wtorek, 30 marca 2010

Ballada dla dwojga

On kochał tyle młodych kobiet
że wspominając ich imiona
myli się ciągle niczym starzec
w którego głowie rak zasypia

Ona kochanków nie liczyła
zostało po nich trochę drobnych
obrączki srebrne fotografie
kilka siniaków na pośladkach

Może spotkają się przypadkiem
w tanim hotelu gdzieś przy drodze
albo w tym samym sklepie mięsnym
kupią kiełbasę na kolację

Potem umówią się na chwilę
i będą smutnie uśmiechnięci
Gdy po raz trzeci się zobaczą
adresy złączą wspólnym kluczem

Wtedy narodzi się legenda
o dwojgu ludziach co nie wierzą
ale próbują jeszcze złapać
uciekające krople deszczu

„Ballada dla dwojga” była drukowana w tomiku „Niebieski motyl i inne wiersze”, ale lubię ją i dlatego teraz przypominam. 

poniedziałek, 29 marca 2010

Z lektur. Krystyna Miłobędzka


Krystyna Miłobędzka nie jest poetycką gwiazdą (używam tego określenia bez przekąsu), ale przy swojej osobności i skromności z całą pewnością jest poetką wybitną.

Z Biura Literackiego dotarły do mnie dwie książki poetyckie Miłobędzkiej: „zbierane, gubione” i „znikam jestem”. Pierwsza to zbiór wierszy z wszystkich tomików poetki, druga jest zapisem czterech wieczorów autorskich, z utworami, ale i komentarzem autorki. Do tego płyta CD będąca dźwiękowym utrwaleniem spotkań poetki z czytelnikami.

Miłobędzka debiutowała w roku 1960 cyklem „Anaglify”. Od tamtego czasu wydała kilkanaście tomików, lecz tak naprawdę zaczęła być zauważana i doceniana dopiero w latach 90. Lepiej późno niż wcale.

Obie wydane przez BL książki to fascynujące spotkania z poezją i jej autorką. Utwory poetki z Puszczykowa pod Poznaniem pokazują, jak wielką wartość ma słowo i jak wielką jest tajemnicą. Miłobędzka pozwala nam posmakować tej tajemnicy.

Poezja jest niedefiniowalna, można tylko próbować się zbliżyć do określenia tego, czym jest. Krystyna Miłobędzka mówi czytelnikom w „znikam jestem”, że poezja jest czymś niezwykłym, nadzwyczajnym, większym i ważniejszym od tego, co jest rzeczą codzienną; (...) potrafi powiedzieć to, czego w zwykłym języku powiedzieć nie potrafimy, albo w ogóle nie potrafimy powiedzieć.

A o wrocławskim Biurze Literackim, które jest nie tylko wydawnictwem, lecz instytucją poetycką zupełnie wyjątkową w Polsce, będę miał okazję jeszcze nieraz napisać.

sobota, 27 marca 2010

Wszystko

Pewnie w tym problem jest, że dużo
Chciałbym Ci jeszcze opowiedzieć,
Zanim kamienie w naszych piersiach
Uwierać zaczną nas swym lodem.

Nie nazywajmy po imieniu
Rzeczy poznanych aż zanadto,
Lecz tamte drzewa, zapach igieł,
Wszystko jest Tobą, nawet śmierć.

Tak się to dziwnie ułożyło,
Że czując także mamy rozum,
Więc nasze koty i psy nasze
Są spokojniejsze niż my teraz.

I niech zamilkną ci, co zawsze
Umieją pięknie wytłumaczyć,
Objaśnić mądrze mi, dlaczego
Wszystko jest Tobą, nawet śmierć.

Będziemy długo śnić o sobie.
Gdy nas zabraknie, sny zostaną.
Jedyny dowód na istnienie
Dwojga, co kiedyś się kochali.

Ja zmienić tego nie potrafię,
Dlatego zimna czułość nocy,
Każde spojrzenie obcych oczu,
Wszystko jest Tobą, nawet śmierć.

Ten wiersz nie był nigdzie publikowany. Napisałem go kilka lat temu, jeśli nie liczyć ostatniej zwrotki, nad którą jeszcze niedawno pracowałem.

piątek, 26 marca 2010

Pisanie, intymność

Marek Hłasko w „Pięknych dwudziestoletnich” wyznaje, że pisanie jest dla niego rzeczą bardziej intymną od łóżka.

Ma rację. Ale Hłasko był prozaikiem, autorem powieści i opowiadań, więc zakładam, że jego wypowiedź dotyczy prozy.

Ja jednak uważam, że rzeczą bardziej intymną od łóżka i pisania prozy jest – a w każdym razie bywa – pisanie wierszy.

Prozaik może się skryć za gąszczem słów, może mówić o fikcji, konfabulacji, prawdziwym zmyśleniu itp. Poeta nie ma takich możliwości. Jeśli pisze w pierwszej osobie, w najbardziej intymny ze wszystkich sposobów wypowiada siebie.

Tak, czasami pisanie wierszy graniczy z ekshibicjonizmem. Oczywiście nie chodzi mi o wiersze poświęcone wiośnie.

środa, 24 marca 2010

Wypisy poetyckie (2)

Co człowieka pociąga w drugim? Tajemnica?
Frank O’Hara, „Urodziny Johna Buttona”, tłum. P. Sommer

Ehej, jak gwałtem obrotne obłoki
I Tytan prętki lotne czasy pędzą,
A chciwa może odciąć rozkosz nędzą
Śmierć – tuż za nami spore czyni kroki!
Mikołaj Sęp-Szarzyński, „Sonet I”

André Chénier położył mężnie szyję.
A ja wciąż trwam – i to jest straszny grzech.
Marina Cwietajewa, „André Chénier”, tłum. J. Salamon

Nawet we snach odmówiłaś mi siebie,
Wysyłając mi jedynie dziewki służebne.
Ezra Pound, „TO KAΛON”, tłum. J. Niemojowski

Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie
Jonasz Kofta, „Kiedy się dziwić przestanę”

wtorek, 23 marca 2010

Noce bywają bezsenne

Wiersz, który zamieszczam poniżej, nie był dotychczas publikowany, więc można powiedzieć, że dzisiaj ma swoją premierę. Jest to zarazem mój pierwszy tekst poetycki, który zamieszczam w sieci przed jego publikacją w papierowym medium lub w tomiku. Czyli podwójna premiera.


Bezsenność

Nikt nie zasypia tak doskonale jak ty
a wiem kochanie co mówię wiem to
ja który bezsenność dostaję w prezencie co noc
ja który pogrążam się w bolesnym mroku
którego sny dopraszają się łaski
zmęczony tak samo przed i po przed i po
a ty zasypiasz doskonale pamiętając o mnie
ratując mi życie aż rozkwitnie dzień
i widzę cię w ciemności między cieniami cieni
i będę widział nawet gdy zamkną mi oczy
i jesteś mi bliska wtedy i na zawsze
i nie rozłączy nas śmierć ani żadna trwoga
więc razem kochanie idziemy na tę wojnę
bo nikt nie zasypia jak ty doskonale

poniedziałek, 22 marca 2010

Poeta Jacek Dehnel prozą

Wydawnictwo W.A.B. z zasady nie wydaje tomików poetyckich, co nie znaczy, że nie publikuje książek napisanych przez poetów. Leży przede mną „Fotoplastikon” Jacka Dehnela, poety, który napisał swoją książkę prozą, zresztą nie pierwszą wydaną przez W.A.B.

„Fotoplastikon” w połowie jest albumem, w połowie książką prozatorską. W połowie do oglądania, w połowie do czytania. Na stronie lewej czarno-biała fotografia, na prawej tekst dotyczący zdjęcia obok. Fotografie i pocztówki, które Dehnel wyszperał gdzieś na pchlich targach, pokazują świat już nie istniejący, zapomniany i nieznany. Zwykle nie wiemy dokładnie, tak jak autor, gdzie i kiedy zostały zrobione. Możemy się tylko domyślać, że w większości pochodzą z końca XIX i pierwszej połowy XX wieku, a zrobiono je w Niemczech, Austrii, Rosji, Ameryce, także na terenie dzisiejszej Polski. Są intrygujące, tajemnicze, zabawne albo bardzo dramatyczne.

Tak więc do każdej ze stu fotografii z „Fotoplastikonu” przynależy tekst – miniatura, która czasami staje się miniesejem, czasami felietonem, czasami zaś literacką impresją. A ja, czytając i oglądając „Fotoplastikon”, myślę sobie, że bez Dehnela-poety nie byłoby Dehnela-prozaika, który w swojej poetyckiej prozie przywołuje saską porcelanę, bransolety z cynfolii i szuwaks. Kto dzisiaj pamięta o szuwaksie?

„Fotoplastikon” jest książką trochę nie z tego świata. Nie z tego świata wydaje się też Jacek Dehnel i nie tylko dlatego, że na co dzień zwykł chodzić w surducie i meloniku.

niedziela, 21 marca 2010

Najlepsi polscy poeci na Dzień Poezji

Dzisiaj Światowy Dzień Poezji – nie słyszałem, żeby był w jakiś uroczysty sposób obchodzony, przynajmniej w Polsce. Poeci z tej okazji nie dostają odznaczeń, ale to może i lepiej, bo wierszy nie pisze się dla odznaczeń i akademii.

W Salonie Kulturalnym na Dzień Poezji przygotowaliśmy ranking najlepszych polskich poetów XX wieku. Z listy stu nazwisk podaję pierwszych dziesięć miejsc:

1. Zbigniew Herbert
2. Tadeusz Różewicz
3. Czesław Miłosz
4. Wisława Szymborska
5. Adam Zagajewski
6. Julian Tuwim
7. Ewa Lipska
8. Konstanty Ildefons Gałczyński
9. Krzysztof Kamil Baczyński
10. Jan Twardowski

A pełną listę stu najlepszych polskich poetów znajdziecie w Salonie.

piątek, 19 marca 2010

Książki za naszego życia

Zastanawialiście się, ile książek w ciągu życia można przeczytać?

Załóżmy, że czytamy dużo, tzn. jedną książkę tygodniowo. To i tak wielokrotnie więcej niż wynosi polska średnia krajowa. Czyli rocznie przeczytamy ponad 50 książek. Dużo, ale i tak mniej niż Artur Lundkvist, nieżyjący już członek Akademii Szwedzkiej przyznającej literackiego Nobla, który czytał 200 książek rocznie. My Nobli nie przyznajemy, więc poprzestańmy na... No dobra, powiedzmy, że się bardzo postaramy i przeczytamy rocznie 100 książek.

100 książek rocznie, czyli 1 000 w ciągu 10 lat. Niech nam zdrowie dopisuje i będziemy długo mogli cieszyć się życiem – w ciągu 80 lat przeczytamy 8 000 książek. To teoria, bo jeśli zdołamy przeczytać 5 000, to też będzie świetny wynik.

Ale niezależnie, czy mówimy o 5 000 czy 8 000 książkach, będzie to ciągle mniej niż liczy księgozbiór skromnej biblioteki osiedlowej. O wielkich bibliotekach nawet nie wspomnę. Tak jak i o tym, że rocznie w Polsce ukazuje się kilkanaście tysięcy nowych tytułów.

Mam tylko nadzieję, że nie zniechęcicie się do czytania książek...

czwartek, 18 marca 2010

Kiedy autor wie, że jego wiersz jest dobry?

Powyższe pytanie może się wydać nie na miejscu. Przecież każdy autor, zwłaszcza ten początkujący w wierszopisaniu, wie od razu, że tekst, który dopiero skończył pisać, jest dziełem doskonałym i nic nie trzeba w nim zmieniać, a już broń Boże skreślać. Cóż, dawno temu też tak uważałem...

Dzisiaj wiem, że nawet najwięksi poeci w pokorze poprawiają swoje utwory, zanim dopuszczą je do druku. Renesansowy poeta włoski Torquato Tasso całe życie ulepszał swój poemat epicki „Jerozolima wyzwolona”, co zresztą przypłacił obłędem, więc jego przypadek trzeba uznać za skrajny.

A ponieważ nie o skrajności chodzi, przypomnę, co radził profesor Kazimierz Wyka początkującym poetom: po napisaniu wiersza odczekaj trzy dni i dopiero wtedy przeczytaj go ponownie. Jeśli tekst ci się spodoba, znaczy, że jest niezły.

Od siebie zaś dodam, że im dłuższy dystans czasowy (oczywiście bez przesady), tym łatwiej autorowi o obiektywną ocenę własnego wiersza. Z zastrzeżeniem, że pełny obiektywizm nigdy nie będzie możliwy.

Dlatego nie obawiajcie się poprawiać własnych tekstów...

środa, 17 marca 2010

Grabaż jest poetą

Nowa płyta Strachów Na Lachy „Dodekafonia” pokazuje, że wśród wokalistów rockowych piszących teksty piosenek zdarzają się autorzy, których z czystym sumieniem można nazwać poetami. Nie jest ich wielu, ale są.

Krzysztof „Grabaż” Grabowski ze Strachów jest poetą.

„Dodekafonii” wysłuchałem z przyjemnością, choć w dużej mierze była to przyjemność masochistyczna. „Grabaż pisze i śpiewa bowiem wcale niewesołe piosenki. Najbardziej zapadają w pamięć te o Polsce: „Chory na wszystko”, „Ten wiatrak, ta łąka” i „Żyję w kraju”, ale i te osobisto-dekadenckie, jak „Radio Dalmacjia” czy „Cafe Sztok”, są równie świetne.

Dlaczego Grabaż zasługuje na miano poety? A dlatego, że pisze i śpiewa np. tak:
Mieszkam w teczce tekturowej
Mole chodzą mi po głowie
Czyjeś gumowe rękawiczki otwierają do mnie drzwiczki
Ścierają kurz z moich ust („Żyję w kraju”),
albo:
Śpiewam już tylko o Polsce i o złej miłości złe piosenki o złym
                                                                           systemie
Polska przychodzi do mnie tylko po autograf dla miłości zaś jestem
                                                                           złudzeniem
Nigdy nie będziemy jak Bonny i Clyde – ani orłem ani reszką
Będziemy jak ten deszczowy maj, jak ci wszyscy brzydcy ludzie
                                                                              z Tesco
                                                           („Chory na wszystko”)
albo:
Nieopisany tłok, że nie zmieścisz i pół szpilki
W każdy wieczór w Cafe Sztok – tu
Z miłości jeden się wiesza gość na strunie fortepianu
W Cafe Sztok mija tak dzień za dniem
Każdy może umrzeć dziś
W szal czarny go zawinie śmierć w Cafe Sztok („Cafe Sztok”).

I to dla mnie wystarczający dowód, by mówić o poezji w tekstach Grabaża.

Poza wokalistą Strachów poetami są, a przynajmniej bywają, Kasia Nosowska, Kuba Kawalec z Happysad, Adam Nowak z Raz Dwa Trzy, Muniek i Kazik Staszewski (pomijam tu wykonawców uprawiających tzw. poezję śpiewaną).
Niestety, większości śpiewających rodzimych „tekściarzy” nie da się nazwać nawet grafomanami...
A płyta Strachów jest znakomita, polecam.

wtorek, 16 marca 2010

Późne lato albo jesień

Zima długa jak syberyjska noc wszystkim już dopiekła, a raczej domroziła i dosypała. Próbowałem więc znaleźć tekst, który by ocieplił atmosferę, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że właściwie nie mam wierszy pogodnych, optymistycznych, hmm... letnich. Niestety. Jeśli już, to są jesienne, a w najlepszym razie późnoletnie. I nastroju raczej nie poprawiają. Tak jak ten:


Bez wzajemności

Robaki pełzną po ogrodzie
psy jabłka znoszą w smętnych pyskach
butwieją liście Żaden złodziej
z dobrodziejstw sadu nie skorzysta

Ludność pijana przy niedzieli
młodzież motory ćwiczy ostro
Dziewczyny liczą wielbicieli
patrzą gdzie krzaki dziko rosną

Śmieją się czarne brudne dziąsła
chustki jedwabne wiatr tarmosi
Miłość to tutaj sprawa prosta:
mało dostaniesz gdy poprosisz

Więc nikt nie prosi każdy bierze
rżą młode konie że łby skaczą
Zbrojni w sztachety są rycerze
lepiej nie próbuj z nimi zacząć

Kraju wyśniony lat dziecinnych
serce chamieje nieopatrznie
Kochać cię znaczy czuć się winnym
wstydzić się ciebie dużo łatwiej
(z tomiku „Niebieski motyl i inne wiersze”)

Ale jest jeszcze jeden powód, ważniejszy, dla którego przywołałem ten wierszyk sprzed lat. Mianowicie nowa płyta Strachów Na Lachy „Dodekafonia”. Teraz powiem tylko, że album bardzo mi się podoba, więcej napiszę w następnym poście.

poniedziałek, 15 marca 2010

Wypisy poetyckie (1)

najplastyczniejszym
opisem chleba
jest opis głodu
Tadeusz Różewicz, „Szkic do erotyku współczesnego”

gdy ktoś ma rację znaczy że już nie jest młody
e.e. cummings, „obym miał serce...”, tłum. S. Barańczak

Żebyśmy tylko tacy zdrowi byli.
A gwiazda Piołun niechaj też nam wisi.
Stanisław Grochowiak, „Objawienie według Świętego Jana”

Dobrze jednak wiem,
że poeta powinien zawsze powiedzieć więcej
niż to co kryje się w łoskocie słów.
Jaroslav Seifert, „Twarz nad moją twarzą”, tłum. J. Waczków

Jeśli poezja nie jest odpuszczeniem – szeptał do siebie –
nie spodziewajmy się miłosierdzia znikąd
Yannis Ritsos, „Dwanaście wierszy dla Kawafisa”, tłum. M. Sprusiński

niedziela, 14 marca 2010

Piszących więcej niż czytających

Osób piszących wiersze jest więcej od czytających poezję – coraz częściej mam takie wrażenie.

To jednak nie powinno dziwić, zważywszy że ludzie w naszym kraju w ogóle czytają niewiele książek, a co dopiero „nudną” i „ciężką” poezję. Pisać jest dużo łatwiej. Wystarczy, że umrze ktoś ważny albo zdarzy się coś radosnego dla narodu (złoty medal Justyny Kowalczyk), albo w polityce wybuchnie kolejna afera – już jest temat na wiersz. Trochę częstochowskich rymów, nieporadnych zdań ubranych w zwrotki. I gotowe.

Oczywiście, pisać – tak jak śpiewać – każdy może, niekiedy wierszopisanie odnosi nawet efekt terapeutyczny. Gorzej, gdy autorzy radosnej twórczości próbują się z nią podzielić z szerszym gronem, np. dzwoniąc do programów telewizyjnych emitowanych na żywo, by przeczytać swoje „dzieło”. To ostatnio plaga. Kulturalni prowadzący nie przerywają tych recytacji, ale po ich minie widać, że chętnie by to zrobili.

Nieco się zagalopowałem. W gruncie rzeczy chciałem jedynie zauważyć, co nie jest żadną złotą myślą, że bez znajomości poezji wybitnych poetów nie można pisać dobrych wierszy. Tylko powiedzcie to tym, co już uwierzyli w swoją wielkość...

sobota, 13 marca 2010

„Ulica Długa” po latach

Czasami jestem zapraszany na spotkania autorskie. Od pewnego czasu każde rozpoczynam od przeczytania wiersza sprzed lat pt. „Ulica Długa”. Nie ukrywam, że do jego napisania zainspirowała mnie poezja Josifa Brodskiego. To jeden z niewielu moich tekstów, które znam na pamięć. Lubię go. Może i Wam się spodoba?

Ulica Długa

Pierwsze co widzisz to wieża kościoła
Grozi ostrzega niczym palec Boży
Kościół zamknięty jest już po nieszporach
na zakrystii ksiądz w sutannie i komży

Senne miasteczko Samo serce Polski
Gdy wzrok wytężysz znajdziesz je na mapie
Główna ulica chociaż ma dwa kroki
mieni się Długą żeby było łatwiej

ustalić adres kiedy list nadejdzie.
Ale to rzadkość Częściej można spotkać
starą furmankę oraz – tak jak wszędzie –
gliniane garnki na lichych opłotkach

Mieszka tu doktor Wprawdzie weterynarz
to jednak lekarz Jest nauczycielka
co każdą lekcję przywykła zaczynać
od pochwalenia swojego kundelka

Prócz tego rzeźnik i fryzjer-emeryt
który przed wojną strzygł nie lada głowy
Był jeszcze piekarz lecz zmarł na dyfteryt
więc w jego miejsce wszedł posterunkowy

Tutaj bez trudu poznasz całą prawdę:
kto kogo okradł kto ubliżył komu
przyprawił rogi kto ma w sądzie sprawę
albo upędził beczkę samogonu

A gdy wieczorem wyjdziesz na ulicę
Długą rzecz jasna bo innej tu nie ma
możesz posłuchać jak gwiazdy z księżycem
toczą dyskusję o sensie istnienia

(wiersz z tomiku „Piosenka powieszonego amanta”)

piątek, 12 marca 2010

Kapuściński, Pound i „Klatka”

Prywatny blog to dla mnie nowe doświadczenie, choć samo prowadzenie bloga nie jest mi obce – współprowadzę od półtora roku Salon Kulturalny. Tutaj jednak, w Notesie Poetyckim, będę wypowiadał wyłącznie prywatne opinie, a wpisy będą miały osobisty charakter.
Będą też moje wiersze, starsze i nowsze, publikowane już w tomikach, antologiach i prasie oraz te ukryte w szufladzie, która dzisiaj nazywa się dyskiem komputera.
No to zaczynam – od książki „Kapuściński non-fiction”, w której Artur Domosławski odbrązawia wizerunek wybitnego polskiego reportera i pisarza, a także poety, który opublikował tomik „Notes” (no to już wiecie skąd – częściowo – wzięła się nazwa mojego bloga).
Książkę Domosławskiego zrecenzowałem w Salonie Kulturalnym, tutaj chcę zwrócić tylko uwagę na jedną rzecz: czy twórczość artysty powinno się oceniać w kontekście jego życia osobistego, czy obie te sfery należy rozdzielić? Nie ma jednej prostej odpowiedzi.
Napisałem kiedyś o tym wiersz, którego bohaterem jeden z najgenialniejszych poetów, Ezra Pound:


Klatka

Zrozumieć Pounda
jego drogę od kryształowych cantos

do klatki dla małp

Czy nie bezpieczniej
zrobić jakąś pożyteczną rzecz:
obrać ziemniaki
wyplewić ogródek
zamilknąć


(wiersz z tomiku „Sierżant Garcia nie żyje”)