poniedziałek, 28 maja 2012

Następne recenzje „Drogi do Tarvisio”

Pojawiły się kolejne recenzje „Drogi do Tarvisio”. Tak jak poprzednim razem publikuję ich fragmenty wraz z linkami do pełnych tekstów.
* * *
Sam sposób narracji, zwłaszcza w partiach pozbawionych odniesień do związku z Matyldą, a podsumowujących wrażenia z samej podróży, momentami przypomina prozę reporterską Stasiuka. Niby mało konkretnie, bo bez jakichś bardzo detalicznych opisów, a jednak świetnie oddana aura poszczególnych miejsc, co może odczuć czytelnik, który miał już przyjemność w którymś z nich gościć. Ładna, kształtna polszczyzna, której można pozazdrościć.
Dorota Tukaj, ksiazki.wp.pl
* * *
„Droga do Tarvisio” Grzegorza Kozery jest takim właśnie męskim spektaklem o inności przeżywania, o radzeniu sobie z samotnością, nienawiścią i miłością. Trzema najważniejszymi w życiu człowieka odczuciami oddziałującymi na nasze życie pod różnymi postaciami i w różnym nasileniu. Do tego jest to proza bardzo męska, twarda, szczera i konkretna. 
* * *
Szczerość z jaką bohater wyraża swoją opinię na różne tematy poraża. Czytelnik tylko otwiera szerzej oczy ze zdziwienia, bo mało osób jest zdolnych do mówieni całej prawdy o tym co myśli, nie przebierając w słowach.
Małgorzata Michnowicz, Zaczytaj się
* * *

Wędrówka przez miejsca dotychczas nieznane, a nawet jeśli znane, to nigdy nie odwiedzone z ukochaną, po rozstaniu z Mat stają się dla bohatera swoistą pielgrzymką. Są chwile wspomnień o wspólnym szczęściu, cierpień jakie ponosić musi mężczyzna i to nie tylko cierpień wynikającym z ograniczeń fizyczności bohatera, przypadkowe spotkania, zachwyty odczuwane wobec zetknięcia się ze Sztuką, tworzą obraz tego jak wiele trzeba doświadczyć, by „zasłużyć” na miłość.
Prowincjonalna nauczycielka, Z lektur prowincjonalnej nauczycielki 

piątek, 18 maja 2012

Sztuka protestu Jelinek

Elfriede Jelinek irytuje i drażni. Pewnie nie wszystkich, ale mam wrażenie, że większość. Tego odbioru nie zmieniła przyznana jej w 2004 r. literacka Nagroda Nobla (niektórzy uważają, że to jedna z większych pomyłek Szwedzkiej Akademii).
Dla mnie austriacka pisarka jest kontynuatorką mistrza Bernharda, tyle że jej gniew jest bardziej histeryczny i krzykliwy. Obnaża zakłamanie, kołtuństwo, nietolerancję, rasizm nie tylko austriackiego społeczeństwa.     
Jelinek pisze ostro, bezkompromisowo, czasami prowokacyjnie, a przy tym językowo – znakomicie. Mogę się tylko domyślać, jak dużym wyzwaniem są jej teksty dla tłumaczy. Ja lubię pisarstwo Jelinek, choć przyznaję, że przez „Dzieci umarłych” przebrnąłem z trudem, niemal z czytelniczym bólem. Z  „Pianistką”, „Amatorkami” i „Wykluczonymi” było łatwiej. Tak samo jak z wydaną właśnie „Moją sztuką protestu” (W.A.B.), zbiorem esejów, felietonów, artykułów i przemówień.
Również i w tej książce Jelinek nie zostawia czytelnika obojętnym. Czasami potrząsa nim mocno. Bardzo mocno. Wystarczy przeczytać teksty o Fritzlu, a szczególnie o kobietach wykorzystywanych seksualnie w obozach koncentracyjnych. Ciężko się po tej lekturze otrząsnąć.           

sobota, 12 maja 2012

Wróciłem z targów

Targi Książki w Warszawie to fajna sprawa, zwłaszcza jeśli się na nich jako autor. Spotkałem kilku dawnych znajomych, poznałem osobiście kilka osób, które znałem dotychczas tylko z FB, no i podpisałem, co równie ważne, trochę egzemplarzy „Drogi do Tarvisio”. A wszystko to na stoisku wydawnictw Dobra Literatura i Prozami.    

Na tym zdjęciu jestem razem z moją znakomitą Wydawczynią Agnieszką Brzezińską (po lewej) i pisarką Jolantą Kwiatkowską, której „Przewrotność dobra” ukazała się w tej samej serii „Z wykrzyknikiem!”, co moja „Droga do Tarvisio”. Agnieszka trzyma książkę Joli, Jola - moją

piątek, 11 maja 2012

Do zobaczenia w sobotę na targach!


Jak już pisałem w Notesie, w sobotę na Warszawskich Targach Książki w Pałacu Kultury, między godz. 13 a 14, będę podpisywał swoją powieść „Droga do Tarvisio”. Jeśli w tym czasie, przypadkowo lub nieprzypadkowo, będziecie w pobliżu, zapraszam Was serdecznie na stoisko C 316 (Wydawnictwo Dobra Literatura oraz Prozami).

Nie pierwszy raz odwiedzam targi książki. Ostatnimi laty – jako dziennikarz i bloger – co roku jeżdżę na targi do Warszawy i Krakowa. Ale tym razem pierwszy raz wystąpię w roli autora, choć przecież „Droga do Tarvisio” nie jest moim debiutem. Taka niespodzianka na stare lata ;)

wtorek, 8 maja 2012

Krajewski znów intryguje we Lwowie

Najnowszy lwowski kryminał Marka Krajewskiego przypadł mi do gustu, o czym napisałem w recenzji, jaka ukazała się w Salonie Kulturalnym:
Można być pełnym podziwu dla inwencji twórczej Marka Krajewskiego. Jego najnowszy kryminał „Rzeki Hadesu” o lwowskim policjancie Edwardzie Popielskim czyta się znakomicie, choć przecież mogłoby się zdawać, że Krajewski napisał już wszystko o kryminalnym Wrocławiu i Lwowie. No nie napisał wszystkiego, na szczęście. 
Czytelnicy, którzy znają utwory Krajewskiego, wiedzą, że opisywany przez autora świat jest z jednej strony egzotyczny (przedwojenny Wrocław i Lwów), z drugiej – mroczny i odstręczający, wypełniony zbrodniami, o których powiedzieć, że są potworne, to nic nie powiedzieć. W „Rzekach Hadesu” wprawdzie przedmiotem śledztwa nie jest morderstwo,  jednak zagadka, którą musi rozwikłać Popielski, dotyczy równie ohydnego czynu – uprowadzenia i seksualnego wykorzystania upośledzonej umysłowo dziewczynki.      
Akcja powieści rozpoczyna w powojennym Wrocławiu, gdzie przed UB ukrywa się Popielski, w czasie wojny żołnierz AK. W tym właśnie mieście dochodzi do porwania dziecka oficera ubecji. Porywacz przypomina z wyglądu Popielskiego. Ten, żeby odsunąć od siebie podejrzenia – tym bardziej że bezpieka depcze mu po piętach – wie, że musi sam schwytać sprawcę. Domyśla się, kto nim jest, z podobnym przypadkiem miał do czynienia przed wojną. I tak przenosimy się do Lwowa roku 1933.      
To, że Krajewski przywołał w „Rzekach Hadesu” znanego z kryminałów o Breslau Eberharda Mocka, akurat nie dziwi, wrocławski detektyw działał już wspólnie z Popielskim w zapowiadającej lwowski cykl „Głowie Minotaura”. Ale tym razem Krajewski wprowadził również na karty swojej powieści postać stworzoną… przez innego autora. Chodzi o lwowskiego dziennikarza Jakuba Sterna, głównego bohatera kryminałów Pawła Jaszczuka. Popielski i Stern rozmawiają przy piwie, pierwszy próbuje wyciągnąć od drugiego pewne informacje.
Można się domyślić, skąd się wzięła ta scena w książce. Otóż, kiedy Krajewski przymierzał się do pisania pierwszego kryminału o Lwowie, zadzwonił grzecznościowo do Jaszczuka z pytaniem, czy będzie miał coś przeciwko (Jaszczuk pierwszy umieścił akcję swoich książek we Lwowie). Paweł Jaszczuk zgodził się, ale żartobliwie postawił jeden warunek: bohaterowie książek obu pisarzy muszą się spotkać na piwie. W ten sposób doszło do literackiego spotkania Popielskiego ze Sternem…             
To taka ciekawostka, która jeszcze bardziej ubarwia ten znakomity kryminał.
Marek Krajewski, „Rzeki Hadesu”, Znak, Kraków 2012, s. 275.

niedziela, 6 maja 2012

piątek, 4 maja 2012

Recenzenci o „Drodze do Tarvisio”

Na razie ukazały się cztery recenzje „Drogi do Tarvisio”. Zamieszczam ich fragmenty wraz linkami do pełnych tekstów:
***
Myślę, że „Droga do Tarvisio” to specyficzna, literacka gra. Książka, podczas czytania której można zgubić trop. Opowieść zaskakująca do ostatniej strony i książka mało pokorna – zarówno wobec swego autora, jak i jego czytelników.
Jarosław Czechowicz, Krytycznym Okiem
***
Czytając powieść Grzegorza Kozery odkrywa się jej kolejne warstwy. Pod ostatnią zaś kryje się subtelny, piękny fresk o miłości i śmierci, niezwykle liryczny i wzruszający. Warto do niego dotrzeć.
Dariusz Materek, Salon Kulturalny
***
Przyznaję, że „Droga do Tarvisio” stanowiła znakomitą lekturę. Lubię ten typ humoru, lubię ironię, pod którą kryją się głębsze refleksje. Bo powieść Grzegorza Kozery to niebanalna satyra, która skrywa gorzką prawdę o naturze człowieka.
***
To w pewien sposób książka o mężczyznach w ogóle. O tym, jak boją się utracić wolność, o tym, jak boją się zobowiązań, jak wciąż chcą być małymi chłopcami i nie dać się owiązać sznurem – mieszkanie, praca, dzieci, wypłata, telewizor, kapcie.