sobota, 30 listopada 2013

Wspomnienie o Zbyszku Nosalu

Córka Zbyszka Nosala, Hania Józefik, wspomina w tym filmie swojego Ojca, świetnego reportera, dziennikarza, a także poetę. Ja też się wypowiadam. Film zrealizował Antoni Kocela podczas finału Ogólnopolskiego Konkursu na Reportaż im. Zbyszka Nosala - 29 listopada w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Kielcach.

piątek, 29 listopada 2013

Tako rzecze Wiesław Myśliwski



Dużo mądrych i ciekawych rzeczy mówił wybitny pisarz Wiesław Myśliwski podczas spotkania z czytelnikami w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Kielcach (28 listopada). Zanotowałem kilka jego myśli, żeby się z Wami nimi podzielić. Posłuchajcie więc słów Mistrza:
   
Swoje książki piszę ołówkiem, zawsze tak było. Nie korzystam z Internetu, nie mam komputera. To znaczy w domu jest komputer, żona gra na nim w kulki.

Pisanie to proces poznawczy. Nie mam przygotowanego planu powieści, pisząc improwizuję. Nie wymyślam postaci ani scen przed napisaniem książki, one powstają dopiero w trakcie pracy.

W powieści od fabuły ważniejsze jest dla mnie słowo.

Pierwsze zdanie powieści jest najważniejsze. Posiada tę moc, że wywołuje następne zdanie i następne, aż powstanie książka.

Każdy może interpretować i odczytywać książkę jak chce i za każdym razem będzie to inne odczytanie. Gdyby nie trąciło to pychą, mógłbym powiedzieć, że napisałem tyle książek, ilu mam czytelników.

Książka napisana jest dziełem zamkniętym. Nie czytam swoich książek, gdy są już wydane, żeby nie mieć pokusy zmieniania czegokolwiek. Zmienianie byłoby nieuczciwe wobec czytelnika  

Każde dzieło literackie jest ułomne, ale to dobrze.

Moralizowanie jest strasznie nieodpowiedzialne, a ja nienawidzę, gdy ktoś poucza młodych, jak mają żyć.  Każdy sam musi znaleźć odpowiedź na pytanie o sens życia. Wszelkie ogólne recepty tchną ideologią, a ja żadnej nie znoszę.

To nieprawda, że nie lubię Dwikóz (miejscowość, w której urodził się Myśliwski – GK). Ja nie lubię tam przyjeżdżać, ponieważ kiedy tam jestem, widzę, ile mnie umarło. W Warszawie tego tak nie odczuwam.   

czwartek, 21 listopada 2013

Baudelaire. Epizod 1843



Sięgnąłem do swojego tomiku „Strip-tease”, który metodą powielaczową ukazał się w 1989 roku (miałem wtedy 26 lat), w nakładzie 500 egzemplarzy i w cenie 50 zł. Redaktorem był poeta Zdzisław Antolski. Nie wiem, ile lat nie zaglądałem do tej książeczki, z dziesięć co najmniej, a o niektórych wierszach zupełnie zapomniałem. Na przykład o tym o Baudelairze:       

Paryż jest szczurzym miastem
małe dziwki przeglądają się
w rynsztokach
nad ranem wracają
do zimnych nor
śmierdząc męskim łojem
bez dziewictwa
i wspomnień
przypominają głodne myszy
dokarmiam je starym serem
i okruchami z wierszy
potem przychodzi
Jeanne Duval
żywa kobieta
o cierpkim ciele
jej kreolska twarz
jest wierna
jak pamięć matki
czuwa w ciemności
nad grobem
mojego łóżka
ona
której skóra jest
tkanką nocy
Jeanne Duval
prawdziwsza
od śmierci

czwartek, 7 listopada 2013

Hurra, hurra, mamy Skwer Niziura!




Jako człek chadzający własnymi ścieżkami rzadko angażuję się w inicjatywy społeczne, ale tym razem nie mogłem postąpić inaczej. Chodziło mianowicie o Edmunda Niziurskiego, pisarza urodzonego w Kielcach, autora wielu popularnych książek dla młodzieży. Mistrza, którego miałem szczęście poznać osobiście.

A było tak. 10 października, gdy pojawiła się smutna informacja o śmierci Pisarza, Paweł Kotwica (dziennikarz „Echa Dnia”) rzucił pomysł na Facebooku, by nadać imię Edmunda Niziurskiego wybranemu miejscu w Kielcach. Ja pomysł Pawła nagłośniłem, też na FB, a Krzysiek Krogulec (dziennikarz, z którymi wiele lat pracowałem w „Słowie Ludu”) wskazał najlepszą lokalizację – teren przylegający do rezerwatu przyrody Kadzielnia. To miejsce odwiedzane przez młodzież, ponieważ jest tam skatepark. Do naszej inicjatywy dołączył się także kielecki radny Mariusz Goraj. Poparło nas wielu fanów twórczości Niziurskiego, nie tylko z Kielc.

Potem napisałem uzasadnienie, Mariusz złożył wniosek w magistracie i nadał tzw. bieg sprawie. Dzisiaj Rada Miasta Kielce jednogłośnie przyjęła uchwałę w sprawie nadania imienia Edmunda Niziurskiego skwerowi przy Kadzielni.     

Cóż mogę powiedzieć? Urwisy się  cieszą.

środa, 6 listopada 2013

sobota, 2 listopada 2013

„Wdowy”, czyli reaktywacja Mrożka


Tomasz Nosinski i Mirosław Bieliński rywalizują o Wdowę Trzecią czyli Śmierć, którą gra Beata Pszeniczna
Piotrowi Szczerskiemu, szefowi kieleckiej sceny, nie udała się zmiana patrona teatru ze Stefana Żeromskiego na Sławomira Mrożka, natomiast inscenizacja sztuki pt. „Wdowy” tego ostatniego – jak najbardziej.

Szczerski reżyserował już „Wdowy” przed sześciu laty, ale teraz – po śmierci wybitnego dramaturga, który był z kieleckim teatrem zaprzyjaźniony – zdecydował się spektakl reaktywować, niemal w całkowicie nowej obsadzie – z poprzedniego składu pozostał tylko Mirosław Bieliński. No i w nowym przedstawieniu grany przez Dawida Żłobińskiego Kelner ewidentnie stał się alter ego zmarłego autora.

„Wdowy” nie są najwyższym gatunkowo dziełem Mrożka, ale jak niemal każdy utwór mistrza wykonane zostały ze szlachetnego kruszcu. Ta groteskowo-komiczna opowieść o śmierci, w ujęciu Szczerskiego jest tyleż lekka, co przygnębiająca, choć to drugie uczucie przychodzi dopiero po pewnym czasie. Bez zarzutu grają aktorzy, dlatego wymieniam wszystkich: Teresa Bielińska (Wdowa Pierwsza), Joanna Kasperek (Wdowa Druga), Beata Pszeniczna (Wdowa Trzecia), Dawid Żłobiński (Kelner)  Mirosław Bieliński (Pan Pierwszy) i Tomasz Nosinski (Pan Drugi).       
   
Polecam ten spektakl.

Dodam jeszcze, że wdowa po dramaturgu, Susana Osorio-Mrożek, przyjechała do Kielc na powtórną premierę „Wdów”. Pani Mrożek była wyraźnie wzruszona.

Sławomir Mrożek, „Wdowy”. Inscenizacja i reżyseria Piotr Szczerski, współpraca scenograficzna Jerzy Sitarz, kostiumy Iwona Jamka, reżyseria świateł Krzysztof Sendke. Teatr im. Żeromskiego w Kielcach, premiera wrzesień 2007 – reaktywacja 2 listopada 2013.           

Fot. Grzegorz Kaczmarczyk

piątek, 1 listopada 2013

Tuwim My Love


1 Listopada to dobry dzień, by napisać o Julianie Tuwimie – w grudniu br. minie 60. rocznica śmierci poety. Choć prawdę mówiąc, każda okazja jest dobra. A poza tym jestem świeżo po lekturze książki Mariusza Urbanka „Tuwim. Wylękniony bluźnierca”.
    
Lubię biografie pisane przez Urbanka. Raz, że są zajmujące, dwa – twórcy, o których Urbanek opowiada, są niezwykli (Tyrmand, Broniewski, Brzechwa, Wieniawa-Długoszowski, Kisielewski). Nie inaczej jest z najnowszą książką. Nie mogłem jej nie przeczytać, tym bardziej że Tuwim to jeden z moich ulubionych poetów, którego wierszami zawsze będę się zachwycał.   

Nazywany księciem poetów Julian Tuwim, był twórcą, którego życie wypełniały paradoksy, które przypomina Urbanek. Z jednej strony – geniusz polszczyzny, świetny tłumacz poezji rosyjskiej i kolekcjoner niezwykłych słów z języków całego świata, z drugiej strony – żadnego języka obcego nie potrafił dobrze opanować. Czuł się Polakiem, ale antysemici nieustannie przypominali mu żydowskie pochodzenie. On sam początkowo odcinał się od Żydów, to się zmieniło, gdy wybuchła wojna.

Był Tuwim autorem cudownych wierszy dla dzieci i dla dorosłych, ale też piewcą Stalina, który wrócił po wojnie do kraju i korzystał z przywilejów, jakie mu zaoferowali komuniści. Tego ostatniego nie mogli mu wybaczyć przyjaciele, którzy zostali na emigracji, choć większość nigdy nie przestała go cenić jako poetę.

I jeszcze jeden paradoks – nazwa partii Jarosława Kaczyńskiego pochodzi z Tuwimowskiej „Modlitwy”.           

Dla wszystkich fanów autora „Kwiatów polskich” książka Mariusza Urbanka to lektura obowiązkowa. Pozostałym też nie zaszkodzi.

Mariusz Urbanek, „Tuwim. Wylękniony bluźnierca”, Iskry, Warszawa 2013, s.339.