wtorek, 30 kwietnia 2013

19 maja na Targach Książki w Warszawie


Właśnie tego dnia, w niedzielę 19 maja br., na Targach Książki w Warszawie (na Stadionie Narodowym) będę podpisywał powieść „Berlin, późne lato”. Serdecznie zapraszam w godz. 13-14 na stoisko Wydawnictwa PROZAMI nr 85/D8. Zapraszam w imieniu swoim i Autorów, reprezentujących Prozami i Dobrą Literaturę.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Notes sportowy. Przez chwilę


Ponieważ mieszkam w mieście, które ma najlepszą w Polsce drużynę piłki ręcznej, a więc Vive Targi Kielce, a piłkę ręczną wolę od piłki kopanej (tej w wydaniu krajowym) nie mogło mnie dzisiaj zabraknąć na meczu, który decydował o wejściu do finałowego turnieju Ligi Mistrzów.

Vive grało rewanż z Metalurgiem Skopje i kieleckiej drużynie poszło nadzwyczaj gładko, bo rozbiła rywali z Macedonii 26:15, ku wielkiej radości kilku tysięcy kibiców. Warto było pójść na ten mecz również po to, by zobaczyć, jak szaleńczo potrafi się cieszyć najlepszy w Vive Michał Jurecki po zdobyciu kolejnych bramek. Ten awans do Final 4 (w niemieckiej Kolonii 1-2 czerwca) to historyczna chwila nie tylko dla Kielc. Vive jest pierwszym polskim klubem, któremu się to udało.

A ja, gdy się wykrzyczę i wyklaskam, od razu czuję się lepiej.

piątek, 26 kwietnia 2013

Piotrów Adamczyków dwóch. Wolę autora

Z dwóch Piotrów Adamczyków zdecydowanie wolę Piotra Adamczyka dziennikarza i pisarza, autora „Pożądania w szafie”, który nie tylko świetnie pisze, ale i fajny gość z niego jest. Poza tym, choć nie jest to główny czynnik decydujący o moim lubieniu go, publikujemy w tym samym wydawnictwie – Dobra Literatura

Natomiast aktora Piotra Adamczyka (który poza imieniem i nazwiskiem nie ma nic wspólnego z tamtym) nie trawię, mówiąc delikatnie. Robił wszystko, żeby nie kojarzono go papieżem Polakiem i mu się to udało, niestety. Zagrał już chyba wszędzie, z reklamami włącznie. Chopin był czyśćcem, potem aktor Adamczyk wybrał równię pochyłą prowadzącą do aktorskiego piekła. Teraz rola discopolowego piosenkarza w bankowej reklamie wydaje się wprost idealną dla niego. I mam nadzieję, że od tego ostatniego wizerunku się nie uwolni, choćby nawet zagrał samego papieża Franciszka.

A błyskotliwe „Pożądanie w szafie” Piotra Adamczyka, którego lubię, polecam jak najbardziej. Pisarze tym się różnią od większości aktorów, że wypowiadają się własnym tekstem.      

czwartek, 25 kwietnia 2013

Kantyczka


Płyniemy płyniemy
siostro ma śmiertelna
nie wiadomo po co
wiadomo że w ciemność

Idziemy idziemy
siostro moja zgubo
jeżeli zaśniemy
nigdy nas nie zbudzą

Błądzimy szukamy
drogi której nie ma
tam dokąd nas wiedziesz
życie w proch się zmienia

Byliśmy jesteśmy
tacy niepokorni
a będziemy cisi
kiedy nas uwolnisz

Z tomiku „Niebieski motyl i inne wiersze”

piątek, 19 kwietnia 2013

Genealogia

Roman Kramsztyk „Koncert”  Fot. domena publiczna
Dziadka Mordechaja zabili Niemcy
jest teraz polnym kwiatkiem
na łące pod Treblinką

Ojciec Josek walczył we wrześniu
z niewoli uciekł na Syberię
zdążył pokochać bladą Rojzę
Razem umarli na mróz

Aaron nosi imię Adam
Nie pamięta wojny i rodziców
Leczy ludziom zęby Dużo podróżuje

Jego synowie są po matce blondynami
Mają dobry wygląd

gdyż Bóg bywa złośliwy 

Na zdjęciu obraz Romana Kramsztyka „Koncert” z 1918 r. Kramsztyk (1885-1942), polski malarz żydowskiego pochodzenia (sam uważał się za Polaka), w międzywojniu mieszkał na stałe w Paryżu. W 1939 przyjechał do Warszawy i tu zastała go wojna. Zginął w warszawskim getcie, zastrzelony przez własowca.    

sobota, 13 kwietnia 2013

Caryca obnażona – premiera w Teatrze Żeromskiego


Marta Ścisłowicz (Katarzyna II) i Tomasz Nosiński (Stanisław August Poniatowski)/ Fot. Michał Walczak
Od razu powiem, że nie nudziłem się podczas premiery „Carycy Katarzyny” według scenariusza Jolanty Janiczak w Teatrze im. Żeromskiego. Wyjść w trakcie przedstawienia też nie miałem ochoty. A mówiąc dokładniej – podoba mi się inscenizacja zrealizowana przez Wiktora Rubina i dobrze zagrana przez wszystkich aktorów. Za to sam scenariusz już mniej, chociaż monolog Stanisława Augusta Poniatowskiego jest w porządku. Gdyby nie ten tekst, miałbym pewne problemy z określeniem, o co autorce chodzi. Choć może teraz mam jeszcze większe.   

Ale właściwie pisanie o spektaklu powinienem zacząć inaczej. Np. tak: proszę Państwa, po kilku premierach na kieleckiej scenie, gdzie przed publicznością obnażali się wyłącznie aktorzy, tym razem tego aktu odwagi dokonała Marta Ścisłowicz, grająca tytułową postać. Dzielna aktorka przez połowę przedstawienia występuje nago lub półnago. Gwoli ścisłości muszę zaznaczyć, że jeden z aktorów również się rozbiera – Wojciech Niemczyk (Piotr III). Nie jest lekko, parytet musi być.    

Piszę o nagości nie po to, by w tani sposób zachęcić do pójścia do teatru. Jednak to nagość, cielesność, seksualność, fizjologia, obsceniczność i ginekologia wypełniają trzy czwarte spektaklu (ja nie wiem, czy młodzi dramaturdzy nie potrafią inaczej opisywać świat, jak epatowaniem tym, co wymienione powyżej?). Potem to nagle się zmienia. Na scenie zostaje Tomasz Nosiński i jako król Poniatowski wygłasza (znakomicie!) monolog, odnoszący się również do współczesnej Polski, a samo przedstawienie staje się mocnym dramatem historyczno-politycznym. I robi się naprawdę ciekawie, mimo że nie ma już golizny. Nie można od razu było iść w tę stronę, nie oglądając się na prawdziwych patriotów? Chociaż ci ostatni pewnie i tak będą oburzeni przedstawieniem.

A dlaczego się nie nudziłem? Spektakl „Caryca Katarzyna” intryguje, wkurza, prowokuje, drażni i zaciekawia. Nie sposób więc się na nim nudzić.

Jolanta Janiczak: „Caryca Katarzyna”. Reżyseria – Wiktor Rubin, scenografia – Mirek Kaczmarek. Teatr im. Żeromskiego w Kielcach, prapremiera polska 13 kwietnia 2013 r. 

Zdjęcia: Michał Walczak   
Na pierwszym planie od lewej: Marta Ścisłowicz, Wojciech Niemczyk (Piotr III) i Ewelina Gronowska-Ośka (Lizawieta Woroncowa)/ Fot. Michał Walczak

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Co Szwedzi mają za uszami


Tak różni od Polaków Szwedzi, mają z nami jedną wspólną cechę – podobnie jak my niechętnie rozmawiają o czarnych kartach swojej historii, zwłaszcza gdy dotyczą one antysemityzmu. Ale nie tylko o tym jest niezwykła i zarazem wybitna książka Elisabeth Åsbrink „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa”.

W swojej książce-reportażu szwedzka pisarka opowiada, zdawałoby się, jedną z wielu dramatycznych historii, jakie zdarzyły się w czasie II wojny światowej. Wiedeńska rodzina Ullmannów, zasymilowanych Żydów, przeczuwając nadchodzącą katastrofę, decyduje się wysłać swojego jedynego syna za granicę. 13-letni Otto wyjeżdża w 1938 roku do Szwecji, bo tylko tam była możliwość wyjazdu. Od tej pory rodzice i rodzina kontaktowali się z chłopcem jedynie listownie – w ciągu pięciu lat Otto otrzymał 500 listów. Potem korespondencja się urwała. Rodzice i rodzina zginęli w Auschwitz, Otto pozostał w Szwecji do końca życia, ożenił się i miał dzieci.

Książka Elisabeth Åsbrink została przyjęta w Szwecji z oburzeniem, autorka przypomniała bowiem to, o czym Szwedzi chcieliby zapomnieć: że jeszcze przed wojną działały w Szwecji partie i organizacje nazistowskie, popierające zbrodniczą politykę Hitlera. Ale nie tylko szwedzcy naziści sprzeciwiali się przyjmowaniu do Szwecji żydowskich emigrantów, uciekających przed hitlerowcami, także duża większość społeczeństwa. Grupę żydowskich dzieci, wśród których był Otto, przyjęto nie dlatego, by ratować ich życie, ale po to, by pozyskać nowych chrześcijan – wyjazd organizował Kościół protestancki (emigracja rodziców w ogóle nie była brana pod uwagę). Po przyjeździe dziewczynki były zatrudniane jako opiekunki dzieci w szwedzkich rodzinach, chłopców brano do pracy na roli, tak jak uzdolnionego językowo Ottona. Większość małych emigrantów została ochrzczona. Otto nie, może dlatego otrzymał obywatelstwo szwedzkie dopiero po siedemnastu latach pobytu.

Ta książka opowiada też o przyjaźni, którą trudno zrozumieć. Jeszcze gdy trwała wojna młody Żyd Otto trafił na farmę, należącą do rodziny Kampradów, o niemieckich korzeniach, gdzie ojciec i syn byli nazistami i antysemitami. Chłopaka przyjęli jednak dobrze, a Otto zaprzyjaźnił się młodym Kampradem, imieniem Ingvar. Przyjaźń trwała lata, obaj byli dla siebie jak bracia, choć Ingvar cały czas, również po wojnie, aktywnie wspierał partię pronazistowską. Dodajmy, że Ingvar Kamprad to założyciel i właściciel słynnej na cały świat firmy meblowej IKEA.      

I wreszcie listy rodziców do Ottona – duża ich część znalazła się w książce. Pisane były w Wiedniu, a potem Terezinie, czeskim mieście-obozie koncentracyjnym, do którego deportowano Ullmannów przed wywózką do Auschwitz. Jest w nich nadzieja, tęsknota, a potem przeczucie Zagłady i z trudem skrywana rozpacz rodziców, że już nigdy nie zobaczą syna. To, czego nie mogli napisać rodzice (listy były cenzurowane), uzupełnia Åsbrink. Nieczęsto przy lekturze książki zdarza mi się czuć ściskanie w gardle, ale przyznaję, że tak właśnie było, gdy czytałem ostatnie strony „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa”.

Elisabeth Åsbrink, „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa”. Przekład z języka szwedzkiego Irena Kowadło-Przedmojska, Czarne 2012, s. 368.

Tekst ukazał się również na portalu Okno Literatura