czwartek, 16 lutego 2012

„Tajny dziennik” Mirona Białoszewskiego

Zastanawiam się, co by było, gdyby internet był powszechnie dostępny trzydzieści, pięćdziesiąt, sto lat temu. To temat na niejedną książkę, ale teraz interesuje mnie, ile wspaniałych dzieł by nam umknęło z tego powodu, że w ogóle by nie powstały, bo autorzy prowadziliby blogi, wypowiadali się na Facebooku i twitterze, a nie prowadzili dzienniki (pisane na papierze). 
Z dużym prawdopodobieństwem możemy powiedzieć, że gdyby sto czy pięćdziesiąt lat temu istniał internet, nie mielibyśmy dzienników Kafki, Gombrowicza, Nałkowskiej, Herlinga-Grudzińskiego, Tyrmanda, Dąbrowskiej i wielu innych wybitnych twórców.
Nie byłoby też „Tajnego dziennika” poety i pisarza Mirona Białoszewskiego, nie bez racji zapowiadanego jako literackie wydarzenie roku.
Ta ogromna księga (ponad 900 stron!), wydana przez Znak, leży teraz przede mną (jak zwykle, gdy piszę o książce). Białoszewski zaczął prowadzić swój dziennik 20 listopada 1975, ostatni wpis datowany jest 22 kwietnia 1983 r. Do tego dochodzą listy pisane w sanatorium w Aninie – ostatni 28 maja ’83, niespełna miesiąc przed śmiercią poety.
„Tajny dziennik”, tak jak „Pamiętnik z powstania warszawskiego” pisany jest żywym, „mówionym” językiem, charakterystycznym dla prozy Białoszewskiego. Autor relacjonuje bieżące wydarzenia, opisuje życie towarzyskiego, portretuje ludzi, są tu też wyznania bardzo intymne, więc nie dziwi, że „Tajny dziennik” ukazuje się dopiero teraz. Przede wszystkim jest to jednak fascynujący wewnętrzny portret niezwykłego twórcy.  
Równolegle z „Tajnym dziennikiem” Znak opublikował bardzo osobistą książkę Tadeusza Sobolewskiego „Człowiek Miron”. I ta publikacja także jest warta polecenia.

1 komentarz:

  1. Coś w tym jest. Nikt dziś przecież nie docenia blogowych zapisków, a przecież niektóre to prawdziwe perełki.
    Pozdrawiam Cię serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń