środa, 30 marca 2011

Konkurs poetycki w Szczecinie

16 kwietnia w Szczecinie odbędzie się finał Konkursu Poetyckiego „O wers Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej”. Jeśli tego dnia będzie w pobliżu szczecińskiego Pałacu Młodzieży, możecie tam śmiało zajrzeć. Tymczasem zamieszczam plakat konkusu, podesłany mi przez poetę i dziennikarza Rafała Podrazę.



   

wtorek, 29 marca 2011

„Minotaur” i inni – z listy lektur


Przeczytałem właśnie „Minotaura” Benjamina Tammuza (wyd. Claroscuro). Kapitalna powieść! Pisarz w Polsce nieznany, ale jego proza jest mistrzowska. Polecam wszystkim. Napiszę, jak zwykle, o tej książce w Salonie Kulturalnym.

Nieco wcześniej skończyłem czytać „Tęsknotę atomów” Linusa Reichlina (Niebieska Studnia). Niby to kryminał, ale wymykający się z ram gatunku. Niebieska Studnia nie wydaje specjalnie dużo pozycji, ale niedawno stwierdziłem, że każda książka tego wydawnictwa jest warta uwagi.

W kolejce zaś czekają „Saturn” Jacka Dehnela i „Kołysanka dla mordercy” Mariusza Czubaja (oba tytuły W.A.B.), „Punkt Omega” Dona DeLillo i „Żywoty domniemane” Fleur Jaeggy (Noir sur Blanc), „Karski” Andrzeja Żbikowskiego (Świat Książki). To tylko te książki, które mam w zasięgu wzroku i ręki.

No i cały czas jestem przy „Autobiografiach” Thomasa Bernharda (Czarne). Lektura tej książki w jakimś stopniu przyda mi się przy pisaniu mojej własnej powieści.

sobota, 26 marca 2011

Przynoszą zapach deszczu i wiatru

Przynoszą zapach deszczu i wiatru
są przy mnie Ufne i wierne
uśmiechają się na mój widok
wybaczają błędy
liczą na znacznie mniej niż inni
nie martwią się o przyszłość
I gdy już nikogo nie będzie one będą
moje psy będą przy mnie

czwartek, 24 marca 2011

Alles ist gut

Fragment nie napisanej (jeszcze) powieści

Najbardziej nie znosiłem Niemców. Za Hitlera, Holocaust, szwargoczący język, bekanie przy stole, wrzaski i rżenie w miejscach publicznych, za to, że przegrali wojnę i są najbogatszym państwem Europy. Nie znosiłem ich wszystkich bez wyjątku, przeklętych Szwabów, nawet Claudia Schiffer nie budziła mojej sympatii, choć jako kobieta, owszem, podobała mi się i w jej przypadku przeżywałem wewnętrzne rozdarcie. Jednak po tym, jak z hukiem runął mur berliński, ani razu nie byłem w Niemczech dłużej niż jeden dzień, tylko tranzytem, gdy jechałem do Francji. Swoją nienawiść do potomków esesmanów i członków NSDAP skumulowałem więc na Austriakach. Bo do Austrii akurat jeździłem po osiemdziesiątym dziewiątym.
Wcześniej jeździłem do NRD. Do miasteczka Ludwigsfelde niedaleko Poczdamu, gdzie jako polski student zasuwałem w VEB Automobilwerke – fabryce samochodów ciężarowych IFA. Razem z Wietnamczykiem imieniem Liam obsługiwałem podnośnik, do którego trzeba było doczepić ciężki żelazny element, jakiś łącznik czy inną część podwozia. To znaczy Liam obsługiwał, ja mu zostałem przydzielony do pomocy, tyle że Liam i beze mnie dałby sobie radę. On tam pracował od dwóch lat, ja przyjechałem na trzy tygodnie i byłem robotnikiem niewykwalifikowanym. Pierwsza zmiana rozpoczynała się o piątej trzydzieści i było to kolejne barbarzyństwo, jakiego mogli dopuścić się tylko Niemcy. Braliśmy z Liamem kawał żelastwa, doczepiali do podnośnika i przepuszczali przez specjalny tunel, skąd wychodził gorący i pomalowany na biało. Musieliśmy przy tym uważać, żeby cholerstwo nie spadło nam na nogi albo łba nie urwało. Co dwie godziny podchodził do nas majster i pytał, Alles ist gut? Od tego majstra, Hans mu było, wtórnym esesmaństwem po tatusiu lub dziadziusiu z obozowej wieżyczki zajeżdżało na kilometr i był to smród silniejszy niż odurzająca woń białej emalii. Ordnung, opowiadałem, Ordnung muss sein, a on z zadowoleniem kiwał głową, że doceniam tę wspaniałą cechę narodu niemieckiego, zaś Liam patrzył na mnie jak na idiotę. Łamaną niemczyzną starałem się wytłumaczyć Liamowi, że ogólnie wschodni Niemcy są fajni, ponieważ można u nich zarobić, lecz w istocie to takie same kutasy jak ci z Zachodu. Hans z tym Alles ist gut? z każdym dniem wkurzał mnie coraz mocniej, więc postanowiłem coś z tym zrobić. Znaczy – porządek.

poniedziałek, 21 marca 2011

Poetom na Święto Poezji

Poeci niby dżdżownice są wstrętni
ale przydatni do życia tak samo
Jedzą odpadki pełzają przy ziemi
Głowy jedynie im nie odrastają
Przedwcześnie wiedną kochanki poetów
o wiersz za szybko odchodzą w milczeniu
Oczy przygasłe jak jesienny wieczór
patrzą w poetów spod zużytych peruk
Światem poety i jego ojczyzną
na której osiadł rumienisty liszaj
ty właśnie jesteś Choćby tylko blizną
na moim ciele można cię nazywać

Ja obły robak Ty zroszona ziemia
którą użyźniam i w popiół zamieniam

Wiersz pt. „Ojczyzna” z tomiku „Niebieski motyl”. Tutaj trochę go zmieniłem.

niedziela, 20 marca 2011

Piętnastu niemieckich papieży

Fragment nie napisanej (jeszcze) powieści
W hotelu Nevada w Tarvisio, gdy padłem ze zmęczenia, przyśniło mi się piętnaście ubranych na biało postaci, idących jedna za drugą. Myślałem najpierw, że to polski papież, a raczej piętnastu polskich papieży Janów Pawłów Drugich, dopiero gdy korowód podszedł bliżej, zobaczyłem, że to nie nasz Wielki Rodak. Zobaczyłem, że w moją stronę, od strony Villach, zmierza piętnastu Benedyktów Szesnastych i każdy z nich mówi do mnie, pozdrhwiam fszystkich Polakuf, jakbym to ja był całym polskim narodem. Benedyktowie Szesnaści w rękach dzierżyli pastorały, na głowach mieli infuły, a na nogach eleganckie czerwone buty od Prady. Ale dlaczego szło ich akurat piętnastu, a nie czterdziestu czterech na przykład, tego za cholerę nie wiedziałem. W końcu sklonowani papieże okrążyli mnie, wymierzyli we mnie pastorały i z ledwo dostrzegalnym uśmiechem powtarzali chóralnie, pozdrhwiam fszystkich Polakuf, obhroncy Westerplatte podajczie szie! Pozdrhwiam fszystkich Polakuf, obhroncy Westerplatte podajczie szie! Obudziłem się mokry ze strachu.
Za oknem był już dzień. Całkiem blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, dumie wznosiły się Alpy Julijskie, lecz nie wiedziałem, czy są po włoskiej, słoweńskiej czy austriackiej stronie. Popatrz, jak pięknie, niedaleko stąd jest Planica, gdzie skakał Małysz, powiedziałem, a ciebie oczywiście nie było przy mnie. Ubrałem się i zszedłem na colazione.

sobota, 19 marca 2011

Lubię palić i przeklinać

Wiem, że palenie papierosów – podobnie jak życie – szkodzi, lecz nic nie poradzę i nie chcę poradzić, że lubię palić. Lubię palić po śniadaniu, obiedzie i kolacji, lubię palić przy kawie i herbacie, lubię palić, gdy czekam i gdy się denerwuję, choć w tym ostatnim przypadku najmniej, palę, gdy wychodzę z psem na spacer. Dla mnie palenie jest przyjemnością. Żeby jednak była jasność, unikam palenia w obecności osób niepalących oraz tam, gdzie palić nie wolno. Ale zakazy palenia w miejscach publicznych uważam za dyskryminację.

Lubię też przeklinać. Przeklinam z lubością. Słów na „k”, „ch”, „j” czy „p” wcale nie uważam za brzydkie i wulgarne, najwyżej za dosadne. Lecz i tutaj, podobnie jak przy paleniu, mam swoje zasady. Nie przeklinam w obecności dzieci i osób, których nie znam. Rzucanie mięsem na ulicy uważam za chamstwo. W tym, co piszę, prozie i wierszach, nie nadużywam przekleństw. Za to w gronie znajomych przeklinam aż miło i sprawia mi to przyjemność.

Poza tym palenie i przeklinanie, mimo że postrzegane negatywnie, są zdrowe, bo pozwalają rozładować złe emocje.

środa, 16 marca 2011

Proza jak kobieta – kusi

Nie lubię uprzedzać faktów, bo przesądny jestem i nie chcę zapeszać, ale od jakiegoś czasu chodzi za mną (ze mną i we mnie) proza. Pomysł na powieść układam w głowie, trochę zapisuję, żeby nie uleciało z papierosowym dymem, początek już mam. Przydałoby się też znać, czyli wymyślić zakończenie, bo początek i zakończenie są najważniejsze, reszta przyjdzie sama – jak mówił Borges. A zacznę pisać, gdy będę całkowicie przekonany do pomysłu…

Poprzednią prozę w postaci książki popełniłem trzy lata temu, więc mnie kusi. A w tak zwanym międzyczasie może wydam tomik, choć z szukaniem sponsorów na razie – wybaczcie – dupa. Inna rzecz, że się specjalnie z tym szukaniem nie wysilam.

niedziela, 13 marca 2011

DDA

Na pierwszy rzut oka nie dostrzeżesz różnic
to taki sam człowiek jak każdy inny
potrafi nawet być wesoły
i bawić się ze swoimi dziećmi
w chowanego albo ciuciubabkę

więc nie zauważysz jego kruchości
nie usłyszysz jak budzi się z krzykiem
z ulgą że to jednak nie przeszłość

on ci tego nie powie

jego niepewność i lęk
weźmiesz za naturalną nieśmiałość

zresztą sam nie wie co myśleć
że woli samotność
choć ciągnie go do ludzi
że nie ufa nikomu
a sobie najmniej

czasami chciałby to zmienić
ale przecież go nauczono
że to niemożliwe

poza tym wszystko OK

środa, 9 marca 2011

Czy prowadzenie bloga uzależnia?

Tak, jeśli bloger przejawia skłonność do uzależnień i do pisania. Nic złego się nie dzieje, jeśli systematyczne prowadzenie bloga nie męczy, nie utrudnia życia i nie wywołuje irytacji. Gdyby tak się działo, najskuteczniejszą metodą, jak przy każdym uzależnieniu, jest odcięcie się od źródła problemu, czyli po prostu zamknięcie bloga.

Wiem po sobie, że jeśli przez kilka dni niczego nie wrzucę do Notesu, zaczynam odczuwać niepokój. Być może więc są to początki uzależnienia, kolejnego w moim życiu. Ale Notesu nie zamierzam zamykać...

No i dobrze pamiętać (mnie też to dotyczy), że czasami niepublikowanie jest lepsze od publikowania.

poniedziałek, 7 marca 2011

Spotkania autorskie

„Czy ty to ty”
– pytają mnie –
„w tych twoich książkach, wierszach?”

„A te sponiewierane kobiety,
hektolitry wódki,
wypalone papierosem dziury
w życiorysie,
blizny pod skórą?”
Koniecznie chcą wiedzieć,
ile w tym łgarstwa,
bo poeci pięknie kłamią.

Odpowiadam im,
że potrzebuję miłości
i boję się śmierci
tak jak każdy.
Reszta jest prawdą.

piątek, 4 marca 2011

Wracam

Nie jest jeszcze tak jak być powinno, ale jest lepiej. Mówię o kręgosłupie, który ostatnimi dniami mocno mi dokuczał i utrudniał normalne funkcjonowanie. Dawno nie miałem tak długiej przerwy na blogu, bez żadnego wpisu. Ale powoli wracam do rzeczywistości i do odłożonych spraw.

Tfu, tfu, żeby tylko nie zapeszyć, bo z tym kręgosłupowym cholerstwem nigdy nic nie wiadomo.