niedziela, 7 lutego 2016

Michael Houellebecq, „Uległość”


O najnowszej powieści francuskiego pisarza we Francji było głośno zanim się ukazała. Potem było jeszcze głośniej, ponieważ francuska premiera „Uległości” zbiegła się w czasie ze zbrodniczym zamachem w Paryżu na redakcję satyrycznego czasopisma „Charlie Hebdo”.

Hałas wokół książki spowodowany był jej tematyką. Otóż Michael Houellebecq wybiega w przyszłość i ukazuje Francję w roku 2022, gdy władzę w państwie po wygranych wyborach przejmuje dość niespodziewanie Bractwo Muzułmańskie, partia, do której należą obywatele francuscy wyznający islam. Wszystko to pokazane jest z perspektywy François – wykładowcy literatury na Sorbonie, który jeśli nie przyjmie nowej religii i nowych zasadach życia, będzie musiał opuścić szacowną uczelnię.

W swojej powieści autor nie straszy zamachami terrorystycznymi i islamską tyranią. Bardziej interesują go bezkrwawe przemiany w sferze społeczno-polityczno-obyczajowej, doprowadzające do tego, że europejskie państwo z tradycjami demokratycznymi i wolnościowymi niemal z dnia na dzień zmienia swe oblicze.  A ja podczas lektury nie mogłem się uwolnić od myśli, że nie o Francję i Bractwo Muzułmańskie, ale inne europejskie państwo i inną partię w tej powieści chodzi.

Michael Houellebecq, „Uległość”. Przełożyła Beata Geppert, W.A.B. 2015, s. 286

piątek, 29 stycznia 2016

„Króliki Pana Boga” najlepszą książką 2015


Dla każdego autora są to przyjemne chwile. W plebiscycie serwisu Granice.pl główną nagrodę zdobyły „Króliki Pana Boga”. Jury uznało moją powieść za najlepszą książkę 2015 roku. 

Jak uzasadnia Justyna Gul z Granice.pl: „Dojrzała proza autora uderza swą prostotą, surowością i realizmem – podkreśla Justyna Gul. – Nie  ma tu fałszu, nie ma też zbytecznych słów. Kolejne zdania są odbiciem tego szalonego świata, który na własne życzenie zmierza ku zagładzie. Razem wracamy z piekła przez czyściec – mówi bohaterka powieści, Halina, co doskonale oddaje sytuację panującą w trakcie wojny oraz tuż po jej zakończeniu. Oszczędność w słowach, surowi i poranieni bohaterowie, nękani przez własną przeszłość i osobiste demony, niezwykle plastyczny obraz powojennych terenów oraz liczne dowody zezwierzęcenia ludzi – to wszystko czyni z powieści Kozery książkę mocną, przerażającą, ale wyjątkową. Książkę jak dotąd najlepszą w dorobku autora…”.

Było też głosowanie internautów – tutaj najwięcej głosów otrzymała Dorota Schrammek za „Horyzonty uczuć”. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy oddali na mnie swój głos. W ogólnej klasyfikacji pozwoliło to zająć „Królikom” 9. miejsce.

Do plebiscytu zgłoszono blisko sto książek, nagrodzonych w konkursach, jakie Granice.pl organizują co kwartał. W październiku właśnie w kwartalnym plebiscycie „Króliki” także decyzją jury otrzymały główną nagrodę jako Najlepsza Książka na Jesień 2015    

sobota, 2 stycznia 2016

U Andrzeja Kozery w Pińczowie

W ten ziąb, jaki dzisiaj panował na dworze, zagnało mnie do Pińczowa, ale było to przyjemne zagnanie, ponieważ spotkałem się z Andrzejem Kozerą i jego żoną Haliną. Andrzej jest cenionym malarzem i rzeźbiarzem związanym z Ponidziem. Nie jesteśmy spokrewnieni, lecz prawdę mówiąc, ze względu na nazwisko i fakt, że jest artystą, mogę go trochę uważać za starszego brata :).

Posiedzieliśmy we trójkę przy bigosie i herbacie, porozmawiali o malarstwie i literaturze i koligacjach rodzinnych. Umówiliśmy się też na kolejne spotkanie, gdy zrobi się trochę cieplej.

A z Pińczowa przywiozłem dwa obrazki, sprezentowane przez Andrzeja. Oczywiście jego autorstwa.     

Halina i Andrzej Kozerowie
A tutaj ja z Andrzejem

Obrazy Andrzeja w jego pińczowskie mieszkaniu
A te dwie olejne miniatury podarował mi Andrzej 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Camilleriego hołd dla kobiet

Andreę Camilleriego polscy czytelnicy znają przede wszystkim jako autora serii kryminałów z sycylijskim komisarzem Montalbano. Ale przecież włoski pisarz ma też w dorobku książki nie będące kryminałami, np. „Pensjonat Ewa” – kryptoautobiograficzną opowieść o domu publicznym na Sycylii, czy „Kolor słońca” – mikropowieść o słynnym malarzu Caravaggio.

Wydane niedawno w Polsce „Kobiety” są kolejną niekryminalną książka Camilleriego i dodajmy od razu – książką, której lektura dostarcza dużo przyjemności.  To zbiór opowieści, zgodnie z tytułem, poświęcony kobietom, które z różnych powodów były ważne dla autora. Bohaterki poznajemy w kolejności alfabetycznej, pierwszą jest Angelika, ostatnią Zina, ale po drodze są m.in. Antygona, Carmen, Desdemona, Joanna, Nefertitti czy Ofelia. Jednak Camilleri pisze nie tylko o kobietach znanych z literatury czy historii. Również o tych, które spotkał osobiście. Np. o wyzwolonej Szwedce imieniem Ingrid, która stała się pierwowzorem zagranicznej przyjaciółki komisarza Montalbano. Albo o swojej wydawczyni Elvirze, która pośrednio przyczyniła się do powstania kryminałów o komisarzu.

Ten katalog kobiet, jak pisze Camilleri, nie pretenduje do miana traktatu o kobietach, jest raczej hołdem dla nich. W tych czasami wzruszających, a czasami zabawnych wspomnieniach, opowiastkach i opowiadaniach autor pokazuje piękno i tajemniczość swoich bohaterek. Każda z opisywanych przez niego kobiet, bez względu na wiek i pozycję społeczną, jest niezwykła. Nawet spotkana na promie, pochodząca z Europy wschodniej Zina, od której we Włoszech każdy chciał „czegoś w zamian”. Bo ta książka jest również głosem protestu przeciwko przemocy wobec kobiet.                    

Andrea Camilleri, „Kobiety”. Przełożył Tomasz Kwiecień, Dom Wydawniczy Rebis 2015, s. 232.

Recenzja ukazała się również na portalu Okno Literatura

poniedziałek, 7 grudnia 2015

„Czarna ziemia” jako ostrzeżenie

Zważywszy na czasy, w jakich żyjemy, najnowsza książka Timothy’ego Snydera „Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie” powinna być lekturą obowiązkową nie tylko dla uczniów. Oczywiście, nie mam złudzeń, że tak się stanie. Niestety.

Już swoją poprzednią książką „Skrwawione ziemie” amerykański profesor Timothy Snyder udowodnił, że jest wybitnym historykiem, który potrafi zajmująco opowiadać, co w przypadku ludzi zawodowo piszących o historii nie jest takie częste. W „Skrwawionych ziemiach” Snyder nakreślił obraz hitlerowskiego i sowieckiego terroru. Była to zarazem analiza paranoicznej polityki eksterminacji prowadzonej, niezależnie od siebie, przez Hitlera i Stalina, W ramach tej polityki zabijano ludzi tylko dlatego, że byli Żydami lub Polakami, albo mieszkali tam, gdzie zdaniem oprawców nie powinni.

„Czarna ziemia” to do pewnego stopnia kontynuacja „Skrwawionych ziem”, przy czym w najnowszej pracy autor odsłania mechanizmy, które pozwoliły na popełnienie największej zbrodni w dziejach ludzkości. Bo przypomnijmy, że Holokaust to nie tylko obozy koncentracyjne, ale także obozy zagłady i masowe rozstrzeliwania na wschodzie Europy. Otóż, amerykański historyk dochodzi do wniosku, że największe zbrodnie były możliwe na terenach, gdzie dwukrotnie zniszczona została państwowość, najpierw przez Sowietów, potem przez Niemców. Chodzi przede wszystkim o Litwę, Łotwę i Estonię i republiki radzieckie, Ukrainę i Białoruś. Na tych terenach w mordowaniu Żydów oprócz Niemców brali udział także miejscowi ludzie, m.in. ci, którzy przez wkroczeniem hitlerowców byli komunistami.

Ciekawa jest tutaj konkluzja. Jak zauważa Snyder w erze postalinowskiej dużym problem było wyjaśnienie, jak polityka głodu i terroru doprowadziła w latach 30. XX wieku do śmierci milionów obywateli. I pisze dalej: „Istotniejszym może zagadnieniem – jak dziesiątki tysięcy obywateli Związku Radzieckiego mogły przyłożyć rękę do zabójstwa milionów innych obywateli ZSRR w imieniu zupełnie obcego systemu – nie zajęto się nigdy. Kwestię tę wyparto ze świadomości”.

A dlaczego na początku napisałem, że powinna to być lektura obowiązkowa? W ostatnim rozdziale Timothy Snyder swoje historyczne rozważania odnosi do współczesności. Jego zdaniem, w czasach, gdy do głosu dochodzą skrajni nacjonaliści, w czasach narastającego lęku i nienawiści przed innymi, zbrodnia ludobójstwa może się powtórzyć. A zrozumienie mechanizmów, które umożliwiły Holokaust – twierdzi Snyder – może ocalić ludzkość. Mnie przekonał i ja mu wierzę.

Timothy Snyder, „Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie”. Przekład Bartłomiej Pietrzyk, Znak Horyzont, Kraków 2015, s. 589.

Recenzja ukazała się na portalu Okno Literatura

niedziela, 6 grudnia 2015

„Wrócę przed północą” – premiera w teatrze

Na zdjęciu Ewelina Gronowska (fot. G. Kaczmarczyk/Teatr im. Żeromskiego)

Zmęczony ostatnimi wydarzeniami politycznymi, postanowiłem odreagować rzeczywistość w Teatrze im. Żeromskiego na polskiej prapremierze spektaklu „Wrócę przed północą” kanadyjskiego dramaturga Petera Colleya. Sztuka, na szczęście, nie ma nic wspólnego z polityką, jest połączeniem czarnej komedii, dreszczowca i kryminału i dobrze się ją ogląda.

Na scenie widzimy czwórkę aktorów:  Ewelinę Gronowską (Jenny), Beatę Wojciechowską (Laura), Łukasza Pruchniewicza (Greg) i Janusza Głogowskiego (George). Piąty aktor – związany z kielecką sceną od wielu lat Mirosław Bieliński, tym razem wystąpił w roli reżysera spektaklu. Nie jest to jego debiut reżyserski , w Kielcach wystawiał już „Kpiny i kpinki” oraz „Hotelowe manewry”.    

O treści sztuki nie będę się rozpisywał – młode małżeństwo w starym domu na odludziu, pojawiająca się ta trzecia, rzekoma siostra Grega oraz lubiący whisky sąsiad, snujący straszliwe opowieści o przeszłości domu. Widz od początku się domyśla, że oglądana historia ma drugie, a nawet trzecie dno. Wszystko oczywiście wyjaśni się w finale i jest on jeszcze inny niż można by przypuszczać.    

„Wrócę przed północą” to przedstawienie z gatunku rozrywkowych, choć nie wszystko jest w fabule zabawne, przynajmniej dla mnie. Aktorzy zostali dobrze poprowadzeni przez reżysera, chwilami szarżują w stronę farsy, ale nie przekraczają granicy. Podoba się intrygująca i współgrająca ze scenicznym światłem scenografia. Powtórzę – całość się nieźle ogląda, a to, że przez cały spektakl nie myślałem o cholernej polityce i tego, co się ostatnio w niej wyprawia, pozwala stwierdzić, że jest to sztuka terapeutyczna. No, może przesadzam, ale relaksująca na pewno.  Lepiej bać się w teatrze niż poza nim.   

Peter Colley: „Wrócę przed północą”. Przekład Bogusława Plisz-Góral . Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, reżyseria Mirosław Bieliński, scenografia Bożena Kostrzewska, kostiumy Klara Kostrzewska, opracowanie muzyczne Paweł Piotrowski, reżyseria światła Paulina Góral. Prapremiera polska 5 grudnia 2015 r.              

wtorek, 24 listopada 2015

List otwarty do ministra kultury

Ostatnie poczynania nowego ministra kultury Piotra Glińskiego, czyli próba zablokowania premiery teartalnej we Wrocławiu z powodu rzekomej pornografii, skłoniły mnie do napisania listu otwartego do ministra. Tekst opublikowałem najpierw na Facebooku, teraz zamieszczam tutaj.

Szanowny Panie Ministrze,

uprzejmie donoszę, że w mojej powieści „Co się zdarzyło w hotelu Gold” dwójka bohaterów trafia – za swoją zgodą – na plan filmu pornograficznego w zgniłym moralnie Wiedniu. Wprawdzie nie grają w tym filmie, ale, o zgrozo, obserwują sceny seksu.

Pragnę również Pana powiadomić, że inna moja powieść „Droga do Tarvisio” jest ironicznym obrazem współczesnego Polaka podróżującego przez Europę i jest to obraz daleki od wartości patriotycznych, którym hołduje Pan Minister oraz Pani Premier.

Jakby tego było mało, to kolejna moja powieść „Biały Kafka” jest portretem człowieka zmagającego się z alkoholowym uzależnieniem,
a jak wiadomo prawdziwy Polak jest katolikiem, ale przecież nie alkoholikiem.

Ze smutkiem również dodaję, że w innej mojej powieści „Berlin, późne lato” pozytywnym bohaterem jest Niemiec żyjący w czasach Hitlera, a w „Królikach Pana Boga” wśród trojga głównych bohaterów znajduje się żydowski chłopiec.

Jedynym, co mogę powiedzieć na swoje usprawiedliwienie, jest to, że wspomniane książki pisałem, gdy Pan Minister nie był jeszcze Panem Ministrem, co najwyżej Technicznym Premierem, jednak to słabe usprawiedliwienie.

W związku z powyższym proszę Pana Ministra o zakazanie moich powieści. Piszę do Pana w pośpiechu, ponieważ wiem, że podobnych listów może wkrótce otrzymać Pan więcej, a mnie zależy na szybkim rozpatrzeniu mej prośby.


Z poważaniem
Grzegorz Kozera

niedziela, 22 listopada 2015

Oda do rządzących

Wielki strategu i przywódco
Oraz ty – jego marionetko,
Również ty pańciu z twarzą smutną,
Co poszłaś w górę nazbyt prędko,

Przyszły pacjencie psychiatryka,
Prekuratorze równy zeru,
Tablecie, co go zżera pycha,
Marny pogromco afer wielu,

I ty płaszczaku z ganc pomadą,
I ty, co lubisz blask purpury,
Sklępiała i nieszczera babo,
Ty lizodupcu od kultury,

I ty schamiała profesorko,
Gumowy wąsie po wyroku,
Polski Pawliku Morozowie,
Ty dobrodzieju świętych SKOK-ów.

Oto, co chcę wam dziś przekazać,
Bowiem jesteście wolakami:
Niech ością stanie wam ta władza.

I chuj z wami.

środa, 4 listopada 2015

Odstające uszy świętego Franciszka



Święty Franciszek miał odstające uszy – i pisząc to wcale nie żartuję sobie z Biedaczyny z Asyżu. Tak został przedstawiony na fresku Cimaubego w dolnym kościele w Asyżu, fresku, który jest najbardziej prawdopodobnym portretem świętego.  Dzieło powstało sześćdziesiąt lat po śmierci Franciszka i było pierwszą jego podobizną. Jak zauważa włoski historyk sztuki Vittorio Sgarbi w książce „Oblicza kobiety w sztuce”, to zarazem pierwszy realistyczny portret w historii.

Choć w tytule pracy Sgarbiego mowa jest o kobietach, tak naprawdę autor zaprasza nas w podróż po historii sztuki i literatury. „Historia sztuki stawia nas twarzą w twarz z sytuacjami nieprzewidzianymi, pełnymi tajemnic i brzemiennymi w skutki” – pisze Sgarbi. A podobnych – tajemniczych i brzemiennych w skutki – sytuacji jest w tym zbiorze esejów więcej.

Na przykład taka: kiedy Rafael przywiózł do Bolonii swój obraz „Święta Cecylia”, poprosił Francesca Francię, by naprawił niewielkie uszkodzenia, jakie powstały podczas podróży. Francia, podobnie jak Rafael, uchodził za mistrza i znał swoją wartość. Gdy jednak odsłonił malowidło, jego piękno zrobiło na nim tak wielkie wrażenie, że… zmarł na zawał serca. Przy okazji Sgarbi dodaje, że obraz „Święta Cecylia” jest pierwszym dziełem, w którym czujemy obecność Boga, choć sam Bóg się nie pojawia. Bóg na obrazie Rafaela jest w oczach św. Cecylii i spojrzeniu św. Pawła. Bóg jest w człowieku – mówi nam tym dziełem Rafael.              

Vittorio Sgarbi omawia w swojej książce przede wszystkim malarstwo włoskie i flamandzkie z epoki średniowiecza i renesansu, sporadycznie zajmuje się również rzeźbą. Znajdziemy tu nazwiska i dzieła największych: Leonardo da Vinci, Tycjan, Caravaggio, Jan van Eyck, Antonello da Messina, Pietro Novelli. Ale Sgarbi pisze też o artyście, o którym do niedawna niewiele było wiadomo. To Nero Alberti, rzeźbiarz religijny, który w latach 1515-1555 tworzył unikalne figury Madonn i świętych – nagich, które były przyodziewane dopiero na miejscu, w kościołach.  Sgarbi porównuje te rzeźby z postaciami z obrazów współczesnego artysty Balthusa, którego znał osobiście i któremu  pod koniec książki poświęcił osobny rozdział.

Fascynujące eseje, świetna książka – dla miłośników malarstwa lektura obowiązkowa.                

Vittorio Sgarbi, „Oblicza kobiety w sztuce. Pełne gracji”. Przełożył Tomasz Kwiecień, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015, s. 319.   

Recenzja ukazała się również na portalu Okno Literatura