sobota, 13 grudnia 2014

O „Magiku” Magdaleny Parys

Czytałem, czytałem, aż przeczytałem „Magika” Magdaleny Parys. I napisałem recenzję, która ukazała się na Okno Literatura.

Magdalena Parys, pochodząca ze Szczecina, a od dzieciństwa mieszkająca w Berlinie polska pisarka i dziennikarka, zadebiutowała w 2011 r. świetną powieścią „Tunel”. Na jej kolejną książkę pt. „Magik” musieliśmy czekać trzy lata. Warto było.

„Magik” to rzecz epicka. I nie liczbę stron chodzi (ponad 600), a w każdym razie nie tylko, ale również o konstrukcję powieści , wielość pojawiających się wątków i postaci. Właściwa akcja rozgrywa się w Berlinie w 2011 roku, mamy jednak też powrót do mrocznej przeszłości NRD, gdy w latach 80. Niemcy ze Wschodu (również Polacy)  próbowali się dostać przez bułgarską granicę do Grecji i ginęli zastrzeleni przez bułgarskich strażników. Zorganizowana przez Stasi akcja likwidacji opozycjonistów nosiła właśnie kryptonim „Magik”. Jest także w „Magiku” sprawa niszczenia akt enerdowskiej esbecji i teraźniejsza działalność byłych agentów. Jeden z nich, Christian Schlangenberger, robi właśnie polityczną karierę i nietrudno się domyśleć, że aby osiągnąć cel wykorzystuje wszelkie metody, z morderstwami włącznie.

Ta nakreślona z rozmachem wielogłosowa opowieść nie tyczy wyłącznie spraw niemieckich. Podobnie jak w „Tunelu” i tutaj pojawiają się postaci o polskim rodowodzie: m.in. dziennikarka telewizyjna Dagmara Bosch – córka zamordowanego polskiego opozycjonisty czy berliński komisarz o swoiskim nazwisku Kowalski.

Tę książkę można klasyfikować jako thriller polityczny, powieść sensacyjną, kryminalną i obyczajową. Gdy ją czytałem, przychodziły mi na myśl nazwiska z najwyższej półki , jak Henning Mankell (cykl o Wallanderze), Stieg Larsson (trylogia „Millenium”), John le Carré („Ze śmiertelnego zimna”), Jens Lapidus („Szybki cash) czy Tom Wolfe („Ognisko próżności”). A gdybym przywołał Wiktora Hugo – też bym nie skłamał. Podobne odniesienia pomagają usytuować literacko „Magika”, lecz nie są najważniejsze. Co innego się liczy. To mianowicie, że współcześnie możliwe jest napisanie po polsku pierwszorzędnej powieści, w klasycznym dobrym stylu, z galerią krwistych bohaterów,  a przy tym łączącej kilka gatunków. Powieści, którą się czyta z ogromnym zaciekawieniem i która ma klasę europejską – nie tylko ze względu na tematykę. No i że mimo 600 stron, nie jest to książka przegadana.

Nie wszystkie wątki w „Magiku” zostały doprowadzone do końca. I gdy czytelnik mógłby zdziwiony zapytać: „Jak to?”, pod ostatnim zdaniem znajduje dopisek: „Koniec tomu pierwszego”. Magdalena Parys zamierza bowiem napisać trylogię berlińską.

I to jest bardzo dobra wiadomość.

Magdalena Parys, „Magik”, Świat Książki, Warszawa 2014, s. 621 

piątek, 5 grudnia 2014

Filozof

Byłem przekonany, że już zamieszczałem na Notesie ten wierszyk, lecz okazuje się, że nie, więc robię to teraz.

Zawsze się mądry znajdzie,
Co wie wszystko najlepiej,
Jak jaki Hegel i Platon
Albo inny Heidegger.

Taki wszystkich poucza,
Wszystko lepiej rozumie
I tylko jednej rzeczy
Pojąć nadal nie umie.

Bo w tej swojej mądrości
Przecież jednak ma pecha:
Nie wie tego niestety,
Jaki z niego bucefał.