poniedziałek, 2 maja 2011

Tarvisio, kolejny fragment powieści

W sezonie, to znaczy zimą, do Tarvisio musiały przyjeżdżać tłumy narciarzy, teraz turystów było niewielu, przeważali włoscy i, jakżeby inaczej, niemieccy emeryci, wśród których na pewno byli tacy, którzy pamiętali z dzieciństwa lub młodości drugą wojnę światową. Ci, którym się przypatrywałem, mieli niewiele więcej niż siedemdziesiąt lat. Czy te eleganckie starsze panie z pełnym implantowym uzębieniem i towarzyszący im starsi panowie w dobrze skrojonych marynarkach wiedzieli, że właśnie tutaj i okolicy dokonywano zemsty na ich ojcach? Nie, nie mogli tego wiedzieć, gdyby tak było, nie przyjeżdżaliby na wypoczynek do Tarvisio, wybraliby inne alpejskie miasteczko, spokojne i urocze, nie skażone widmem żydowskich mścicieli, psującym klimat i humor. Nie wiedzieli, ponieważ ich ojcowie i dziadkowie uniknęli żydowskiej zemsty lub zginęli na froncie wschodnim i pośmiertnie odznaczeni zostali Żelaznym Krzyżem, przechowywanym przez rodzinę jak najcenniejsza relikwia. Poza tym, und da liegt der Hund begraben, ich ojcowie i dziadkowie, a także oni sami, bo mogli przecież należeć do Hitlerjugend, jasna sprawa, nikogo nie skrzywdzili, więc nie ma o czym mówić, a wiele rzekomych zbrodni to zwykła żydowska propaganda, wojna to wojna i ludzie ginąć muszą. Dlatego teraz pan Helmut i pan Johann z czystym sumieniem dwa stoliki dalej palili cygara, wydmuchując gęsty dym, i rozmawiali o męskich sprawach, że rozszerzenie Unii Europejskiej to był zły pomysł, ci Słowianie, zwłaszcza Polacy, rozpanoszyli się jak robactwo, w sumie źle, że ten komunizm upadł, hahaha, ale gdzież to nasze panie, już powinny wrócić z salonu piękności, nie uważa pan, Herr Johann? A kiedy wreszcie zjawiły się obie połowice, z nowymi fryzurami, pokropione markowymi perfumami maskującymi zapach starości i rozkładu, panowie wstali od stolików i we czwórkę ruszyli na spacer po Tarvisio, kurorcie, który polscy emeryci mogli oglądać co najwyżej na pocztówkach, szlag by to trafił.
Nie poszedłem za nimi, chociaż w pierwszym odruchu miałem taki zamiar, mogłem do nich podejść i powiedzieć drwiąco, i co szwabskie syny, jestem jednym z tych, którzy po wojnie mieli być waszymi pachołkami, ale plan waszego Führera się nie powiódł, jestem w Tarvisio na takich samych prawach jak wy, niedoszli panowie świata, i chuj wam w dupę. Oczywiście nie zrobiłem tego, gdyż po pierwsze, byłem obywatelem Unii, sam głosowałem w referendum za przystąpieniem Polski. Po drugie, mówiąc po niemiecku, kaleczyłbym ten język, w ich oczach wyglądałbym więc żałośnie, jak polski Murzynek Bambo, a co gorsza nawet nie pamiętałem, jak jest po niemiecku chuj wam w dupę. I po trzecie, wiedziałem, co na moje słowa mogłem usłyszeć w odpowiedzi od Helmuta czy Johanna: rzeczywiście, pan nie jest naszym służącym, jednak nie zaprzeczy pan, że pańscy rodacy są w Europie tanią siłą roboczą, pracują na czarno tam, gdzie żaden porządny Niemiec do pracy nie pójdzie, w rzeźni i przy wywożeniu śmieci razem z Turkami, hahaha, więc w sumie wielkiej różnicy nie ma. Nie zniósłbym ich rechotu, a gdybym z braku argumentów próbował się szarpać z tymi staruchami, żaden sąd w Unii nie wykazałby zrozumienia i nie wziął pod uwagę, że racje historyczne są po mojej stronie, tylko skazał mnie za naruszenie ich cielesności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz