niedziela, 4 listopada 2012

Varga ostro o kobiecym czytelnictwie, a ja się z nim zgadzam


Na Targach Książki w Krakowie na Katarzynę Grocholę czekał tłum stęsknionych czytelniczek 
Lubię felietony Krzysztofa Vargi, choćby dlatego, że poglądy tego pisarza na temat współczesnej Polski i jej kultury są zbieżne z moimi. Poza tym czytanie dobrze napisanych tekstów sprawia mi przyjemność. Po ostatnim felietonie Vargi w „Gazecie Wyborczej” (Gazeta na Święto, 31.10-1.11 2012) znów muszę, a raczej chcę się zgodzić z autorem „Trocin”.

W tekście „Kto czyta, ten błądzi” Krzysztof Varga pisze o niezwykłej popularności książek pisanych przez takich autorów, jak Małgorzata Kalicińska, Katarzyna Grochola czy Janusz L. Wiśniewski. Varga zadał sobie heroiczny trud i przeczytał najnowszą powieść Kalicińskiej „Lilka”.

Ponieważ felieton jest niedostępny w sieci, zacytuję jego fragmenty. Ocena „Lilki”? Varga porównuje ją do wypracowania gimnazjalisty. „Nigdy chyba nie czytałem tak prostacko napisanej powieści, którą tak ciężko by się czytało” – przyznaje. I  zaraz dodaje: „A jednak to przecież wydawniczy hit, klasyczny przykład ‘literackiego pocieszenia’, w którym czytelniczki szukają przecież nie fajerwerków składniowych, wykwintnych metafor czy eksperymentów językowych, ale terapii i pocieszenia(...)”.

Konkluzja jest zaskakująca, chyba również dla samego Vargi. A przy tym bolesna. „Oczywiście po powieściach Kalicińskiej, Katarzyny Grocholi i Janusza Leona Wiśniewskiego można jeździć do woli (...), lecz trzeba przyznać, że to właśnie czytelniczki Kalicińskiej, Grocholi i Wiśniewskiego napędzają w naszym kraju czytelnictwo. Gdyby nagle te kilkaset tysięcy, a może kilkaset tysięcy, a może i milion kobiet, które czytają i kupują powieści wyżej wymienionych, zniknęło, procent czytających Polaków poleciałby gwałtownie na twarz i stanęlibyśmy na krawędzi wtórnego analfabetyzmu przedstawicieli tego dumnego, bohaterskiego narodu” – pisze Varga.        

Czasami pytam samego siebie, po co mi to wszystko, dlaczego zabieram się do wymyślania mało optymistycznych historii, bez wyraźnego happyendu, a co gorsza z brzydkim wyrazami . Przecież mógłbym skroić opowieść tzw. obyczajową, np. o ojcu samotnie wychowującym dzieci (bo żona mu umarła na raka), który jednak radzi sobie dzielnie, przy okazji znajduje nową miłość, a potem wszyscy by żyli długo i szczęśliwie. Do tego dorzuciłbym drewniane dialogi jak z seriali Łepkowskiej.

Gdybym więc napisał taką powieść, dałbym sobie przynajmniej szansę na wydawniczy sukces. Jednak jestem na straconej pozycji, bo nie napiszę. Nie potrafię.   

6 komentarzy:

  1. Nooo jestem kobietą i myślę podobnie, cóż.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie da się ukryć, że większość woli Kalicińską niż Plath czy Woolf. Można nad tym jedynie boleć :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo jesteś kobietą czytającą i myślącą, a tych w Polsce nie ma zbyt wiele, podobnie jak czytających i myślących mężczyzn.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie pałam wielkim uczuciem do Vargi (czytam właśnie Trociny, pierwsze tego autora i zgadzam się z nim! I boli mnie to), ale zgadzam się (znowu? skąd ten wcześniejszy brak porozumienia?!) z teorią K.V. odnośnie czytelniczych wyborów kobiet! Załamujące, ale z drugiej strony dobre i to!
    My-ślący nie nakręcimy biznesu;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Hm. Moim zdaniem to nie ma nic wspólnego z płcią.

    Są kobiety, które czytają tylko Domy nad rozlewiskiem i są mężczyźni, którzy oglądają tylko hollywoodzkie filmy akcji.

    Tak jest wszędzie. Polska nie jest tu bynajmniej jakimś ewenementem. Na całym świecie kultura niska w liczbach wygrywa z tą wysoką, bo bardziej wysumblimowane formy rozrywki trafiają tylko do wąskiej grupy odbiorcó JAK ŚWIAT ŚWIATEM.

    Więc ja nie wiem, co to za Amerykę pan Varga odkrył. A mężczyźni jak czytają to też większość lubi, żeby jakieś smoki, miecze i takie takie były, żeby była misja i żeby jeden bohater uratował świat. Mam nadzieję, że w następnym odcinku pan Varga się przejedzie po tym, co czytają mężczyźni (ci co w ogóle czytają, bo jest ich mniej niż kobiet).

    OdpowiedzUsuń
  6. Wielki wpływ na gust czytelnika ma szkoła i studia. Nauczyciele sami sugerują uczniom, by zamiast przeczytać książkę obejrzeli film. Nabyte nawyki niestety funkcjonują w dalszej egzystencji tych ludzi.

    OdpowiedzUsuń