środa, 12 października 2011

Koszmary poranne

Poranne wstawanie jest dla mnie rzeczą koszmarną. Przez „poranne” rozumiem pobudkę przed godziną siódmą. W nocy co innego, mogę siedzieć długo (choć już nie tyle, co parę lat wcześniej). Ale poranki, jeszcze teraz, jesienią… Brrr. Akcja horrorów rozgrywa się zwykle wieczorem i w nocy, lecz przecież poranne przebudzenie to także horror.

A jutro, czyli w czwartek, muszę, o zgrozo, wstać przed piątą rano, wsiąść w samochód i jechać ze trzy godziny. Okropna rzecz.

Ja w ogóle bardzo lubię spać. Pewnie dlatego, że mało sypiam i jestem permanentnie niewyspany.

1 komentarz:

  1. Nic nie odda zgrozy poranków ! Klnę, prawie płaczę ,obiecuję sobie nagrody ,napędzam się "pięknem" nowego dnia ... i nic, nic ... A jesień i zimę kocham , bo nie drą sie "dzieci" za oknem ! Pozdrawiam Cię !

    OdpowiedzUsuń