sobota, 4 lipca 2015

Dzisiaj jest sobota, wtedy był czwartek

Grób ofiar pogromu na kieleckim cmentarzu żydowskim (Fot. Wikipedia)

4 lipca, 69 lat temu, doszło do pogromu, zbrodni, która okryła hańbą moje miasto – Kielce. Kielecki motłoch przy współudziale milicji i wojska zabił czterdziestu dwóch  – ocalałych z Holocaustu – polskich obywateli narodowości żydowskiej, mieszkających w kamienicy przy ul. Planty 7. Kobiety, mężczyzn, dzieci.   

Urodziłem się 18 lat po wojnie, a nikt z moich przodków w 1946 r. nie mieszkał w Kielcach. Mimo to odczuwam wstyd za tamte straszne wydarzenia, a nawet poczucie winy, tak jakby piętno, jakim są naznaczone Kielce, wbrew mojej woli przeszło również na mnie. I wiem, że są w Kielcach ludzie, którzy czują podobnie, choć tak jak ja nie mają z tą zbrodnią nic wspólnego. Znam też takich, którym jest to całkiem obojętne. Są też tacy w tym mieście, którzy… O nich jednak nie będę tu pisał. 

Oczywiście, tylko niewielka część kielczan brała udział w tej zbrodni. Znam ludzi, których rodzice mieszkali wtedy w Kielcach i byli wstrząśnięci, gdy dowiedzieli się, co się stało na Plantach. Ale nad Silnicą stał tłum, który jeśli nie zachęcał, to biernie się przyglądał mordowaniu Żydów  

Sprawę pogromu kieleckiego badało wielu historyków. Niezależnie od przyczyn, czy była to prowokacja, czy nie, to jedno nie ulega wątpliwości: kieleckich Żydów bestialsko zamordowali mieszkający w Kielcach Polacy. Kielczanie.

To o nich i pogromie pisał Julian Kornhauser (teść Andrzeja Dudy) w przejmującym wierszu „Wiersz o zabiciu doktora Kahane” (A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie,/ żeby pana swego, Seweryna Kahane,/ zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami!...). Sam pogrom kielecki w literaturze pięknej pojawia się jednak nieczęsto. Nawiązuje do niego Maria Nurowska w powieści „Postscriptum”, a chyba najpełniej pokazał tę zbrodnię kielecki pisarz Andrzej Lenartowski w kapitalnej sztuce „Spotkamy się w Jerozolimie”. W 1996 r. Piotr Szczerski wystawił ją w Teatrze im. Żeromskiego – w 50. rocznicę pogromu.  

Ja do pogromu nawiązuję w „Białym Kafce”, a w każdej mojej powieści pojawia się wątek żydowski. To zapewne z tego bezprzyczynowego poczucia winy...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz