niedziela, 29 stycznia 2012

„Berlin, późne lato” – fragment czwarty

Dzisiaj taki krótszy fragment:

Nikt go nigdy nie prosił, by pomógł ukrywającym się ludziom. Ta kobieta też go o to nie prosiła. Teraz Peters nie potrafił przewidzieć, jak się zachowa, jeśli spotkają kogoś na schodach. Czy powie, że jest uciekinierką, którą należy przetrzymać do czasu przyjazdu policji? Mógłby tak powiedzieć, a potem pozwolić jej odejść. Tylko niby jak miałaby uciec w takim stanie? Po drugiej stronie ulicy zostałaby zatrzymana. Wchodzili powoli, choć on, mimo swojej ułomności, najchętniej wbiegłby na górę. Kobiecie brakowało jednak sił, dwa razy musieli na krótko przystanąć, żeby odpoczęła. Sekundy zamieniły się w godziny. Byli na drugim piętrze, gdy na dole rozległ się hałas – prawdopodobnie ktoś wszedł do klatki schodowej, może żona Hinzego. „Już blisko”, pomyślał. Kiedy wreszcie znaleźli się w mieszkaniu, poczuł, że jego plecy są mokre od potu.
Zaprowadził ją do pokoju Ericha, w którym od czasu wyjazdu syna na wojnę nic nie było zmieniane, nawet książka leżała otwarta tak, jakby chłopak przed chwilą przerwał czytanie.
– Tutaj może pani odpocząć – powiedział. – Przygotuję coś do jedzenia. Tyle mogę dla pani zrobić. Ale nad ranem, zanim się rozwidni, musi pani stąd iść.
Skinęła głową, że rozumie. Położyła się na zasłanym łóżku Ericha, przykrywając się płaszczem jak kocem. Jej sukienka była zniszczona i brudna, wcześniej Peters zauważył naszyte litery OST – takie oznaczenia nosili przymusowi robotnicy ze wschodu.
– Znajdę pani nowe ubranie.
– Dziękuję – powiedziała cicho, nie otwierając oczu.

1 komentarz:

  1. Okres IIw. św. to czas, kiedy niemal każdy zwykły człowiek musiał zdawać egzamin ze swojego człowieczeństwa...

    OdpowiedzUsuń