środa, 9 listopada 2011

„Ziarno prawdy” – pierwszorzędny kryminał

Poniżej zamieszczam swoją recenzję „Ziarna prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego, jaka ukazała się wcześniej w Salonie Kulturalnym.

Znacie takie kryminały, że choć jest godzina pierwsza w nocy, a rano trzeba wstać, to nie możecie się od nich oderwać, bo zostało sto stron do końca, a Wy – kosztem snu – chcecie się dowiedzieć, kto zabił? Raz na jakiś czas trafiają się takie książki. Należy do nich nowa powieść Zygmunta Miłoszewskiego „Ziarno prawdy”.

Powieść jest nowa, ale jej autor jest już znany czytelnikom, m.in. za sprawą świetnego kryminału „Uwikłanie”, który doczekał się filmowej adaptacji. W „Uwikłaniu” śledztwo prowadził prokurator Teodor Szacki, w „Ziarnie prawdy” również on jest głównym bohaterem, jest jednak zasadnicza różnica: pan prokurator przeniósł się po rozwodzie z Warszawy do Sandomierza. Tak, Sandomierza znanego z kryminalnego serialu „Ojciec Mateusz” . W książce Miłoszewskiego jest zresztą kilka ironicznych odniesień do tej telewizyjnej produkcji. Przy czym „Ojciec Mateusz” przy „Ziarnie prawdy” to uładzona opowiastka dla grzecznych dzieci.

Jest 2009 rok, tuż po Wielkanocy. Obok Archiwum Państwowego, mieszczącego się w dawnej synagodze, znalezione zostają zwłoki Elżbiety Budnik, miejscowej działaczki społecznej, kobiety o nieskazitelnej opinii. Nie ulega wątpliwości, że kobieta została zamordowana, przy czym zabójstwa dokonano przy użyciu noża, jaki jest wykorzystywany przy koszernym uboju zwierząt. Wskazywałoby więc to, że zbrodni dopuścili się właśnie Żydzi albo że jest to prowokacja. Tymczasem kolejna ofiara zostaje zabita również w „rytualny” sposób…

Zygmunt Miłoszewski w swoim kryminale wkroczył na – szczególnie w Polsce – grząski grunt antysemityzmu, ksenofobii oraz leżącego na drugim biegunie filosemityzmu. Ale powiedzmy też, że poradził sobie z tym znakomicie, cykającą bombę rozbroił ironią, sarkazmem i humorem. Jego „Ziarno prawdy” to kapitalna intryga, bohaterowie nie szeleszczący papierem, świetnie sportretowany Sandomierz i… trochę pikanterii obyczajowej.

Nie ma co więcej mówić: to pierwszorzędny kryminał!

Zygmunt Miłoszewski, „Ziarno prawdy”, W.A.B., Warszawa 2011, s. 399.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz