wtorek, 16 marca 2010

Późne lato albo jesień

Zima długa jak syberyjska noc wszystkim już dopiekła, a raczej domroziła i dosypała. Próbowałem więc znaleźć tekst, który by ocieplił atmosferę, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że właściwie nie mam wierszy pogodnych, optymistycznych, hmm... letnich. Niestety. Jeśli już, to są jesienne, a w najlepszym razie późnoletnie. I nastroju raczej nie poprawiają. Tak jak ten:


Bez wzajemności

Robaki pełzną po ogrodzie
psy jabłka znoszą w smętnych pyskach
butwieją liście Żaden złodziej
z dobrodziejstw sadu nie skorzysta

Ludność pijana przy niedzieli
młodzież motory ćwiczy ostro
Dziewczyny liczą wielbicieli
patrzą gdzie krzaki dziko rosną

Śmieją się czarne brudne dziąsła
chustki jedwabne wiatr tarmosi
Miłość to tutaj sprawa prosta:
mało dostaniesz gdy poprosisz

Więc nikt nie prosi każdy bierze
rżą młode konie że łby skaczą
Zbrojni w sztachety są rycerze
lepiej nie próbuj z nimi zacząć

Kraju wyśniony lat dziecinnych
serce chamieje nieopatrznie
Kochać cię znaczy czuć się winnym
wstydzić się ciebie dużo łatwiej
(z tomiku „Niebieski motyl i inne wiersze”)

Ale jest jeszcze jeden powód, ważniejszy, dla którego przywołałem ten wierszyk sprzed lat. Mianowicie nowa płyta Strachów Na Lachy „Dodekafonia”. Teraz powiem tylko, że album bardzo mi się podoba, więcej napiszę w następnym poście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz