niedziela, 31 marca 2013

Zanim powstanie nowa powieść

Gustav Klimt, 1914
Poprzednią powieść pisałem trzy miesiące, drugie tyle poprawiałem. Nie wiem, ile czasu zajmie mi praca nad nową książką, ale na pewno czekają mnie miesiące intensywnej pracy. Gustav Klimt, Egon Schiele, Wiedeń, Żydzi... Ale to będzie współczesna opowieść, tyle że z odniesieniami do przeszłości. Połączenie kilku gatunków literackich. Tak zamierzam, zobaczymy, co mi z tego wyjdzie. 

Fot. Wikipedia

niedziela, 24 marca 2013

Po spotkaniu w Matrasie

Wrzucam kilka zdjęć z mego piatkowego podpisywania książki w kieleckiej księgarni Matras, Zdjęcia zrobił Artur Jarosz, na co dzień człowiek piszący, tym razem również fotografujący. 

 
 
 

czwartek, 21 marca 2013

Święto Poezji, a powieść na listach



Dzisiaj, 21 marca Światowy Dzień Poezji, o czym przypominam z przyjemnością, ale tym razem napiszę o czymś innym.

Jako poeta i pisarz dotychczas raczej niszowy, chcę się pochwalić, że ze swoją powieścią „Berlin, późne lato” trafiłem na listy bestsellerów . W Empiku „Berlin” w kategorii proza polska jest na 9. miejscu, a kategorii Proza polska i obca – na 30. Z kolei w Matrasie w kategorii Literatura piękna polska zajmuje 10. pozycję.

Ponieważ listy są aktualizowane na bieżąco i za kilka godzin moja książka może znaleźć się niżej, zrobiłem aktualnego print screena  ze strony empiku :).
Tak czy inaczej to dla mnie miłe Święto Poezji z dużą domieszką Prozy.         

wtorek, 19 marca 2013

W Radiu Kielce o „Berlinie”


Dzisiaj we wtorek 19 marca, kilka minut po godzinie 19, pojawię się w audycji prowadzonej przez Ryszarda Kozieja w Polskim Radiu Kielce. Będziemy rozmawiać o mojej powieści „Berlin, późne lato”. Serdecznie zapraszam do słuchania – można również on line przez komputer.

czwartek, 14 marca 2013

Podpisuję książkę w Matrasie



Informowałem o tym na Facebooku, ale w Notesie też o tym napiszę, bo przecież nie wszyscy korzystają z  FB. W księgarni Matras w Galerii Echo w Kielcach będę podpisywał powieść „Berlin, późne lato” – w piątek, 22 marca, w godzinach 17-19.

Gorąco zapraszam, będzie mi bardzo miło spotkać się z Wami!

sobota, 9 marca 2013

Wojna w jednej księdze


Napisanie powieści osadzonej w realiach II wojny światowej nie zakończyło mojego zainteresowania tym właśnie okresem historii. Czasami zastanawiam się, czy tak jak mój ojciec będę na starość, jeśli mi będzie dana, czytał wyłącznie książki o wojnie. Na razie, na szczęście, czytam także inne rzeczy – z poezją włącznie. Ale II wojna interesuje mnie bardzo – może dlatego, że większej hekatomby w dziejach ludzkości nie było.

Teraz moją lekturą (równolegle z biografią Jacka Londona pt.„Wilk”) jest książka brytyjskiego historyka Antony’ego Beevora „Druga wojna światowa”. Powiedzieć „książka” to jednak mało, bardziej stosownym jest nazwanie tego dzieła księgą, liczy bowiem ponad tysiąc stron. Beevor dokonał rzeczy niezwykłej – stworzył panoramę najważniejszych wydarzeń i bitew z lat 1939-1945 na wszystkich światowych frontach. Nie pierwsza to zresztą znakomita praca w dorobku historyka, który jest autorem m.in. bestsellerowego „Stalingradu”, a także książek o bitwie o Normandię, podboju Krety, wojnie domowej w Hiszpanii czy upadku Berlina.   

Siłą rzeczy „Druga wojna światowa" jest syntezą, a nie dogłębną analizą, ale autor pisze tak zajmująco (w czym też zasługa tłumacza Grzegorza Siwka), że ten potężny tom można polecić każdemu, kto choć trochę interesuje się tą tematyką. Mnóstwo tu zresztą ciekawych informacji. Pisze Beevor np., że gdy Niemcy zaatakowały ZSRR, zdruzgotany Stalin (do końca nie wierzył w niemiecką agresję), zaszył się pod Moskwą, a gdy w końcu zjawili się u niego przedstawiciele politbiura, był przekonany, że przyjechali go aresztować. Albo, co zauważył już Julek Ćwieluch w swej recenzji w „Polityce”, że pierwszym, który otworzył ogień do Japończyków atakujących Pearl Harbor był... kapelan wojskowy.                

Antony Beevor, „Druga wojna światowa”. Przekład Grzegorz Siwek, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013, s. 1056.     

wtorek, 5 marca 2013

Wiedeńskie psy są kulturalne


Polski Floyd na kieleckim balkonie

Im wyżej cywilizacyjnie rozwinięte państwo, tym lepiej żyje się zwierzętom w tym państwie. A dobre wychowanie ludzi przekłada się na ich czworonogi. Do tego mało odkrywczego wniosku doprowadziła mnie wizyta w mieście Wiedeń.

W samym sercu austriackiej stolicy, w parku nieopodal cesarskiego pałacu Hofburg, znajduje się wydzielony plac zabaw – dla psów. Wiedeńczycy wpuszczają tam swoje pupile, które mogą do woli się wyhasać. Siedziałem na ławce, paliłem papierosa i przyglądałem się wiedeńskim pieskom, nie mogąc się nadziwić, że takie kulturalne, grzeczne i porządne, zupełnie jak ich właściciele. Nie szczekają na siebie, nie gryzą się, tylko zgodnie się bawią w psie zabawy.

Pomyślałem o swoim Floydzie, który został w Polsce. Jego wiedeński plac zabaw zapewne by wkurzył. Czułby się na nim źle. Floyd nie toleruje obcych psów, na całym osiedlu nie szczeka może na trzy, cztery, które zna od swoich szczenięcych lat. Pozostałe traktuje wrogo, w najlepszym razie nieufnie. 

Bo to jest prawdziwie polski pies i nie zmieni tego nawet jego angielskie pochodzenie.         

piątek, 1 marca 2013

Camilleri, czyli na sukces nigdy nie jest za późno


Andrea Camilleri (ur. 1925) przez większość swojego zawodowego życia zajmował się teatrem, jako reżyser wystawiał sztuki Becketta, spektakle oparte na utworach Eliota, Strinberga czy Majakowskiego, ponadto wykładał na włoskich uczelniach teatralnych, pisał wiersze i powieści eksperymentalne. Są tacy, którzy o tym wszystkim pamiętają, jednak od 1994 roku dla większości Włochów Camilleri znany jest jako zupełnie ktoś inny, a mianowicie jako autor kryminałów z komisarzem Salvo Montalbano.

Camilleri miał 69 lat, gdy właśnie w 1994 r. ukazała się jego pierwsza powieść, której głównym bohaterem jest Montalbano – „Kształt wody” (w Polsce książka wyszła siedem lat później). Od tamtej pory włoscy czytelnicy otrzymali aż trzydzieści kryminałów z sycylijskim komisarzem i już wiadomo, że to nie koniec. Czternaście ukazało się w języku polskim.

Kryminały Camilleriego są dobre dla tych, którzy potrzebują oderwać się od codziennych zmartwień – to lektura lekka, a przy tym niegłupia. Pisarz łączy wątki kryminalne z obyczajowymi i społecznymi, potrafi być refleksyjny, dowcipny i rubaszny. Właściwie z czystym sumieniem mógłbym polecić wszystkie kryminały Włocha wydane w Polsce, bo jeśli ktoś polubił jeden, polubi pozostałe. Poprzestanę jednak na najnowszym „Skrzydła sfinksa”, jak zwykle wydanym przez oficynę Noir sur Blanc. 

Komisarz Montalbano próbuje tym razem dociec, kto i dlaczego zastrzelił młodą, piękną dziewczynę, której nagie ciało znaleziono na wysypisku. O ofierze nic nie wiadomo, a jedyną wskazówką jest tatuaż przedstawiający rzadkiego motyla o nazwie sfinks. Trop zawiedzie komisarza m.in. do przykościelnej organizacji zajmującej się pomocą kobietom, które zeszły na złą drogę. Poza tym to ciągle ten sam komisarz, który mieszka w sycylijskim (fikcyjnym) miasteczku Vigata, lubi dobrze zjeść, w pracy musi męczyć się z nierozgarniętym Catarellą i ciągle nie wie, jak ułożyć sobie życie z Livią.

Widać też, że Camilleri przez długie lata pracował w teatrze, bo mocną stroną jego kryminałów są dialogi. Jeśli ktoś czytając w „Skrzydłach sfinksa” rozmowy Montalbano z doktorem Pasquano albo z Catarellą, zachowa powagę, znaczy, że jest ponurakiem.    

Andrea Camilleri, „Skrzydła sfinksa”. Przełożyła Monika Woźniak, Noir sur Blanc 2013, s. 274