sobota, 26 maja 2018

Brawo Bielińscy! Start Teatru TeTaTeT


Nowy teatr wystartował w Kielcach. I to jak wystartował! Nazywa się TeTaTeT i założyło go małżeństwo Teresa i Mirosław Bielińscy – oboje są znani ze sceny Teatru im. Żeromskiego. Pierwszą premierą jest „Umrzeć ze śmiechu” – amerykańska farsa Paula Elliotta w reżyserii Bielińskiego, wystawiona w Centrum Biznesu, z którego gościnności teatr korzysta.

Ze śmiechu na szczęście podczas spektaklu nikt nie umiera, ale rozrywka jest przednia i nawet taki ponurak jak ja śmiał się na głos wielokrotnie podczas spektaklu. Świetny skrojony tekst – o tym, jak śmierć najlepszej przyjaciółki odmienia nudne życie trzech pań w średnim wieku. Kilka kwestii to perełki dowcipu („Czy my się zorientujemy, gdy ona będzie miała Alzheimera?”). Wszyscy wykonawcy grają znakomicie: Teresa Bielińska, Ewa Pająk, Beata Pszeniczna, Magdalena Daniel (będzie występować na zmianę z Wiktorią Kulaszewską)  oraz Andrzej Plata (wymiennie z Adrianem Wajdą).        

Bielińscy nie kryją, że chcą dostarczyć kieleckim widzom rozrywki na dobrym poziomie. Pierwszy spektakl pokazał, że są w stanie to zrobić. Będę mocno trzymał kciuki za ich TeTaTeT, bo jest to inicjatywa, której nie wolno zmarnować. Kielczanie, którzy lubicie teatr, wesprzyjcie TeTaTeT! Najlepiej swoją obecnością na kolejnych spektaklach. 

Paul Elliott: „UMRZEĆ ZE ŚMIECHU”. Reżyseria: Mirosław Bieliński, przekład: Bogusława Plisz-Góral, scenografia: Bożena Kostrzewska, kostiumy: Klara Kostrzewska, ruch sceniczny i choreografia: Małgorzata Ziółkowska. Teatr TeTaTeT w Kielcach, premiera 26 maja 2018 r. (scena Centrum Biznesu).

wtorek, 17 kwietnia 2018

Premiera „Nocy w Berlinie”



Dzisiaj, 17 kwietnia 2018, jest premiera mojej szóstej powieści „Noc w Berlinie”. Właśnie dostałem autorskie egzemplarze i cieszę się bardzo.  Książkę można kupić w księgarniach stacjonarnych i internetowych – empik, merlin, bonito, profit24 i innych.  

sobota, 13 stycznia 2018

„Ciemności” – premiera w Teatrze im. Żeromskiego

Scena ze spektaklu (fot. Bartek Sadowski/Teatr im. Żeromskiego/FB)

Kielecka scena pod wodzą Michała Kotańskiego staje się coraz ciekawsza i jeśli teatromani z innych miast o tym jeszcze nie wiedzą, powinni się o tym przekonać osobiście i to jak najszybciej.

Być może powinienem to napisać już po „Szalbierzu” albo pod koniec ubiegłego sezonu, ale myślę sobie, że teraz jest lepszy moment na powyższą konstatację. Dość wymienić premiery tego sezonu: „Opowieści Lasku Wiedeńskiego”, „Rasputin”, „1946”. Każda z nich wywoływała emocje, intrygowała i mniej lub bardziej poruszała widza. Nie inaczej jest z najnowszą premierą, jaką są „Ciemności” Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki. Dla niezorientowanych informacja – ten duet jest na fali wznoszącej, Paszport „Polityki” tylko potwierdził talentu obojga twórców.  

Tekst Demirskiego jest inspirowany „Jądro ciemności” Josepha Conrada, a ponieważ to słynne opowiadanie zniknęło z listy lektur szkolnych, powinienem zachęcić nauczycieli , by zabrali swoich uczniów do teatru. Tylko powiedzmy sobie szczerze – ze spektaklu Strzępki i Demirskiego młodzi widzowie nie dowiedzą się, jaka jest fabuła „Jądra ciemności”. Utwór Conrada to punkt wyjścia do opowieści o naszych współczesnych fobiach, lękach i uprzedzeniach, do naszej nietolerancji i poczucia wyższości, pogardy i nienawiści wobec innych i wobec samych siebie.

Dramaturgicznie widowisko zostało znakomicie skrojone i bardzo dobrze zagrane. Podoba się „ciemna” scenografia, komponująca się z tym, co słyszymy na scenie. Przedstawienie jest wspólną koprodukcją Teatru im. Żeromskiego i warszawskiego Teatru IMKA Tomasza Karolaka, stąd w „Ciemnościach” oglądamy troje aktorów z kieleckiego zespołu (Magda Grąziowska, Joanna Kasperek, Jacek Mąka) i troje spoza niego (Anna Kłos-Kleszczewska, Andrzej Konopka, Tomasz Schimscheiner). Najmniej przekonująca jest Anna Kłos-Kleszczewska, pozostali nie zawiedli. A Magda Grąziowska znów udowodniła, że jest znakomitą wokalistką.             

„Ciemności”. Tekst Paweł Demirski, reżyseria – Monika Strzępka; scenografia, kostiumy – Arek Ślesiński; muzyka – Tomasz Sierajewski. Teatr im. Żeromskiego w Kielcach i Tetar IMKA w Warszawie. Prapremiera – 13 stycznia 2018 r.      

niedziela, 17 grudnia 2017

„1946” – premiera w Teatrze im. Żeromskiego


Scena ze spektaklu. Pośrodku Dagna Dywicka, Fot. Natalia Kabanow/ Teatr im. Żeromskiego 
Świat staje na głowie. Konkretnie Teatr im. Żeromskiego. W czasach, gdy słowa „naród” i „narodowy” odmieniane są przez wszystkie przypadki, gdy polskość  utożsamiana jest ze świętością, gdy z Jezusa robi się króla Polski (choć nie wiadomo, czy by sobie tego życzył), w czasach gdy ludzie innej religii i niepolskiego pochodzenia traktowani są z pogardą i wrogością, a neofaszyści  coraz wyżej podnoszą głowy, właśnie w takich czasach na kieleckiej scenie wystawiana jest sztuka o pogromie kieleckim, podczas którego tłum kielczan bestialsko zamordował 42 osoby narodowości żydowskiej. Rzecz napisana przez Tomasza Śpiewaka nosi tytuł „1946”, jak rok, w którym doszło do pogromu w kamienicy przy ul. Planty 7/9.

Tak więc wbrew obowiązującej polityce historycznej, gdzie Polacy są absolutnie bez winy i wszyscy jak jeden nie robili nic innego tylko podczas wojny ratowali Żydów, dostajemy znakomite przedstawienie, które nie tyle wgniata w fotel, ile każe się mocno zastanowić nad naszą przeszłością i rozliczyć z nią. Zastanowić i rozliczyć kielczanom, ale i Polakom. I to się realizatorom udało. Dawno nie słyszałem takiej ciszy w teatrze, a spektakl trwa ponad dwie godziny bez przerwy.   

To już druga rzecz o pogromie, która miała premierę w Kielcach. W 1996 roku Piotr Szczerski wystawił tu świetny dramat „Spotkamy się w Jerozolimie” Andrzeja Lenartowskiego. Tamta sztuka jest zresztą przywołana w „1946” (niestety, nazwisko autora nie pada), całe przedstawienie w reżyserii Remigiusza Brzyka jest bowiem gatunkową mozaiką, od quasi dokumentu i teatru realistycznego po monolog, dramat poetycki i publicystykę (tej ostatniej, jak dla mnie, odrobinę za dużo) . Wszystko rozgrywa się w umownej kamienicy na Plantach, w roku 1946, ale też współcześnie i dalekiej przeszłości. Rozgrywa również w kieleckim teatrze, gdzie w 1918 r. doszło do pierwszego pogromu.    

Z aktorów chcę wyróżnić Dagnę Dywicką, grającą Elżbietę Kowalewską, aktorkę, która wyjechała z Kielc dzień po pogromie. Razem z nią wyjechał jej mały syn Krzysztof, który później został znanym aktorem. Krzysztof Kowalewski pośrednio występuje w tym spektaklu – słyszymy go, jak czyta antysemicki tekst ks. Piotra Skargi. Dobrze grają dawno nie widziany Janusz Głogowski, Ewelina Gronowska i Joanna Kasperek. Pozostali też nie mają się czego wstydzić.            
Grzegorz Kozera

„1946”. Tekst i dramaturgia: Tomasz Śpiewak. Reżyseria, światło: Remigiusz Brzyk. Scenografia, kostiumy: Iga Słupska, Szymon Szewczyk. Muzyka: Szymon Szewczyk. Teatr im. Żeromskiego w Kielcach, premiera 16 grudnia 2017 r. 

piątek, 17 listopada 2017

Wierszyk intymny z przestrogą

Spotkanie było miłe,
Broń Boże nic na siłę.
Patrzyłem w oczy piękne,
Trzymałem ją za rękę,
A ona mnie za palec,
Jakbym był jaki malec.
Ale już po północy,
Gdy wyciągnąłem kocyk
I legliśmy wzdłuż siebie,
Poczułem się jak w niebie.
Wtem szczęście moje prysło,
Choć było całkiem blisko.
Szepnęła: „Jestem z PiS-u”.
No i doznałem zwisu.

A teraz czas na morał,
Co dźwięczy niczym chorał:
To jedno musisz wiedzieć,
Odbiorco mój kochany,
Że PiS rozpieprza wszystko,
Nawet i twoje plany. 

sobota, 23 września 2017

„Rasputin” w Teatrze im. Żeromskiego – recenzja


Ten spektakl mógłby się równie dobrze nazywać „Ostatnie dni Romanowów”, „Zmierzch bogów” albo „Koniec epoki”, ponieważ  tytułowy Rasputin niekoniecznie jest najważniejszy, ale za to przyciąga uwagę. To historia o przemijaniu i bezradności wobec Historii, której głównym bohaterem jest rodzina cara Mikołaja II oraz, jakby nie patrzeć, Grigorij Rasputin. Aluzji do współczesności też się można dopatrzeć.

Kto zna wcześniejsze realizacje duetu Janiczak (tekst) – Rubin (reżyseria), ten wie, że można się po nim spodziewać jazdy po bandzie. Z „Rasputinem” jest podobnie, przy czym według mnie to najbardziej klarowny spektakl tej pary z wszystkich wystawianych dotychczas w Kielcach („Joanna Szalona: Królowa”, „Caryca Katarzyna” i „Hrabina Batory”). I zarazem najlepszy.

Tego widowiska nie da się zresztą zamknąć w jednym czy dwóch przymiotnikach. Jest bowiem ono intrygujące, prowokacyjne, refleksyjne, zabawne, chwilami obsceniczne  i rzecz jasna – oryginalne. W sumie widz otrzymuje ponad dwie godziny (bez przerwy) mocnego i bardzo dobrze zgranego przedstawienia, w którym do udziału zapraszana jest publiczność, a nawet przechodnie (co można zobaczyć na żywo za pośrednictwem kamery).  Spośród jedenastu wykonawców jak dla mnie najbardziej wyraziście zagrała Magda Grąziowska i wcale mi nie chodzi o topless.

Jeśli więc ktoś mnie zapyta, czy warto wybrać się na „Rasputina”, bez wahania odpowiem, że tak, przy czym nie jest to spektakl dla każdego. 

P.S. Niestety, nie mam zdjęcia ze spektaklu, więc zamieszczam okładkę „Gazety Teatralnej”, która jednak może być myląca.    

Jolanta Janiczak: „Rasputin”. Reżyseria – Wiktor Rubin, scenografia, światło, wideo – Krzysztof Kaliski, kostiumy – Hanna Maciąg, Jolanta Janiczak. Teatr im. Żeromskiego w Kielcach. Prapremiera 23 września br.

niedziela, 17 września 2017

Odwiedziny w Słupsku

14 września na zaproszenie wydawnictwa Dobra Literatura gościłem w Słupsku, gdzie miałem spotkanie autorskie w ramach Bałtyckich Klimatów Literackich, organizowanych przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Słupsku, przy współudziale Biblioteki w Ustce.

To był bardzo intensywny dzień.  Udzieliłem trzech wywiadów: dla Radia Słupsk, „Głosu Pomorza” (tutaj można zobaczyć wideorozmowę) oraz Telewizji Słupsk.  Razem z Agą Brzezińską (szefowa DL) i Izą Żurawską (pracuje w DL) zwiedziłem Muzeum Pomorza Środkowego, czyli zamek książąt pomorskich, gdzie oprócz cennych pamiątek historycznych znajduje się największa na świecie kolekcja obrazów i rysunków Witkacego. Pojechaliśmy też do Ustki, żebym przez chwilę mógł po dziesięciu latach znowu zobaczyć Bałtyk.

A potem odbyło spotkanie autorskie w kawiarni Kafeina, prowadzone przez Piotra Michalaka, od razu powiem – bardzo miłe dla mnie spotkanie z Czytelnikami. Rozmawialiśmy m.in. o mojej najnowszej powieści „Noc w Berlinie”, która wyjdzie wiosną 2018 r., a także o „Berlin, późne lato” i „Królikach Pana Boga”. 

Słupsk jest pięknym, zabytkowym miastem, ale i tak najcieplej będę wspominał spotkania z ludźmi. Poznałem wreszcie osobiście Ilonę Gostyńską-Rymkiewicz, która projektuje okładki do moich powieści. Cieszę się, że mogłem spotkać Danutę Srokę, dyrektor MBP w Słupsku, Czytelniczki Annę Bielską-Capar i Ewę Maruszewską oraz Andrasa Asztalosa, rodowitego Węgra i byłego dyplomatę, który od lat mieszka w Słupsku. Prawdziwą przyjemnością była rozmowa z nim o węgierskiej muzyce, literaturze i historii.

Zamieszczam kilka fotografii z moich odwiedzin w Słupsku. Niestety, nie mam swoich zdjęć z spotkania, więc trzy „pożyczyłem” je od Obserwatora Słupsk (mam nadzieję, że mi wybaczy).

Z Agą Brzezińską
Prace Witkacego w Muzeum Pomorza Środkowego
Słupski, stuletni Ratusz

Podczas spotkania autorskiego, razem z Piotrem Michalakiem (Fot. Obserwator Słupsk)
Z Agą Brzezińską i Danutą Sroką (Fot. Obserwator Słupsk)
Podczas spotkania. Druga z prawej to Iza Żurawska (Fot. Obserwator Słupsk)