wtorek, 30 listopada 2010

Brodski

Pewnie przyjemnie dziś w Wenecji,
Pan tam pisał swoje pieśni,
Pana tam budziły dzwony,
Pan był tam zadowolony.

Lecz pan to znał lepiej niż my,
Gdy pod butami szron się skrzy,
Gdy tylko mróz i śnieg wciąż sypie.
Niech pan śpi ciepło, panie Josifie.

sobota, 27 listopada 2010

Pożegnanie z Wallanderem

Skończyłem czytać „Niespokojnego człowieka” – z żalem, bo to ostatnia, dziewiąta powieść Henninga Mankella o komisarzu Kurcie Wallanderze. Mankell żegna się ze swoim bohaterem pięknie i godnie.

Dzięki Mankellowi i Wallanderowi polubiłem kryminały, bo wcześniej, jeśli po nie sięgałem, to zazwyczaj byli to albo Christie, albo Chandler. Powieściowy Wallander jest jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. I żaden, choćby najlepszy, aktor z serialu czy filmu nie jest w stanie go zastąpić. Bo każdy czytelnik, ja także, ma swoje wyobrażenie tej postaci.

O „Niespokojnym człowieku” będę pisał więcej w Salonie Kulturalnym. Salon objął patronat nad polskim wydaniem książki, której fanom Kurta Wallandera specjalnie polecać nie trzeba.

czwartek, 25 listopada 2010

Była czarną owcą w rodzinie

Była czarną owcą w rodzinie bo często się uśmiechała
więc nie pasowała do reszty Ciotka Irena
Niech spoczywa w pokoju Jeszcze dzień przed
żartowała i nas pocieszała zamiast odwrotnie
I zawsze chciała być poetką dlatego pisała
wierszyki z rymami Ostatni usłyszeliśmy
na jej słonecznym pogrzebie żegnała się w nim
z wszystkimi i miałem wrażenie że jest gdzieś obok
tylko nie chce żeby ją zauważono bo znowu sobie
żartuje Mówię wam to był najbardziej pogodny
pogrzeb w moim życiu Pogodny jak wrzesień
w starym sadzie gdy światło głaszcze drzewa

Ciotka Irena Jaka z niej wspaniała kobieta była
a ja wiem o tym jak zwykle za późno

środa, 24 listopada 2010

A gdyby napisać o tych chłopcach

A gdyby napisać o tych chłopcach
wszystko jedno z jakiego powstania
i z jakiej wojny Napisać bez rocznicy
bez fanfar to znaczy niepatriotycznie
ale po ludzku Że niektórzy chcieli do mamy
a kiedy świstały kule nie było podniośle
tylko śmierdziało O tych chłopcach
których Pan Bozia zabrał do siebie
choć wcale nie oglądali się za śmiercią
woleli za dziewczynami

poniedziałek, 22 listopada 2010

Tam gdzie nigdy nie byłem

tam gdzie nigdy nie byłem rozmawiam z tobą
ale z kim miałbym rozmawiać pod twoją
nieobecność jeśli nie z tobą Tam gdzie
nigdy nie byłem czuję się najlepiej Kto
okazałby mi tyle cierpliwości tam gdzie
brak ciebie dokucza bardziej niż obecność
innych Którzy pewnie myślą że jestem
stuknięty skoro mówię do siebie tam gdzie
nigdy nie byłem w ciszy głębokiej jak noc

niedziela, 21 listopada 2010

Mój bohater

Dawno temu mój ojciec opowiadał mi
na dobranoc wojenne bajki
i mówił że te blizny na nogach są
po odłamkach Ale prawda była inna
mój ojciec nie był ranny pogryzły go psy
gdy po wojnie chodził na jabłka do ogrodu
sąsiada i miał uraz przez całe życie
Powiedziała mi to ciotka jego siostra
śmialiśmy się z tego oboje
więc jeśli jest jakieś niebo
a w nim mój bohater to psy sąsiada
są razem z nim i już się ich nie boi

piątek, 19 listopada 2010

Jakiś ślad przecież zostanie

Jakiś ślad przecież zostanie Włos
na grzebieniu zapisany kalendarz
kilka martwych kont z nieznanymi hasłami
bilingi kwit z pralni rachunki maile
mandat za prędkość list od
życzliwego zasuszony kwiatek
pamiątka pierwszej miłości okruch
w czyimś wspomnieniu włoska widokówka
cokolwiek co pomoże ustalić

Jakiś ślad przecież musi zostać
To niemożliwe niemożliwe
żeby mnie nie było

czwartek, 18 listopada 2010

Czytam Rogera Watersa

Tak, tym razem czytam, a nie słucham Rogera Watersa, byłego lidera zespołu Pink Floyd. Z ośmioletnim opóźnieniem dotarła bowiem do mnie książka Watersa „Antologia tekstów i przekładów 1968-2002” wydana przez In Rock (dzięki, Panie Piotrze). Są tu wszystkie teksty Watersa pisane dla Floydów, a także te, które ukazały się na jego solowych albumach. Antologia jest dwujęzyczna. Polskich przekładów dokonali Lesław Haliński i Tomasz Szmajter.

Kiedy chcę sprawdzić, czy autor tekstów piosenek może uchodzić za poetę, stosuję jedno kryterium: jego teksty muszą się obronić bez muzyki. Czy zatem Waters jest poetą? On sam w „Nobody Home” pisze/śpiewa, że Moje wiersze są w tej czarnej torbie, więc za poetę się chyba uważa. Ale w jego przypadku wspomniane wyżej kryterium może być zawodne, teksty Watersa na poszczególnych płytach tworzą całość, opowiadają złożoną historię, są czymś w rodzaju libretta. Są też zaangażowane społecznie. Poza tym widać, jaką traumą dla Watersa było dzieciństwo i śmierć ojca podczas wojny.

No dobra, ale czy Roger Waters w swoich tekstach jest śpiewającym poetą? Jest. Weźmy „Paranoid Eyes” z mojej ulubionej płyty Floydów „The Final Cut” (de facto to płyta nagrana przez samego Watersa):

Wierzyłeś w ich słowa o sławie, pieniądzach, honorach,
Teraz gubisz się w trunkowej mgiełce wieku średniego.
Gwiazdka z nieba jest za wysoko.
A ty kryjesz się
Za łagodnym spojrzeniem.

A w oryginale to brzmi jeszcze lepiej.

Polecam też lekturę przypisów, które mogą pomóc w pełnym zrozumieniu tekstów nawet osobom świetnie znającym angielski. Bo kto by np. przypuszczał, że pod słodkim imieniem Maggie w „The Postwar Dream” kryje się Margaret Thatcher?

No i jeszcze jedno: gdy się czyta antologię Watersa, piosenki Floydów dźwięczą w głowie. I nie ma siły, trzeba od razu ich posłuchać z płyty.
Roger Waters, fot. Daigo Oliva

wtorek, 16 listopada 2010

Wracam do wierszopisania

Po latach poetyckiej wstrzemięźliwości, wróciłem do wierszopisania. Albo inaczej: wracam do wierszopisania. Ostatni tomik – „Sierżant Garcia nie żyje” wydałem w 1998 roku, więc dawno. Potem były wiersze pisane do komputera, czasami publikowane w jakichś antologiach, i niepoważne wierszyki zamieszczane w prasie codziennej. Ale kolejnego tomiku się nie dorobiłem.

Oczywiście, na razie za wcześnie, by mówić o nowej książce poetyckiej. Niech się trochę wierszy uzbiera, żebym miał co odrzucić. Do tych nowych nie nabrałem jeszcze dystansu, nie umiem na nie spojrzeć chłodnym okiem. Zapisuję je, bo przychodzą do mnie, tak jak kiedyś. Przeprosiły się ze mną? No zobaczymy.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Ty tak pięknie przeklinasz

Ty tak pięknie przeklinasz więc chociaż
przekleństwa nie przystoją kobiecie (tak powiadają)
nie mam ci tego za złe a przeciwnie
lubię gdy rzucasz słowami zwanymi brzydkimi
bo w twoich ustach brzmią inaczej niż
w każdych innych nie smakują jak piołun
nie są brudne żadne mnie nie uraża
jest w nich za to namiętność i oczywiście
pieprz

piątek, 12 listopada 2010

Kiedyś zamieszkam w Pradze

Kiedyś zamieszkam w Pradze W życiu trzeba
mieć jakiś cel kochanie więc to będzie to
Zamieszkam blisko Wyszehradu
i blisko przystanku tramwaju
linii numer siedemnaście Żebym mógł
jeździć tam i z powrotem wzdłuż spokojnej
rzeki przyglądając się spokojnym ludziom
Nauczę się ich języka który śmieszy
moich rodaków ale mnie się podoba
to Prosím vás jest łagodne a mnie
potrzeba łagodności kochanie I będę popełniał
czeskie błędy cokolwiek one znaczą
i oglądał czeskie filmy A w kieszeni nosił
kamyki dla Františka K. I będę wypatrywał ciebie
kochanie bo w życiu trzeba mieć jakiś cel

czwartek, 11 listopada 2010

Nie martw się o mnie

Nie martw się o mnie choć wiem
że i tak będziesz To silniejsze
niż twoja niechęć
                         Gdy dwoje
ludzi zamyka się w sobie niekoniecznie
stają się jednym Bo co znaczy być razem
patrzeć w to samo okno
łykać te same proszki na przetrwanie

Jesteśmy jak dwie opustoszałe wyspy
Wszyscy już uciekli Czekamy aż
śmierć nas rozdzieli
                             A później połączy

poniedziałek, 8 listopada 2010

niedziela, 7 listopada 2010

Targi Książki w Krakowie – uzupełnienie

To już ostatnia (chyba) porcja zdjęć z targów. Bo mi się z Notesu Poetyckiego fotoblog zrobi.

Eustachy Rylski

Tadeusz Słobodzianek

Steffen Möller

Martyna Wojciechowska

Natalka Babina

A to ja, zmęczony i głodny, ale zadowolony, czego nie widać :)

piątek, 5 listopada 2010

czwartek, 4 listopada 2010

Dwa dni na targach w Krakowie

Piątek i sobotę spędzę na Targach Książki w Krakowie. Lubię te spotkania z pisarzami, wydawcami i książkami. Dla wszystkich, którzy kochają książki, targi są przyjemnością, mimo gwaru i ścisku. I tak jakoś raźniej się robi, kiedy się widzi tłumy czytelników w hali targowej. Wtedy sobie myślę, że jeszcze nie wszystko stracone. 

poniedziałek, 1 listopada 2010

Śmierć na mnie czeka za tamtym drzewem

Śmierć na mnie czeka za tamtym drzewem
a ja się chowam za umarłymi
Ona zabawia się mną bezwstydnie
wie że jej nigdy nie zdążę uciec

Śmierć na mnie czeka za tamtym lasem
jeszcze odbiegnę oszukam siebie
Ona cierpliwa i jak pies wierna
nadejdzie pora do gardła skoczy

Śmierć na mnie czeka przed tamtym domem
jest jej wesoło bać się nie musi
Ona w czerwonej jest dziś sukience
słyszę że śpiewa piosenkę o mnie