poniedziałek, 27 września 2010

Jan Karski

Jan Karski, emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego, był jednym z najszlachetniejszych ludzi XX wieku. Postać tego wspaniałego człowieka przypomina znakomita i przejmująca książka francuskiego pisarza Yannicka Heanela „Jan Karski” (Wydawnictwo Literackie). W swojej recenzji napisałem, że powieść Heanela jest hołdem dla polskiego bohatera, obroną Polski przed niesprawiedliwymi zarzutami, a zarazem ciężkim oskarżeniem aliantów, którzy w czasie wojny nie zrobili nic, by ratować Żydów przed Zagładą.

Całą recenzję „Jana Karskiego” znajdziecie w Salonie Kulturalnym.

czwartek, 23 września 2010

Plath

Mam na imię Sylvia mam na imię
Victoria ale co za różnica jak mi na imię
byłam żoną poety Teraz
jestem martwą królową pszczół
Zapewne znajdzie się ktoś kto to opisze:
moje dzieci Nicky i Frieda Moje biedne
dzieci śpią przy otwartym oknie
słodkie aniołki porzucone przez rodziców
a moja głowa w piekarniku
małej trumnie wypełnionej gazem
Taka brzydka nieelegancka śmierć Tylko
niemiecki Bóg mego ojca mógłby to zrozumieć

Wszystko w blaszanym pudełku
zagazowane: gniew zazdrość upokorzenie
jaka ulga wreszcie nie kochać
jaka ulga nie czuć się zdradzoną
nie rozchylać nóg żeby go zatrzymać
być czystą lilią
nie patrzeć przez okno

jaka ulga uciec od szaleństwa w jeszcze
większą samotność która nie boli

poniedziałek, 20 września 2010

Tego Czechom zazdroszczę

Moja osobista lista zazdrości wobec braci Czechów:

Najbardziej zazdroszczę im tego,
że sprawa przeniesienia czy pozostawienia krzyża
w ogóle by się u nich nie pojawiła.

Niezajadłości i wyrozumiałości im zazdroszczę.

I tego, że mają tak niewielu bohaterów narodowych.

Oczywiście, zazdroszczę im Pragi.

Zazdroszczę: Haška, Čapka, Formana, Hrabala, Pavla, Halasa, Nerudy, Seiferta, Fuksa, także Kundery, który już nie pisze po czesku, bo się na nich obraził, oraz Kafki, który pisał po niemiecku, ale mieszkał w Pradze.

Zazdroszczę poczucia humoru i dystansu do samych siebie.

I poczucia bezpieczeństwa na ulicach.

Hokeja na lodzie i Evy Herzigovej.

A gdybym pił piwo, zazdrościłbym im też piwa.

P.S. Polecam książkę Marcina Surosza „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów”. Pisze o niej Dariusz Materek w Salonie Kulturalnym.

poniedziałek, 13 września 2010

Taka moja słabość

Ostatnio mam słabość do Czechów. Doszedłem nawet do wniosku, że zazdroszczę im wielu spraw. A czego im konkretnie zazdroszczę, będę miał okazję niebawem napisać. Na razie chcę polecić powieść Marka Slouki „Widzialny świat” (wyd. Czarne) – to jedna z najciekawszych moich tegorocznych lektur. Slouka jest Amerykaninem czeskiego pochodzenia, a akcja jego świetnej książki rozgrywa się m.in. w Pradze.

Moją recenzję „Widzialnego świata” znajdziecie w Salonie Kulturalnym.

piątek, 10 września 2010

Chłód

I znowu jesień i mglisto jest znów
a świat się kręci przesiąknięty deszczem
powiało chłodem – niech szlag trafi chłód
czuję się senny bardziej senny jeszcze

Nim w sen zapadnę przedzimowy sen
zdążę doświadczyć tych jesiennych wrażeń
Wlokąc za sobą swój pijany cień
pójdę przez łąki ogrody cmentarze

Stary wiersz, z „Niebieskiego motyla”, ale u mnie dzisiaj mgła, więc pasuje do porannego nastroju.  

piątek, 3 września 2010

NIKE 2010 – trzymam kciuki za poezję

Wśród siedmiu finalistów tegorocznej literackiej nagrody NIKE nie ma ani jednej powieści, są za to trzy tomiki poetyckie: „Dni i noce” Piotra Sommera, „Ekran kontrolny” Jacka Dehnela i „Jasne niejasne” Julii Hartwig.

W szerokim finale – dwudziestu tytułów – aż siedem to były książki poetyckie. Teraz zostały trzy, ale poezja i tak ciągle jest górą. Pozostali nominowani to: „Nocni wędrowcy” Wojciecha Jagielskiego (reportaż), „Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snu” Magdaleny Grochowskiej (biografia), „Nasza klasa” Tadeusza Słobodzianka (dramat) oraz „Śmierć czeskiego psa” Janusza Rudnickiego (opowiadania).

Finał NIKE 2010 w niedzielę 3 października. Trzymam kciuki za poezję, choć nominowane książki niepoetyckie też są świetne, przynajmniej te, które znam: Jagielskiego, Grochowskiej i Rudnickiego.

środa, 1 września 2010

1 września

Dzień się nazywał „pierwszy września”. Dzieci –
jako że jesień była – szły do szkoły.
A Niemcy właśnie zrywali pasiaste
polskie szlabany. I jakby paznokieć
gładził cynfolię, tak czołgi zgładziły
pułki ułanów.

Tak się zaczyna wiersz Josifa Brodskiego pt. 1 września z 1967 roku, w kongenialnym przekładzie Stanisława Barańczaka. Ten utwór wraca do mnie każdego pierwszego września i nie tylko wtedy. Gdybym układał listę moich ulubionych wierszy, znalazłby się w pierwszej dziesiątce. Piękny tekst, nie mogę sobie odmówić, by cytować dalej:
                   
                       Weź szklanki z kredensu
i za ułanów wypijmy, co stoją
na pierwszym miejscu na liście poległych,
niby w dzienniku szkolnym.

W tym wierszu rosyjska melancholia tak bardzo splata się z polskim smutkiem, aż dusza boli:
                                     
                                          Znowu brzozy
szumią na wietrze i liście wirują,
jak nad zrzuconą z głowy rogatywką,
nad dachem domu, gdzie nie słychać dzieci.
I ciężkie chmury niosą pomruk gromu
ponad oknami, zasnutymi mrokiem.      

Wiersz pochodzi z tomu Josifa Brodskiego 82 wiersze i poematy (Znak, 1989).