzyło mi się przespać Sylwestra, wczoraj obłożna książkami, nalewkami i herbatką przeszłam dalej i wcale nie jestem jakieś euforii... wręcz przeciwnie. Co nie zmienia faktu, że się do Ciebie serdecznie uśmiecham :)

    OdpowiedzUsuń