niedziela, 5 lutego 2017

Antoni Pawlak, „Walizka światła”, recenzja


Antoni Pawlak znalazł się w gronie jurorów tegorocznej nagrody Nike i będzie oceniał kandydatów, lecz to nie znaczy, że jego twórczości oceniać nie można. Można, a nawet trzeba. Tym bardziej że jest okazja.

Autor kultowej „Książeczki wojskowej” (tak, kultowej, wiem, co piszę), opublikował właśnie nowy tom wierszy pt. „Walizka światła”. Tom bodaj dwudziesty, bo Pawlak płodnym poetą jest. To jeszcze nie komplement, płodnych poetów ci u nas dostatek, jak nigdzie indziej, tylko że wiersze Pawlaka mają zwyczajnie tę cechę, że są dobre. Również te z „Walizki światła”. Ci, co się znają na poezji, a ja nieskromnie przyznaję się, że trochę się znam, docenią ich wartość.

A doceniam tym bardziej, że znajduję w tej poezji również  to, co najbardziej lubię: sarkazm, ironię, powściągliwość , dystans do świata i samego siebie. Dużo pisze autor „Walizki światła” o umieraniu. Już wiersz otwierający tomik traktuje o samobójstwie poety Antoniego, który wdrapał się po skrzypiących schodach/ na pachnący schnącą bielizną strych i zawisł na przerzuconej przez/ belkę stropową smudze światła. Czyli też dystans i powściągliwa ironia.

Są tu wiersze-poematy („Noc w której próbowaliśmy umierać”) i wiersze, gdzie kilka słów wystarczy,  by oddać to, o czym inni napisali grube księgi (po dwudziestym wieku pozostanie/ kilka piosenek Beatlesów/ i złowieszcza opowieść o holokauście).  I chociaż poeta daje nam do zrozumienia, że przygotowuje się do śmierci („Podróż w nieznane”), czekam na kolejny jego tomik. Do wierszy Pawlaka chce się wracać.       

Na koniec chciałem powiedzieć, że tytuł i okładka też mi się podobają.

Antoni Pawlak, „Walizka światła”, Instytut Mikołowski, Mikołów 2016, s. 44

sobota, 28 stycznia 2017

sobota, 14 stycznia 2017

Premiera w Żeromskim – Kropka, kreska, muzyka


Na pierwszym planie Olga Mysłowska i Paweł Paczesny fot. Agata Andrusyszyn/Teatr im. Żeromskiego

Najnowsza premiera w Teatrze im. Żeromskiego nie jest spektaklem, tylko koncertem, co pewnie nie wszystkim się spodoba.

Zastanawiałem się, czy widowiska o tytule „Kropka Kreska Kropka Kreska” nie nazwać rock operą, ale nie, opera to też nie jest, są tu elementy performance’u, jednak fabuły brak. Mówienie o dramaturgii też jest nadużyciem. Ale owszem, mamy za to mnóstwo rocka i to takiego z lat osiemdziesiątych, spod znaku Talking Heads, granego na syntezatorach korg, moog i na gitarach. Są też kompozycje oryginalne, współczesne, braci Lewoców oraz kapel o nazwach PCK kolektyw i Polpo Motel. Muzyka brzmi więc niemal bez przerwy, jest śpiew i melorecytacja. Ponieważ jak mówiłem – jest to koncert. Aha, tytuł został  zaczerpnięty z alfabetu Morse’a i nic nie znaczy.
         
Wykonawcy to zarazem współautorzy koncertu – jako kompozytorzy, tekściarze i tłumacze tekstów Talking Heads. Z wyjątkiem aktorki Magdaleny Grąziowskiej, nie są na stałe związani z kielecką sceną. Świetna jest Olga Mysłowska z Polpo Motel, śpiewająca i grająca na korgu. Swoją kamienną twarzą przypomina jedną z dziewczyn pojawiających się w słynnym teledysku Roberta Palmera, z tą różnicą, że gra naprawdę i naprawdę śpiewa. I to jak.

Tak, to nie jest spektakl, tylko cholerny koncert. Do teatru nie chodzi się na koncerty. Ale powiem Wam, że mnie ten koncert w teatrze się spodobał. Przez ponad godzinę nie znudziłem się i ani razu nie zakląłem. Czyli nie jest źle. Nie szukajcie więc w „Kropce Kresce” ukrytych sensów. Słuchajcie muzyki.     

„Kropka Kreska Kropka Kreska”. Reżyseria Paweł Paczesny. Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, premiera 14 stycznia 2017 r.

wtorek, 29 listopada 2016

Prosty poradnik dla dyktatora

Naucz się dobrze kłamać. Ludzie wierzą w proste kłamstwa, które objaśniają im skomplikowany świat.

Toleruj tych, którzy mogą ci się przydać, nawet jeśli ich nie cierpisz. Później się ich pozbędziesz. 

Znajdź wrogów i obwiń ich o wszelkie zło, za które ty odpowiadasz.

Jeśli ktoś cię atakuje, mów: „jesteśmy atakowani”. Tak rodzi się wspólnota.

Jesteś patriotą. Powtarzaj to nieustannie.

Często powołuj się na Boga. Bóg jest przecież z tobą.

Nie zapominaj jednak, że to ty masz być Bogiem dla innych. 

Nie wierz nikomu. Każdy może cię zdradzić.

Pielęgnuj w sobie nienawiść i staraj się zarazić nią innych. Nienawiść zaprowadzi cię daleko, ludzie kochają nienawidzić .

Mów, że twoja krzywda jest krzywdą większości. Wtedy nikt nie odbierze ci prawa do zemsty.

Rządząc, myśl tylko o sobie, nie o innych. Twoje dobro jest najważniejsze, bo przecież nikt nie może cię zastąpić.  

niedziela, 16 października 2016

Strona lewa, strona prawa

Bohater przedwojennej powieści Józefa Wittlina „Sól  ziemi” Piotr Niewiadomski nie potrafił odróżnić prawej strony od lewej. To jednak przypadłość nie tylko postaci literackich.

Jadę z rodzoną siostrą na pogrzeb kuzynki we wsi pod Ostrowcem. Rejon zamieszkany głównie przez elektorat pisowski, co w sumie nie ma znaczenia. Chociaż może ma.

Dojeżdżamy do wsi i rozglądamy się za kościołem. „Pierwsze co widzisz to wieża kościoła” – jak pisał poeta. Ale kościoła nie widać. Z naprzeciwka na rowerze jedzie facet. Na oko czterdzieści lat, wąsy. Raczej tubylec. Zatrzymuję samochód, odkręcam szybę i pytam o kościół. Facet mija nas, ale zaraz hamuje. Przez chwilę myśli.

– Dojedzie pan do skrzyżowania i skręci w lewo – mówi nie zsiadając z roweru i wskazuje ręką kierunek. Przy czym mówiąc „w lewo” pokazuje na prawo. Trochę jestem zdezorientowany.

– To w lewo czy prawo? – pytam.  – Bo pokazuje pan w prawo.

Facet przygląda się swoim rękom.

– Zara – mówi bardziej do siebie niż do mnie. – Ta jest lewa – wyciąga przed siebie lewą. – A ta prawa – to samo robi z prawą.

Ale pewien nie jest. Zostawia rower na środku drogi i podchodzi do samochodu.

– To ja jeszcze raz pokażę. Dojedzie pan do skrzyżowania, a potem skręci… w tę! – wykrzykuje z zadowolony, że pokazał właściwy kierunek.  

piątek, 14 października 2016

Poeta patriotyczny

Więc kapustę kiszoną będę sławił
I białego orła w locie
I wierzbę płaczącą przytulał,
I garnki na płocie.

I żyto polskie, i ogórki,
Ziemniaki oraz krowy,
Rzeki, jeziora, pagórki
Będę sławił polskimi słowy.

Będę chwalił natchniony
Polskie gumna i traktory,
Polską wódkę i piwo,
Także baby i bachory.

I polskich mężczyzn wychwalę,
Ale tutaj jest taka sprawa,
Najbardziej będę sławił
Prezesa Jarosława .

poniedziałek, 10 października 2016

Moje wspomnienie o Andrzeju Wajdzie


Andrzej Wajda (fot. Mariusz Kubik)
Zmarł najwybitniejszy polski reżyser, Andrzej Wajda. Miałem okazję zetknąć się z Nim dwukrotnie. Raz telefonicznie, raz osobiście.

W 1994 r. pisałem artykuł o stanie polskiej kinematografii i potrzebowałem wypowiedzi kogoś znanego i cenionego. Najlepiej Wajdy. Piotr Szczerski dał mi do Niego numer telefonu domowego (wtedy nie było jeszcze komórek). Kilka razy próbowałem o różnych porach dnia, ale odzywała się polsko-francuska automatyczna sekretarka. Aż w końcu odebrała Krystyna Zachwatowicz. Powiedziała, że mąż jest za granicą, jednak poprosiła, żebym pytanie przesłał faksem i zostawił swój numer. No to przesłałem.

Mijały dni, artykuł był już prawie gotowy, a Pan Andrzej się nie odzywał. Pomyślałem, że pewnie zignorował prośbę jakiegoś nieznanego mu dziennikarza z regionalnego dziennika. Tydzień później u mnie w domu zadzwonił telefon. Odebrała żona, po czym przekazała mi słuchawkę, mówiąc, że jakiś facet do mnie. Usłyszałem: „Dzień dobry, mówi Andrzej Wajda, przysłał mi pan pytanie, to ja panu chciałem odpowiedzieć”. Najpierw siadłem z wrażenia, a potem chwyciłem za kartkę i długopis, żeby zanotować Jego wypowiedź.

Jakoś rok później Andrzej Wajda przyjechał do Kielc obejrzeć „Miłość na Krymie”, bo to za Jego namową Piotr Szczerski wystawił w Żeromskim sztukę Mrożka. Piotrek przedstawił nas sobie, a ja wtedy przypomniałem Panu Andrzejowi o tym telefonie. Nie pamiętał tego, co mnie w sumie nie zdziwiło, pewnie codziennie wypowiadał się dla jakichś mediów, ale przekazałem Mu egzemplarz gazety z moim artykułem, w którym była - spisana przez mnie dosłownie na kolanie - Jego wypowiedź.

Andrzej Wajda jest ważny dla mnie także z innego powodu. Z jego czterdziestu filmów największy wpływ na mnie i na to, o czym piszę w swoich książkach, miały dwa: „Krajobraz po bitwie” oraz „Kanał”.

czwartek, 8 września 2016

Znów u Andrzeja Kozery (zdjęcia)

Pod ośmiu miesiącach znowu odwiedziłem Andrzeja Kozerę, pińczowskiego malarzy i rzeźbiarza. Spotkaliśmy się na jego uroczej działce, położonej tuż nad Nidą. Andrzej wprowadzał mnie w tajniki malarstwa, a wiedza ta jest mi potrzebna do powieści, nad którą od trzech miesięcy pracuję – główny bohater jest malarzem. Pogawędziliśmy chwilę, a na koniec Andrzej ugościł mnie krupnikiem własnej roboty, bardzo dobrym zresztą.  

Wrzucam kilka zdjęć, co byście mogli zobaczyć, jak było.


środa, 31 sierpnia 2016

Państwo n-s

Kto będzie mógł i kogo będzie na to stać, ten wyjedzie.

Ale większość pozostanie w narodowo-socjalistycznym państwie.

Niektórzy dobrze się urządzą i będą bili brawo, inni zobojętnieją, jeszcze inni zostaną zneutralizowani, bo szkoda, żeby się zmarnowało hasło  „Śmierć wrogom ojczyzny”.

Jednak w ostatecznym rozrachunku zapłacą wszyscy.   

Tak było kiedyś i tak będzie teraz.