wtorek, 11 sierpnia 2015

Cukrzyca senatorska

À propos senatora Pęka i jego rzekomej cukrzycy, która spowodowała, że spał na korytarzu hotelu sejmowego. Taka historia.

Dwa dni temu, pod wieczór, wychodzę z psem na spacer. Patrzę – na trawniku, na uboczu, leży gość w wieku Pękowym, choć zdecydowanie mniej starannie ubrany. Ale na szyi duży różaniec, nie sposób go nie zauważyć. Przy stopach pusta flaszka po winie. No i charakterystyczna woń przetrawionego alkoholu.

Powodowany troską o człowieka, nachylam się jednak na potencjalnym denatem.

– Nic panu nie jest? – pytam.   

Facet mruga powiekami, lecz się nie odzywa.

–  Halo, wszystko w porządku? – powtarzam.

Gość otwiera oczy i patrzy na mnie nieprzytomnie.

– Pił pan alkohol? – znów pytam.

Po słowie „alkohol” facet przytomnieje.

– Nie piłem – mówi chrapliwym głosem.  Po chwili dodaje: –  Proszę pana, jestem mądrym człowiekiem. Choruję na cukrzycę. Zjadłem dwie łyżeczki cukru i musiałem się przespać. 

– Czyli nie potrzebuje pan pomocy? – upewniam się jeszcze.

-–Nie! – mówi z przekonaniem. – Dziękuję panu za zainteresowanie.

Pełna kultura. Zostawiam go leżącego, uspokojony, że to tylko cukrzyca.

sobota, 4 lipca 2015

Dzisiaj jest sobota, wtedy był czwartek

Grób ofiar pogromu na kieleckim cmentarzu żydowskim (Fot. Wikipedia)

4 lipca, 69 lat temu, doszło do pogromu, zbrodni, która okryła hańbą moje miasto – Kielce. Kielecki motłoch przy współudziale milicji i wojska zabił czterdziestu dwóch  – ocalałych z Holocaustu – polskich obywateli narodowości żydowskiej, mieszkających w kamienicy przy ul. Planty 7. Kobiety, mężczyzn, dzieci.   

Urodziłem się 18 lat po wojnie, a nikt z moich przodków w 1946 r. nie mieszkał w Kielcach. Mimo to odczuwam wstyd za tamte straszne wydarzenia, a nawet poczucie winy, tak jakby piętno, jakim są naznaczone Kielce, wbrew mojej woli przeszło również na mnie. I wiem, że są w Kielcach ludzie, którzy czują podobnie, choć tak jak ja nie mają z tą zbrodnią nic wspólnego. Znam też takich, którym jest to całkiem obojętne. Są też tacy w tym mieście, którzy… O nich jednak nie będę tu pisał. 

Oczywiście, tylko niewielka część kielczan brała udział w tej zbrodni. Znam ludzi, których rodzice mieszkali wtedy w Kielcach i byli wstrząśnięci, gdy dowiedzieli się, co się stało na Plantach. Ale nad Silnicą stał tłum, który jeśli nie zachęcał, to biernie się przyglądał mordowaniu Żydów  

Sprawę pogromu kieleckiego badało wielu historyków. Niezależnie od przyczyn, czy była to prowokacja, czy nie, to jedno nie ulega wątpliwości: kieleckich Żydów bestialsko zamordowali mieszkający w Kielcach Polacy. Kielczanie.

To o nich i pogromie pisał Julian Kornhauser (teść Andrzeja Dudy) w przejmującym wierszu „Wiersz o zabiciu doktora Kahane” (A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie,/ żeby pana swego, Seweryna Kahane,/ zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami!...). Sam pogrom kielecki w literaturze pięknej pojawia się jednak nieczęsto. Nawiązuje do niego Maria Nurowska w powieści „Postscriptum”, a chyba najpełniej pokazał tę zbrodnię kielecki pisarz Andrzej Lenartowski w kapitalnej sztuce „Spotkamy się w Jerozolimie”. W 1996 r. Piotr Szczerski wystawił ją w Teatrze im. Żeromskiego – w 50. rocznicę pogromu.  

Ja do pogromu nawiązuję w „Białym Kafce”, a w każdej mojej powieści pojawia się wątek żydowski. To zapewne z tego bezprzyczynowego poczucia winy...


czwartek, 28 maja 2015

Wspomnienie o Piotrze Szczerskim

Piotr Szczerski i Sławomir Mrożek
Widziałem, że jest ciężko chory i można spodziewać się najgorszego, lecz na taką wiadomość  człowiek nigdy nie jest odpowiednio przygotowany. Dzisiaj w nocy zmarł Piotr Szczerski, reżyser i dyrektor Teatru im. Żeromskiego, którego znałem od 22 lat.
 
Poznaliśmy się w teatrze, na konferencji prasowej przed jedną z premier. Ja byłem wtedy dziennikarzem „Słowa Ludu” i naczelny zadecydował, że będę pisał recenzje z kieleckich przedstawień (robiłem to przez blisko 14 lat). Pierwszym spektaklem, o którym napisałem były „Parady” Jana Potockiego, w reżyserii Piotra. Spektakl zjechałem, czym rzecz jasna nie zaskarbiłem sobie sympatii reżysera.

Ale potem było lepiej, choć nasze relacje były, że się tak wyrażę, cały czas sinusoidalne, w zależności od tego, czy ganiłem, czy chwaliłem wystawiany na kieleckiej scenie spektakl. Piotr – jak chyba każdy artysta, zwłaszcza sceniczny – źle znosił krytykę, ale nie okazywał tego w przesadny sposób. Nie łączyła więc nas przyjaźń, jednak szanowaliśmy się wzajemnie. Tego ostatniego jestem pewien.

Z czego zapamiętam Piotra? Przede wszystkim z jego przedstawień: „Procesu” Kafki, „Miłości na Krymie” Mrożka i inscenizacji jednoaktówek Becketta. O kieleckim „Procesie” wspominam nawet w „Drodze do Tarvisio”.

Mrożek – to w ogóle oddzielny temat. To dzięki Piotrowi słynny dramaturg zaczął odwiedzać Kielce, a Teatr im. Żeromskiego – wręcz pokochał.  

Zapamiętam Piotra ze świetnej realizacji sztuki Andrzeja Lenartowskiego „Spotkamy się w Jerozolimie" - o pogromie kieleckim. 

Zapamiętam również ze wspólnego, tygodniowego pobytu w Londynie w lutym 1998 r. To Piotr mnie zaprosił, abym jako dziennikarz towarzyszył kieleckim aktorom, którzy dla londyńskiej Polonii grali „Ballady i romanse” Mickiewicza.

I z tego, że gdy miałem Teatrze spotkanie autorskie, Piotr odczytał ze sceny jeden z moich wierszy, co było dla mnie zaszczytem. 

I jeszcze zapamiętam Go z batalii o pozostawienie teatru w starym, XIX-wiecznym  budynku przy ul. Sienkiewicza – w połowie lat 90. władze miały idiotyczny pomysł, by przenieść teatr do Kieleckiego Centrum Kultury. Walka, w której z innymi jako dziennikarz także brałem udział, zakończyła się sukcesem – Teatr im. Żeromskiego do dzisiaj mieści się w budynku przy ul. Sienkiewicza.

Niestety, Piotra Szczerskiego już tam nie ma. Nie tylko kielecki teatr poniósł dużą stratę.
Londyn, 1998. Od lewej: Edward Janaszek, Robert Ostolski, Viola Arlak, Krzysztof Wieczorek, Piotr Szczerski i ja.
 


sobota, 9 maja 2015

Strażak nie zawsze brzmi dumnie



Dzisiaj nie o poezji ani o literaturze, chociaż o prozie. Tyle że prozie życia, która bywa groteskowa. Oto kolejny przykład na to, w jaki sposób są traktowani w Kielcach zwykli ludzie przez tzw. ludzi na stanowiskach. Ci drudzy mają tych pierwszych w dupie.

Zanim powiem, o co chodzi, uprzejmie informuję, że szanuję strażaków i doceniam ich za ciężką i niebezpieczną pracę. Nie szanuję tylko jednego z nich, a może dwóch: komendanta miejskiego lub wojewódzkiego. Bo to któryś z nich zapragnął, aby spełniło się jego widzimisię, dzięki czemu jego zasługi w niebie będą jeszcze większe.

Zarówno wojewódzka, jak i miejska komenda straży pożarnej w Kielcach mieści się przy ul. Sandomierskiej. Ta trywialna i bezsensowna nazwa nie spodobała się jednak komendantowi (miejskiemu lub wojewódzkiemu, a może obu), więc postanowił ją zmienić na tę jedyną słuszną, czyli św. Floriana, który jest patronem strażaków. Szkopuł w tym, że ulica Sandomierska jest długa, znajdują się przy niej wieżowce, sklepy, zakład energetyczny, prokuratura i co tam jeszcze. Zmiana nazwy skomplikowałaby życie kilku tysiącom ludzi. Zrobiłby się duży raban.

Ale od czego spryt i pomysłowość pan(ów) komendanta(ów). Ponieważ część obiektów należących do straży znajduje się przy ul. Dalekiej, to właśnie ją postanowiono przemianować na św. Floriana, jedyną słuszną nazwę, aczkolwiek Daleka nigdy wcześniej nie nazywała się Św. Floriana. 
Wnioskodawcy okazali się litościwi: uznali, że nie trzeba przemianowywać całej ulicy, wystarczy tylko dwustumetrowy odcinek, przy którym oprócz budynków straży znajduje się blok mieszkalny (90 mieszkań, czyli około 300 osób), przychodnia i dwa domy jednorodzinne. Wymiana dowodów, pieczątek (niektórzy mają tu zarejestrowane firmy), zmiany w urzędach, bankach i innych możliwych rejestrach to przecież pryszcz dla kilkusetosobowej garstki.

W miniony czwartek (7 maja) zmiana nazwy ulicy Dalekiej na św. Floriana miała być przegłosowana na posiedzeniu Rady Miasta. Mieszkający przy Dalekiej prawnik zadzwonił jednak rano do kilku radnych, żeby zdjąć głosowanie z porządku obrad. Argument: ZMIANA W OGÓLE NIE BYŁA KONSULTOWANA Z MIESZKAŃCAMI. Bo kto by konsultował tak błahą sprawę. I gdyby nie groźba, że uchwała RM może z tego powodu zostać zaskarżona do wojewody, Daleka byłaby już pewnie ulicą św. Floriana.

Panie komendancie, jeden albo drugi! Pan gasi pożary, zamiast wkur...ć ludzi. I niech się pan pomodli do świętego Floriana, aby sprawił, że przestanie pan być nadgorliwym.

niedziela, 3 maja 2015

Kielce ROCKują - świetny festiwal


video

Kielce ROCKują (w tym roku trzecia edycja) to świetny festiwal, z którego Kielce – gdyby tylko chciały – powinny być dumne i robić wszystko, aby o imprezie było głośno w kraju. Ale Kielce wolą jarmarki, festyny i sabaty, zwłaszcza te pokazywane w telewizji. Jednym słowem – wolą siermięgę i płaską rozrywkę, bo w tym im do twarzy.

Ale dla mnie Kielce ROCKują są nadzieją, że może tak zawsze nie będzie. W tym roku na festiwalu zagrali m.in. The Animals, Livin’ Blues Xpierence, Paul Rose, Rob Tognoni, rewelacyjny Arthur Brown, a także były gitarzysta Thin Lizzy – Eric Bell (ten ostatni zagra w niedzielę 3 maja). Takiego zestawu wykonawców jeszcze w Kielcach nie było, choć poza organizatorami tylko nieliczni są w stanie to docenić.

Gratuluję organizatorom festiwalu – i trzymam za nich kciuki, żeby nadal – bez przeszkód – robili swoje. Szkoda jedynie, że impreza była tak słabo reklamowana i mało kto o niej wiedział.

A na filmie fragment występu The Animals 2 maja 2015 na festiwalowej scenie przed kieleckim WDK.

piątek, 1 maja 2015

Bukowski spotyka Annę W.

Przyjechała do mnie dziennikarka z Polski,
„czuj się jak u siebie, Ann”, powiedziałem,
bo chciałem być cholernie uprzejmy,
choć wolałbym,
gdybyśmy spotkali się w barze,

wypiliśmy szampana za 10 dolców
i porozmawialiśmy o Hollywood,
przy czym ja o swoim,
a ona o tym celuloidowym,

kiedy była już lekko wstawiona,
wyznałem jej, że od 21 lat
jestem z prochu powstałeś i w proch się obrócisz,
ale myślała, że żartuję,

miała ładny uśmiech i była niczego sobie,
to miłe, że są w Polsce dziewczyny,
które chcą się spotykać
z takimi starymi umarlakami
jak ja.       

niedziela, 8 marca 2015

Dzień Kobiet - Teatrzyk Pod Nieszczepionym Psem

Teatrzyk Pod Nieszczepionym Psem
przedstawia spektakl świąteczny
pt. DZIEŃ KOBIET


Osoby: Pan, Sprzedawczyni

PAN: Dzień dobry, chciałem kupić ukochanej jakiś wyjątkowy i niezwykły prezent na Dzień Kobiet.
SPRZEDAWCZYNI: Dobrze pan trafił,  w naszym sklepie można znaleźć wszystko, co jest potrzebne paniom. Zacznijmy od kosmetyków. Mamy pełen wybór perfum i wód toaletowych, szminek, kremów, cieni do powiek…   
PAN (przerywa jej): Nie, nie. A jak nie trafię z zapachem albo kolorem? Lepiej nie ryzykować.
SPRZEDAWCZYNI: W takim razie może coś ubrań? Mamy najnowszą kolekcję sukienek, płaszczy wiosennych, garsonek…
PAN (znów jej przerywa): A jak rozmiar będzie zły? Za duże ryzyko.
SPRZEDAWCZYNI: To może bielizna? Są u nas biustonosze, figi, gorsety, stringi...
PAN: Stringi? Stringi mogą być, jak najbardziej.
SPRZEDAWCZYNI:  Jakąś markę pan sobie życzy?
PAN: Nieeee. Żeby tylko materiału było mało. Bardzo mało.
SPRZEDAWCZYNI: Mogę również zaproponować panu coś z alkoholi. Panie chętnie kupują u nas markowe wina.
PAN: Pani da jedno. Takie, żeby miało dużo procent. 
SPRZEDAWCZYNI: Czy dodać kwiaty? Bo kwiaty też u nas są.
PAN: Yyy, eee. No dobra, wezmę trzy goździki

Zadowolony z zakupów Pan wychodzi ze sklepu. Po drodze spotyka jednak znajomego, z którym wspólnie wypija dopiero co kupione wino, a potem jeszcze jedno i jeszcze jedno, żeby uczcić Dzień Kobiet . Kwiaty gdzieś gubi. Ukochana dostaje więc tylko stringi. Nazajutrz, z samego rana po Dniu Kobiet.      

Kurtyna

piątek, 20 lutego 2015

Manifestacja - Teatrzyk Pod Nieszczepionym Psem

Teatrzyk Pod Nieszczepionym Psem
przedstawia spektakl społeczny
pt. MANIFESTACJA 


Osoby: Lokator, Demonstranci

Rozlega się pukanie do drzwi, więc Lokator je otwiera. Demonstranci wchodzą do mieszkania Lokatora, nie pytając o zgodę.

DEMONSTRANCI: Przyszliśmy do pana demonstrować.
LOKATOR (zdumiony): Do mnie?
DEMONSTRANCI:  Tak, do pana. Pana mieszkanie nadaje się do tego znakomicie.
LOKATOR: To jest mieszkanie prywatne, nie macie prawa!
DEMONSTRANCI: Należy pan do wspólnoty?
LOKATOR: Należę.
DEMONSTRANCI: No właśnie. Mieszkania wspólnoty są częścią osiedla, osiedle jest częścią miasta, a miasto częścią Polski. A my jesteśmy Polakami i mamy prawo u pana demonstrować. Na tym polega demokracja.
LOKATOR: Ja się nie zgadzam!
DEMONSTRANCI: Oj, nieładnie. Nie rozumie pan demokracji i nie jest pan tolerancyjny. Trzeba pana napiętnować. Może chociaż nasze hasło się panu podoba?

Demonstranci rozwijają transparent z hasłem „Więcej pieniędzy dla nierobów”.

LOKATOR: Nie, nie podoba. (niepewnie) Chyba nie powinniście go nikomu pokazywać.
DEMONSTRANCI: O, nie dość, że nie pozwala nam protestować, to jeszcze cenzurę chce wprowadzić! Gorszy od komunisty! Nie pozwolimy na to!

Demokraci zamykają Lokatora w łazience. Po krótkiej manifestacji w mieszkaniu wypijają cały alkohol z barku i zasypiają. Rano idą demonstrować dalej, zapominając o uwięzionym Lokatorze. 

Kurtyna

wtorek, 17 lutego 2015

Tomograf - Teatrzyk Pod Nieszczepionym Psem

Teatrzyk Pod Nieszczepionym Psem
przedstawia tragedię
pt. TOMOGRAF


Osoby: PACJENT, PIELĘGNIARKA

PACJENT: Dzień dobry. Mam skierowanie z funduszu, chciałbym zapisać się na tomografię.
PIELĘGNIARKA: Już pana zapisuję.
PACJENT: (mile zaskoczony): Naprawdę?
PIELĘGNIARKA: Oczywiście. Mamy znakomity tomograf, pacjenci się zadowoleni.
PACJENT: To wspaniale. Tylko proszę o najbliższy wolny termin.
PIELĘGNIARKA: Już patrzę (sprawdza). 14 marca 2071 r.

PACJENT przez dłuższą chwilę próbuje odzyskać równowagę psychiczną.

PACJENT: Proszę pani… przecież ja wtedy już nie będę żył.
PIELĘGNIARKA (z uśmiechem): Nic nie szkodzi. Nasza służba zdrowia myśli przyszłościowo. Pana wnuk będzie mógł skorzystać z tego badania. Ma pan wnuka?
PACJENT: Nie.
PIELĘGNIARKA (nadal z uśmiechem):  Ale może pan mieć i wtedy to badanie będzie jak znalazł. Zapiszę w nawiasie: wnuk (zapisuje). Dziękuję panu. Następny proszę.

PACJENT wraca do domu, po czym – myśląc o przyszłości – umiera.

Kurtyna

Telegram - Teatrzyk Pod Nieszczepionym Psem

Teatrzyk Pod Nieszczepionym Psem
przedstawia spektakl sentymentalny
pt. TELEGRAM


Osoby: PANI Z OKIENKA, PAN

PAN czeka 40 minut w kolejce do pocztowego okienka.

PAN: Dzień dobry! Chciałem nadać telegram.
PANI Z OKIENKA: Proszę wypełnić blankiet.

PAN bierze blankiet i go wypełnia.

PAN: Wie pani, myślałem, że już nie przyjmujecie telegramów.
PANI Z OKIENKA (ze łzami w oczach): Bo nie przyjmujemy.
PAN (zaskoczony): To dlaczego mi pani dała ten blankiet?
PANI Z OKIENKA (jeszcze bardziej wzruszona): Dawno nikt nie wysyłał telegramu. Więc gdy pan się zjawił, wróciłam na chwilę do przeszłości. Teraz tylko te komputery, mejle, esemesy, komórki, nawet faks to przeżytek. Telegramy, telefony z obrotową tarczą albo na korbę – to były piękne czasy. Komu to przeszkadzało? A teraz…  Żyć się nie da.

Równie wzruszony PAN kupuje pocztówkę z czerwoną różą i wręcza ją PANI Z OKIENKA, choć wie, że jego piękny gest nic nie zmieni.

Kurtyna