niedziela, 30 czerwca 2013

Spotkanie z Masternakiem, Ochwanem i Mańką


Jak świętokrzyski pisarz ze świętokrzyskim pisarzem
Popołudnie i wieczór spędziłem w pałacu Wielopolskich w Chrobrzu (za Pińczowem), gdzie poeta Adam Ochwanowski zorganizował spotkanie ze świetnym pisarzem Zbigniewem Masternakiem, pochodzącym z ziemi świętokrzyskiej, a obecnie mieszkającym w Puławach.

Przy okazji odbyła się projekcja filmu fabularnego Andrzeja Barańskiego „Księstwo”, zrealizowanego na motywach prozy Zbyszka. Film zirytował dwie panie nauczycielki, które miały pretensje, że pokazuje zbyt ponuro obraz wsi – konkretnie świętokrzyskiej. Dla mnie to obraz do bólu prawdziwy, w pełni oddający mentalność świętokrzyskich górali, tak jak znakomita proza Masternaka.

W sumie jednak – bardzo przyjemny wieczór. W wyprawie do Chrobrza towarzyszył mi poeta Przemysław Mańka, który robił zdjęcia i bezczelnie opalał mnie z papierosów.
Zdjęcie, rzecz można, rodzinne
       

niedziela, 23 czerwca 2013

Dzika Róża, czyli podsumowanie sezonu


Paweł Sanakiewicz
Gorący, ale miły wieczór w Teatrze im. Żeromskiego. Jak co roku w czerwcu – finał sezonu i rozstrzygnięcie już 21. Plebiscytu Publiczności „O Dziką Różę 2012/2013”, gdzie nagradzani są najlepsi (albo najpopularniejsi, jak kto woli) aktorzy występujący na kieleckiej scenie.

Nagród było sporo (przyznawały je również kieleckie władze i redakcje), tutaj powiem o najważniejszych, czyli srebrnych statuetkach Dzikich Róż. Widzowie, którzy w minionym tygodniu mieli możliwość obejrzenia za darmo wszystkich spektakli tego sezonu, za najlepszą aktorkę uznali Joannę Kasperek, a za najlepszego aktora Mirosława Bielińskiego. Z kolei jury dziennikarskie swoją Dziką Różę przyznało Andrzejowi Placie.

Beata Pszeniczna i Andrzej Plata
Według publiczności najlepszym przedstawieniem była „Caryca Katarzyna”, a zdaniem dziennikarzy „Mój niepokój ma przy sobie broń”. 

Na swoim blogu wolno mi, niezależnie od oficjalnych werdyktów, wskazać tych, którzy moim zdaniem są zwycięzcami tego sezonu.

Najlepszą kreację stworzył Paweł Sanakiewicz grający Dużego Tatę w „Kotce na gorącym blaszanym dachu”. Ale zapamiętałem też Wojciecha Niemczyka i Andrzeja Platę.

Wśród pań najlepiej prezentowały się Joanna Kasperek i Beata Pszeniczna. Natomiast Marcie Ścisłowicz należy się oddzielna nagroda za odwagę – przez dużą część „Carycy Katarzyny” występuje nago lub półnago.

Marta Ścisłowicz, Wojciech Niemczyk i Dawid Żłobiński
Najlepszym spektaklem w mojej ocenie była „Kotka” (reż. Katarzyna Deszcz), najbardziej intrygującym „Caryca Katarzyna” (reż. Wiktor Rubin), najbardziej kontrowersyjnym (wkurzającym) „Mój niepokój ma przy sobie broń” (reż. Julia Mark). Już tylko te trzy spektakle uczyniły miniony sezon w kieleckim teatrze bardzo udanym.       
Joanna Kasperek
Zdjęcia: Michał Walczak     

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Praga zaliczona


Po ostatniej mojej wizycie w Pradze w sierpniu 2012, tym razem był to wypad krótki, jednodniowy, ale intensywny i pełen wrażeń, że tak powiem. Byłem m.in. na wystawie prac Alfonsa Muchy ze zbiorów słynnego tenisisty Ivana Lendla, pchlim targu przy stacji metra Kolbenova, a potem chodziłem swoimi praskimi ścieżkami, tylko że Hradczany i Wyszehrad musiałem sobie odpuścić.
Na granicy
W praskim metrze
Wystawa prac Alfonsa Muchy
W sobotę na cmentarz żydowski nie można wchodzić
Na Hradczany tylko popatrzyłem
Chwila oddechu przy kawie

 

niedziela, 9 czerwca 2013

Może i Kleryków, ale nagości się nie boi


Od kiedy Żeromski nazwał Kielce w „Syzyfowych pracach” Klerykowem, nazwa ta przylgnęła do tego miasta niczym zaskorupiałe błoto do krasuli i do dzisiaj oderwać się nie chce. Np. ostatnio Kleryków jest przywoływany z powodu inicjatwy prezydenta miasta i przewodniczącego Rady Miejskiej, aby biskupowi Ryczanowi nadać tytuł honorowego obywatela Kielc. Radni pewnie pomysł przegłosują, choć wielu kielczan za cholerę nie może sobie przypomnieć jakichkolwiek biskupich zasług dla ich miasta. Chyba że uznamy za nie często polityczne i dzielące ludzi kazania biskupa.

Klerykowego odium z Kielc nie zdejmę, ale żeby nie pisać wyłącznie o rzeczach przykrych, jako lokalny patriota powiem o tych przyjemnych dotyczących Kielc. Wczoraj, a właściwie dzisiaj, bo było to już po północy, obejrzałem w telewizyjnej Dwójce spektakl Kieleckiego Teatru Tańca „Święto wiosny” Igora Strawińskiego, który na scenie miał premierę w marcu br. Na tańcu się znam równie dobrze jak Episkopat na seksie, jednak przyznam, że widowisko, którego podtytuł brzmi „Świętokrzyska magia praczasów”, a które reżyserował francuski choreograf Angelin Preljocaj, jest imponujące. Świetna jest też realizacja telewizyjna (2D i 3D), za którą odpowiadał Konrad Smuda.          

Cieszę się z każdego sukcesu KTT, a kibicuję temu teatrowi od dawna. Nieskromnie dodam, że byłem jednym z pierwszych dziennikarzy, którzy pisali o KTT, gdy w połowie lat 90. zakładała go Elżbieta Szlufik-Pańtak. W tym czasie przestał być firmą prywatną, stał się teatrem instytucjonalnym, wystawił kilkadziesiąt premier, współpracował ze znanymi artystami (m.in. Czesław Niemen, Piotr Galiński, Stephen Delattre, Stacy Boeddeker i Ricky Palomino). Oprócz szefowej i Grzegorza Pańtaka z dawnego składu nie ma już nikogo, ale przewinęło się tu kilkadziesiąt osób, które później poszły w świat. Tutaj zaczynał karierę m.in. tancerz i celebryta Michał Piróg.   
  
Pisząc o seksualnym i zmysłowym „Święcie wiosny”, muszę w kontekście Klerykowa wspomnieć o znaczącej kwestii, a mianowicie o tym, że występująca w roli Wybranej Aleksandra Zatorska ostatnie minuty spektaklu tańczy nago. Nie tak dawno, na deskach Teatru im. Żeromskiego podobną sceniczną odwagą wykazała się Marta Ścisłowicz, grająca tytułową rolę w przedstawieniu „Caryca Katarzyna”. (Od czasu, gdy napisałem o tym w Notesie, dużo odwiedzin mam na słowa kluczowe „marta ścisłowicz nago”).

Może więc i Kielce w innych dziedzinach pozostały Klerykowem, ale na niwie kultury od dawna nim nie są. Zapewne ku zgorszeniu biskupa.          

czwartek, 6 czerwca 2013

Wywiad na blogu Krytycznym Okiem



Jarosław Czechowicz, prowadzący popularnego bloga krytyczno-literackiego, przeprowadził ze mną wywiad, który ukazał się w środę   

Gdybyś miał takiego modelowego czytelnika, któremu dedykowałbyś wszystkie swoje książki, kim miałby być? Jaką powinien mieć wrażliwość?


Modelowy czytelnik… A najlepiej modelowi czytelnicy, mnóstwo modelowych czytelników <śmiech> Chyba każdy autor o nich marzy, a niektórym te marzenia się spełniają. „Swojego” czytelnika wyobrażam sobie jako osobę otwartą, tolerancyjną, oczytaną, z poczuciem humoru, ale zarazem romantyczną, a nawet odrobinę sentymentalną. Mogę to ująć też inaczej: Czytelnik, który lubi klimat utworów Woody’ego Allena, Bukowskiego, Mendozy i Remarque’a, powinien zaakceptować moje książki, taką przynajmniej mam nadzieję.

To tylko mały fragment naszej rozmowy. Całość znajdziecie oczywiście na Krytycznym Okiem.

wtorek, 4 czerwca 2013

Nie piszę, ponieważ piszę

Ring, Wiedeń

Rzadko publikuję ostatnio w Notesie, ale to dlatego, że piszę nową książkę. Poniżej możecie przeczytać jej fragment:

– Nie dziwi pana, że wiedeńscy historycy zaprosili nas do siebie, żebyśmy rozprawiali o Żydach? – zapytałem.  
     Karel Procházka napił się piwa, które chwilę wcześniej kelner nalał nam do szklanek, abyśmy zwilżyli gardła przed jedzeniem, ale nie odpowiedział na moje pytanie.
     – Myśli pan, że próbują w ten sposób chociaż częściowo odkupić winę Austriaków za to, co robili w czasie wojny? – nie ustępowałem. 
     – To by było zbyt proste i nie w ich stylu – powiedział w końcu.
     – Co pan chce przez to powiedzieć?
     – Mój drogi Antoni. Nie ma pan nic przeciwko, że będę tak się do niego zwracał? Więc mój drogi Antoni, Austriacy nie są skłonni do przyznawania się do jakichkolwiek win, a do tych popełnionych w czasie wojny w szczególności. Niech pan zwróci uwagę, że mamy rozprawiać o migracji społeczności żydowskich na przełomie wieków, gdy do Holocaustu było jeszcze daleko. Dlatego myślę, że rzecz w czym innym. W niejednym wykładzie będzie mowa o traktowaniu Żydów przez europejskie narody w tamtych czasach, a często było to przecież złe traktowanie. Polacy, Rosjanie, Czesi, Węgrzy nie uważali Żydów za współbraci, raczej za wrogów. Widzi pan tych dwóch siedzących przy drzwiach? Jeden, po prawej, to Władmir Łagunin z Moskwy, poznaliśmy się na sympozjum w Pradze, drugim jest Jean Lorrain, miedewista z Nicei, jak nikt inny zna się na średniowiecznych finansach. Ręczę, że przynajmniej ten pierwszy wspomni o pogromach w Rosji i na Ukrainie. Naszym austriackim gospodarzom chodzi zatem o odwrócenie uwagi od siebie i pokazanie, że de facto cała Europa gnębiła Żydów, nie tylko Niemcy i Austriacy.
     – Przecież nie można tego porównywać z precyzyjnie zaplanowaną i metodycznie przeprowadzoną Zagładą! – zaoponowałem.    
     – Oczywiście, że nie – zgodził się ze mną. – Liczy się jednak efekt propagandowy. A ten będzie taki, jak mówiłem: wszyscy są współwinni gnębienia Żydów. Materiały z kongresu zostaną zebrane w książce i pójdą w świat. Und Schluss, jak mówią Niemcy.