sobota, 26 lutego 2011

Jesteś przed debiutem? Szykuj tomik!

Z Miejskiego Domu Kultury w Radomsku otrzymałem dwie książki poetyckie: „Przewodnik dla nieprzygotowanych” Jacka Kaweckiego i „Separatum” Piotra Mosonia. A do książek dyrektor MDK Elżbieta Kwiatkowska dołączyła miły list, w którym zaprasza mnie na Różewicz Open Festiwal.

Obaj wymienieni poeci byli zwycięzcami dwóch kolejnych edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Janusza Różewicza, organizowanego przez radomszczański MDK. Główną nagrodą było wydanie tomiku poetyckiego. W przypadku Kaweckiego był to właśnie „Przewodnik dla nieprzygotowanych”, w przypadku Mosonia – „Separatum”.

Pierwszego dnia wiosny, czyli w Światowy Dzień Poezji, zostanie ogłoszona trzecia edycja konkursu. To konkurs adresowany do autorów, którzy są przed debiutem książkowym. Szczegóły konkursu nie zostały jeszcze podane, ale piszę o tym już teraz, żebyście się mogli przygotować. Rozstrzygnięcie nastąpi pewnie po wakacjach, podczas Różewicz Open Festiwal. Patrząc zaś, jak wydane zostały obie książki, a zwłaszcza „Separatum”, powiem Wam, że warto spróbować.

A trzymać po raz pierwszy w ręku własną książkę... Cóż, dla piszącego niewiele jest bardziej ekscytujących rzeczy na świecie.

środa, 23 lutego 2011

Leżę i czytam

Czas polegiwania, wywołany usterką kręgosłupa, wykorzystałem, jakżeby inaczej, na jeszcze bardziej niż zwykle intensywną lekturę. Tak więc po kolei.

Zaliczyłem „Mękę kartoflaną” Janusza Rudnickiego (W.A.B). Myślę sobie, że jeśli ktoś literacko miałby opisać to, co się w Polsce działo i w sumie ciągle dzieje po katastrofie smoleńskiej, to powinien to być Rudnicki. Idę o zakład, że zrobiłby to kapitalnie, w rudnicko-gombrowiczowskim stylu. Może to uczyni. A że mieszka w Pradze, powinno mu być łatwiej.

Zupełnie inną literaturą jest „Ścigając zło” Guya Waltersa (Świat Książki). To rzecz o tym, jak wiele zrobili alianci i Rosjanie, aby po wojnie nie złapać nazistowskich zbrodniarzy. Nóż się w kieszeni otwiera, gdy czyta się o zaniechaniach i przymykaniu oczu na zbrodnie. Dostaje się nawet Szymonowi Wiesenthalowi, który upiększał swoją biografię i dokonania.

Czytam też „Allen na scenie” (Rebis), oczywiście Woody’ego Allena. Pięć sztuk, część znam z czytania i z teatru, ale do Woody’ego zawsze chętnie wracam. Uwielbiam jego poczucie humoru.

Jutro, 24 lutego, 80. rocznica urodzin Thomasa Bernharda. Niestety, Bernharda – tego sumienia Austrii (i nie tylko jej), od dawna nie ma wśród żywych. Czarne przypomniało jego „Autobiografie”. Bernhard sporo konfabuluje na swój temat, ale jego wielkość objawia się w stylu i bezkompromisowych ocenach.

A w zasięgu ręki „Wzburzenie” Philipa Rotha, podesłane mi przez nieocenioną Panią Jadwigę Majdecką z Czytelnika, oraz wydany przez Niebieską Studnię „Dziennik rumowy” Huntera S. Thompsona.

I kiedy ja o tym wszystkim napiszę?  Ale do czytania - wszystkim polecam.

wtorek, 22 lutego 2011

Kręgosłup mi się zepsuł

Kręgosłup mi się zepsuł, nie po raz pierwszy zresztą. Skrzywiony jestem jak paragraf. Chodzenie, stanie, siedzenie – wszystko utrudnione. Pisanie także. Zamiast własnego samochodu – autobus miejski, bo za kierownicą za cholerę nie usiądę.

Dzisiaj po południu idę do osobistego neurochirurga ;), mam nadzieję, że coś zaradzi. Bezoperacyjnie.

Jak zwykle, w takich sytuacjach obiecuję sobie, że się wezmę za siebie i znów zacznę chodzić na basen. I jak zwykle, przypominam sobie, jak mi dobrze było, gdy mnie nic nie bolało, a ja nie potrafiłem tego docenić. Ech.

sobota, 19 lutego 2011

Zaproszenie z Radomska, miasta Różewicza

Miłego, ale i zaskakującego maila otrzymałem z Radomska. Anna Rumocka z tamtejszego Miejskiego Domu Kultury napisała do mnie, że właśnie radomszczański MDK 21 marca 2011 r. wystartuje z trzecią edycją Konkursu Poetyckiego im. Janusza Różewicza, konkursu adresowanego do debiutantów. Nagrodą będzie wydanie tomiku poetyckiego.

W tym samym mailu Pani Anna zapytała mnie, czy nie mógłbym tego dnia przyjechać do Radomska i jako poeta na konferencji prasowej ogłosić oficjalny początek konkursu.

Przyznam się, że poczułem się wyróżniony i zaszczycony tą propozycją. Janusz Różewicz, patron konkursu, to starszy brat mojego ukochanego, urodzonego w Radomsku, Poety Tadeusza oraz reżysera Stanisława. Janusz, zdolny poeta, nie zdążył w pełni rozwinąć swojego talentu. Jego młodość przypadła na czas wojny. Był podporucznikiem AK – został zamordowany przez Niemców w 1944 r.

Oczywiście, że pojadę do Radomska, choć wiem – i uwierzcie, nie ma w tym grama kokieterii – że absolutnie na ten zaszczyt nie zasłużyłem.

środa, 16 lutego 2011

U zegarmistrza

Byłem u zegarmistrza wymienić baterię w zegarku. Kiedyś, w sumie całkiem niedawno, zegarki były mechaniczne, miały sprężyny, więc cummings mógł pisać o księżycu cieńszym niż sprężyna zegarka. Dzisiaj są baterie, niemal wszędzie. Nasz świat jest elektroniczny, coraz bardziej plastikowy, fejsbukowy i nierealny. Rozmowy w sieci czy przez komórkę są substytutami prawdziwych relacji między ludźmi.

Może tak być musi, taka jest kolej rzeczy – nie wiem. Ale coraz częściej pojawiają się książki (McCarthy, Crace) pokazujące nasz świat po kataklizmie cywilizacyjnym lub technologicznym. Jakby autorzy chcieli powiedzieć, że normalne prawdziwe relacje między nami są możliwe, gdy wrócimy do punktu wyjścia.

niedziela, 13 lutego 2011

Wejść w ciemność bez żalu

Taki tytuł będzie nosił mój tomik. Chyba, bo dopóki nie ma okładki, wszystko jest możliwe.

Wierszy na razie jest 44, choć dwa czy trzy mogą wypaść, ciągle zastanawiam się nad nimi. Tak jak pisałem przed tygodniem, zdecydowana większość to teksty nowe, z 2010 i 2011 roku. Postanowiłem dołączyć też kilka wierszy już publikowanych, które – co wiem ze spotkań autorskich – czytelnicy lubią. Np. „Ulicę Długą” i „Balladę dla dwojga”.

Ale najtrudniejsze i tak przede mną. Ma ktoś pomysł, jak znaleźć sponsora na wydanie?

piątek, 11 lutego 2011

poniedziałek, 7 lutego 2011

A Jakuba Poradę pamiętasz?

Z tym pytaniem zwracał się do mnie, średnio raz w tygodniu przez kilka lat, mój przyjaciel Darek Materek, gdy chciał mnie zdenerwować. Oczywiście mu się to udawało, bo ja Jakuba Porady za cholerę nie pamiętałem, choć wiedziałem, że jest dziennikarzem TVN24, i za każdym razem odpowiadałem z irytacją „nie”. A chodziło o to, że Jakub Porada miał w 1992 r. praktyki dziennikarskie w redakcji „Słowa Ludu”, w której obaj z Materem pracowaliśmy.

Piszę o tym, ponieważ nakładem Prószyński i S-ka ukazała się książka 43-letniego dziś Jakuba pt. „Chłopaki w sofixach”. Nie jest to powieść, tylko zgrabnie spisane, lekko ironiczne wspomnienia z młodości autora spędzonej w Kielcach, a konkretnie na osiedlu KSM – bliskiemu również mojemu sercu. (Na tym osiedlu wychował się też inny dziennikarz TVN, nieżyjący już Marcin Pawłowski). Miejsca, które opisuje Porada są mi dobrze znane, a i niektórzy ludzie występujący w tej książce pod własnym nazwiskiem – także. Najwięcej uwagi autor poświęca oczywiście swoim przyjaciołom i kolegom i przeżytym wspólnie upojnym chwilom w latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych, ale pojawiają się też aktorzy Teatru im. Żeromskiego czy Krzysiek Kasowski znany jako KASA, świetny zresztą facet.

Czyta się to wszystko szybko, z uśmiechem, nostalgią i sentymentem, i nie chodzi tylko o Kielce, ale o tamten czas. Nie wiem tylko, jak książkę przyjmą nie-kielczanie. Mam nadzieję, że dobrze, bo historie podobne do opowiedzianych w „Chłopakach w sofixach” zdarzyły się niejednemu rówieśnikowi autora. I zgadzam się, że osiedle KSM pod wieloma względami jest wyjątkowe.

Dzięki tej książce przypomniałem sobie swoją młodość, z winami prostymi w tle. Poza tym Jakub wspomina przy okazji o swej praktyce w „Słowie”, więc teraz, gdy Mater zapyta, czy pamiętam Jakuba Poradę, będę wreszcie mógł odpowiedzieć, że tak.

niedziela, 6 lutego 2011

Pracuję nad nowym tomikiem

Zacząłem pracę nad nowym tomikiem. Na razie wybieram i odrzucam wiersze, poprawiam je tam, gdzie widzę, że mogę poprawić. Zakładam, że znajdzie się w nim 40-50 tekstów, w większości nowych.

Nie mam jeszcze tytułu całości. Chodzi mi po głowie „Data”, „Wejść w ciemność bez żalu” albo „Mistrz z Niemiec”, tylko że ten ostatni jako zapożyczenie z Celana, a więc wtórny, chyba odpadnie. Tytuł pewnie będzie nawiązaniem do śmierci.

Najtrudniejsze będzie znalezienie pieniędzy na druk. To jakieś 3 tysiące złotych, przy śmiesznym nakładzie 300-500 egzemplarzy. Ale w takich zawrotnych liczbach wydaje się dziś poezję. Dawno temu obiecałem sobie, że nigdy nie będę dopłacać do swoich książek i tego się trzymam. Na prozie udało mi się nawet zarobić parę złotych, wliczając honoraria i nagrody. W przypadku poezji na to nie liczę.

W najlepszym przypadku tomik wyjdzie w tym roku, w gorszym – w 2012, w najgorszym – wcale. Nie mogę tego przecież wykluczyć.

piątek, 4 lutego 2011

Seamus Heaney opisany

Seamus Heaney musiał się znaleźć na mojej liście stu najwybitniejszych poetów wszech czasów. I znalazł się. Ale nie tylko dlatego kapitalna książka Jerzego Jarniewicza „Heaney. Wiersze pod dotyk” dostarczyła mi podwójnej przyjemności.

Po pierwsze, to wnikliwe, ale i fascynujące odczytanie twórczości Heaneya, o którym słusznie powiadają, że jest najważniejszym irlandzkim poetą od czasów Yeatsa. Po drugie, miła jest świadomość, że ukazują się jeszcze książki poświęcone poezji. Wprawdzie Heaney jest laureatem literackiego Nobla, więc łatwiej wydać książkę o nim niż o poecie mniej znanym. To jednak teoretyczne złożenie, bo poezję czytają nieliczni, a czytających książki o niej jest jeszcze mniej. Chwała więc Znakowi, że opublikował „Heaneya”.

Jarniewicz, sam poeta, także tłumacz i literaturoznawca, poświęcił twórczości Irlandczyka jedenaście esejów. To analiza bliska doskonałości, a często doskonała, odsłaniająca bogactwo znaczeń i sensów, jakie kryje ta poezja. Czytajcie, a będziecie oświeceni, tak jak ja oświecony zostałem.

wtorek, 1 lutego 2011

Czasu bez-względność

Czas który mi pozostał
będzie biegł od teraz
tak samo jak wcześniej
ani szybko ani wolno
jednak dla mnie będzie go za mało
i za mało by zdążyć się
z wszystkimi pożegnać
i spełnić swoje ostatnie życzenie:
wejść w ciemność bez żalu