niedziela, 16 października 2016

Strona lewa, strona prawa

Bohater przedwojennej powieści Józefa Wittlina „Sól  ziemi” Piotr Niewiadomski nie potrafił odróżnić prawej strony od lewej. To jednak przypadłość nie tylko postaci literackich.

Jadę z rodzoną siostrą na pogrzeb kuzynki we wsi pod Ostrowcem. Rejon zamieszkany głównie przez elektorat pisowski, co w sumie nie ma znaczenia. Chociaż może ma.

Dojeżdżamy do wsi i rozglądamy się za kościołem. „Pierwsze co widzisz to wieża kościoła” – jak pisał poeta. Ale kościoła nie widać. Z naprzeciwka na rowerze jedzie facet. Na oko czterdzieści lat, wąsy. Raczej tubylec. Zatrzymuję samochód, odkręcam szybę i pytam o kościół. Facet mija nas, ale zaraz hamuje. Przez chwilę myśli.

– Dojedzie pan do skrzyżowania i skręci w lewo – mówi nie zsiadając z roweru i wskazuje ręką kierunek. Przy czym mówiąc „w lewo” pokazuje na prawo. Trochę jestem zdezorientowany.

– To w lewo czy prawo? – pytam.  – Bo pokazuje pan w prawo.

Facet przygląda się swoim rękom.

– Zara – mówi bardziej do siebie niż do mnie. – Ta jest lewa – wyciąga przed siebie lewą. – A ta prawa – to samo robi z prawą.

Ale pewien nie jest. Zostawia rower na środku drogi i podchodzi do samochodu.

– To ja jeszcze raz pokażę. Dojedzie pan do skrzyżowania, a potem skręci… w tę! – wykrzykuje z zadowolony, że pokazał właściwy kierunek.  

piątek, 14 października 2016

Poeta patriotyczny

Więc kapustę kiszoną będę sławił
I białego orła w locie
I wierzbę płaczącą przytulał,
I garnki na płocie.

I żyto polskie, i ogórki,
Ziemniaki oraz krowy,
Rzeki, jeziora, pagórki
Będę sławił polskimi słowy.

Będę chwalił natchniony
Polskie gumna i traktory,
Polską wódkę i piwo,
Także baby i bachory.

I polskich mężczyzn wychwalę,
Ale tutaj jest taka sprawa,
Najbardziej będę sławił
Prezesa Jarosława .

poniedziałek, 10 października 2016

Moje wspomnienie o Andrzeju Wajdzie


Andrzej Wajda (fot. Mariusz Kubik)
Zmarł najwybitniejszy polski reżyser, Andrzej Wajda. Miałem okazję zetknąć się z Nim dwukrotnie. Raz telefonicznie, raz osobiście.

W 1994 r. pisałem artykuł o stanie polskiej kinematografii i potrzebowałem wypowiedzi kogoś znanego i cenionego. Najlepiej Wajdy. Piotr Szczerski dał mi do Niego numer telefonu domowego (wtedy nie było jeszcze komórek). Kilka razy próbowałem o różnych porach dnia, ale odzywała się polsko-francuska automatyczna sekretarka. Aż w końcu odebrała Krystyna Zachwatowicz. Powiedziała, że mąż jest za granicą, jednak poprosiła, żebym pytanie przesłał faksem i zostawił swój numer. No to przesłałem.

Mijały dni, artykuł był już prawie gotowy, a Pan Andrzej się nie odzywał. Pomyślałem, że pewnie zignorował prośbę jakiegoś nieznanego mu dziennikarza z regionalnego dziennika. Tydzień później u mnie w domu zadzwonił telefon. Odebrała żona, po czym przekazała mi słuchawkę, mówiąc, że jakiś facet do mnie. Usłyszałem: „Dzień dobry, mówi Andrzej Wajda, przysłał mi pan pytanie, to ja panu chciałem odpowiedzieć”. Najpierw siadłem z wrażenia, a potem chwyciłem za kartkę i długopis, żeby zanotować Jego wypowiedź.

Jakoś rok później Andrzej Wajda przyjechał do Kielc obejrzeć „Miłość na Krymie”, bo to za Jego namową Piotr Szczerski wystawił w Żeromskim sztukę Mrożka. Piotrek przedstawił nas sobie, a ja wtedy przypomniałem Panu Andrzejowi o tym telefonie. Nie pamiętał tego, co mnie w sumie nie zdziwiło, pewnie codziennie wypowiadał się dla jakichś mediów, ale przekazałem Mu egzemplarz gazety z moim artykułem, w którym była - spisana przez mnie dosłownie na kolanie - Jego wypowiedź.

Andrzej Wajda jest ważny dla mnie także z innego powodu. Z jego czterdziestu filmów największy wpływ na mnie i na to, o czym piszę w swoich książkach, miały dwa: „Krajobraz po bitwie” oraz „Kanał”.