środa, 15 czerwca 2011

Lenka, czyli powieść się pisze

Lenka, rozpocząłem improwizowaną przemowę, ja czegoś nie rozumiem, znamy się dopiero od kilku godzin, prawie nic o mnie nie wiesz, a oprowadziłaś mnie po Pradze i zaprosiłaś do swojego domu, pozwoliłaś odpocząć i nakarmiłaś, ktoś mógłby pomyśleć, że oczekiwałaś mojego przybycia, a jeśli jestem seryjnym mordercą albo zboczeńcem, a jeśli mój ojciec służył w bratniej polskiej armii dławiącej praską wiosnę, ja zresztą wiem o tobie jeszcze mniej niż ty o mnie, choć nie podejrzewam cię absolutnie o złe rzeczy, dlaczego więc się mną tak zainteresowałaś, czy wyglądam na takiego, który potrzebuje opieki, na Polaka specjalnej troski, a może dlatego, że odwiedziłem grób Kafki, ale przecież nie ja pierwszy i ostatni, powiedz, chciałbym to wiedzieć, bo czuję się zdezorientowany tym, co nas połączyło, może pozornie i powierzchownie, ale jednak. Zrobiłem pauzę na zaczerpnięcie oddechu i po chwili kontynuowałem, musisz też wiedzieć, że niezależnie od twoich intencji, jest mi bardzo miło, że się o mnie zatroszczyłaś, spadłaś mi z nieba, nie wiem, czy zrobiłaś to świadomie, ale twoja obecność była mi bardzo potrzebna i okazała się pomocna, a jutro pojadę dalej, do Wiednia, już bez ciebie, Lenka, niestety, i wiedz jeszcze, że w sześćdziesiątym ósmy mojego ojca tu nie  było, a ja nie jestem psychopatą, zapewniam cię, powiedziałem na koniec. Chciałem dodać, że chociaż przyjechałem z kraju, gdzie antysemitów wciąż jest wielu, a ich nienawiść do Żydów nie ma racjonalnych podstaw, że chociaż przyjechałem z miasta, gdzie zaraz po wojnie dokonano pogromu, to ja sam, będąc gojem, nie jestem antysemitą, a jeżeli mam cokolwiek wspólnego z antysemityzmem, to to, że jestem anty-antysemitą lub jak kto woli, filosemitą. Pomyślałem jednak, że nie muszę jej tego wyjaśniać, widziała mnie w końcu na żydowskim cmentarzu, więc to odsuwało ode mnie wszelkie podejrzenia o rasizm, ponieważ antysemici omijają kirkuty szerokim łukiem, a gdy już się na nich pojawiają, to w roli barbarzyńców, aby je profanować, rozbijając macewy lub wypisując na nich obelżywe hasła.
Miałem nadzieję, że wszystko zrozumiała, bo chociaż starałem się płynnie wysłowić, słowa czeskie rzecz jasna mieszały mi się z polskimi. Stała dwa kroki ode mnie, teraz dopiero zauważyłem drobne piegi na jej nosie, prawie niewidoczne, chyba cię polubiłam, przypominasz mi kogoś, powiedziała, lecz nie sprecyzowała, czy chodzi o kogoś z rodziny, czy znajomego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz