czwartek, 29 kwietnia 2010

Cienie

Nie ma mądrych kobiet Ty jesteś
wyjątkiem Szczęśliwym wybrykiem natury
który przypadkiem jak wszystko inne
przytrafił się również mnie

I nie ma szalonych mężczyzn
którzy słabość uważają za przywilej
i czerpią z niej siłę by zmieniać każdy dzień
Jeśli przyznaję się do tego to jestem nieskromny

Tak więc oboje różni jak cisza i gniew
podarowani sobie wbrew logice i porządkowi
otwieramy się na siebie by jeszcze raz zapomnieć
że winniśmy wierność naszym cieniom

Wiersz nie był publikowany.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Poezja i polityka się wykluczają

Czy poeta powinien się angażować w politykę? Jeśli chce być politykiem, to oczywiście może to zrobić. Tylko musi pamiętać, że traci wtedy jako poeta, zwłaszcza gdy nadal pisze wiersze, na dodatek polityczne.

Poezja polityczna niechybnie ociera się o publicystkę, a publicystka to śmierć dla poezji. Wiersz polityczny jest co najwyżej dokumentem epoki, ale rzadko kiedy jest dziełem artystycznym. Dobra poezja jest aktualna zawsze i wszędzie, niezależnie od upływu czasu, i nie musi podpierać się polityką. Ponadto gorący temat polityczny sprawia, że autor – nawet o uznanym nazwisku – traci kontakt z rzeczywistością i nie dostrzega banału, w jaki popada. Nawet rymy częstochowskie wydają mu się uzasadnione i go nie rażą.

Jeśli ktoś uważa, że piszę o tym wszystkim po lekturze politycznego wiersza Jarosław Marka Rymkiewicza pt. „Do Jarosława Kaczyńskiego” – ten ma rację.

piątek, 23 kwietnia 2010

Czym jest raj

Pewnie gdybym nie uwielbiał książek – przez co należy rozumieć czytanie i ich obecność – nigdy bym tego wiersza nie napisał:

Raj


Raj przypomina ogromną bibliotekę
z labiryntem pośród zakurzonych półek
omszałych tomów wolumenów arkuszy in folio quatro plano
ksiąg nadjedzonych przez niestrudzone mole
cieniutkich broszur nie potrzebujących grzbietów

Tak oto sądził Borges
który został dyrektorem biblioteki w Buenos Aires
już po tym gdy w jego oczach ostatecznie zaległa noc
Ufam słowom Wielkiego Ślepca: w zwojach pergaminu
pozostały wschody i zachody księżyca
upadające imperia arabscy władcy
nawet różany zapach zapomnianej kochanki Wergilego
Tej która dostąpiła raju


Z tomiku „Sierżant Garcia nie żyje”

środa, 21 kwietnia 2010

Wypisy poetyckie (4)

chciałbym nareszcie wiedzieć
gdzie kończy się wmówienie
a zaczyna związek realny
czy wskutek przeżyć historycznych
nie staliśmy się psychiczni skrzywieni
i na wypadki reagujemy teraz z prawidłowością histeryków
Zbigniew Herbert, „Rozważania o problemie narodu”

Nie zrobiłby mi tego, żeby tak wyglądać.
A takich koszul pełno jest po sklepach.
A ten zegarek to zwykły zegarek.
A te nasze imiona na jego obrączce
to są imiona bardzo pospolite.
Wisława Szymborska, „Identyfikacja”

chciałem zwątpić – w zwątpieniu znalazłem milczenie
to od czego się wiara z powrotem zaczyna
Jan Twardowski, „Koło”

Co po dniu, któremu z oczu wyłupiono promień?
Bo ja tym bardziej jestem, im bardziej mnie nie ma.
Wacław Iwaniuk, „Kamień i lament”

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Karnawał II

Legliśmy w gruzach bo tak nam było pisane
i już nas upiększają poprawiacze śmierci
makijaż krawat koszula sztywny garnitur
zegarek zbędny – czasu wystarczy na zawsze

Legliśmy w gruzach strojni kwitnący nicością
nie robaczywi jeszcze ciągle kochający
i mało nas coraz mniej w cichym karnawale
gdzie tańczą cienie rozsypanych istnień

Z tomiku „Sierżant Garcia nie żyje” 

czwartek, 15 kwietnia 2010

Przypomniał mi się Gałczyński

Tak jakoś, oczywiście zupełnie bez powodu, przypomniał mi się króciutki wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Wiersz został napisany w 1934 roku i nosi tytuł „Na pewnego Polaka”:

– Patrz, Kościuszko, na nas z nieba! –
raz Polak skandował
i popatrzył nań Kościuszko,
i się zwymiotował.

Dzisiaj można by w tytule zastosować liczbę mnogą.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Każdy ma prawo do żałoby

Myślałem, że w najbliższym czasie nic nie napiszę w Notesie, bo słowa nie zawsze są najważniejsze. Czasami okazują się zbędne.

Przez pierwsze dwa dni po katastrofie pod Smoleńskiem miałem nadzieję, że jednak coś się w nas zmieni na lepsze. Dzisiaj w to wątpię.

Każdy ma prawo do żałoby po Prezydencie, Pani Prezydentowej i dziewięćdziesięciu czterech Ofiarach tej strasznej katastrofy. Ale niektórzy chcieliby tę żałobę zawłaszczyć tylko dla siebie, szczególnie gdy chodzi o Prezydencką Parę.

Tracę nadzieję także wtedy, kiedy czytam i słucham wypowiedzi niektórych polityków, niektórych duchownych, niektórych internautów.

Niestety, już wkrótce wszystko wróci do normy.

Choć bardzo chciałbym się mylić.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Punkt

Ostatnio żyjemy
trochę szybciej
jak wyścigowe konie
puszczone w jedną
jedyną gonitwę
od wesela do pogrzebu
od zimy do wiosny
od rana do zmierzchu
w środku dnia
obgryzamy kość z mięsa
zapalamy papierosa
i patrzymy na zegarek
jeszcze jest czas
na porządkowanie cmentarzy
wieczorem jesteśmy senni
zmęczoną miłość odkładamy
do jutra

niewyobrażalne jest to
że nas nie będzie
mnie
i
ciebie
jak robak z owocu
zejdziemy w ziemię
przekroczymy punkt wyobraźni
w którym absurd
się urealnia
kiedy wszystko jest nic
a może więcej
może mniej
nie wiem

Wiersz z tomiku „Strip-tease”

czwartek, 8 kwietnia 2010

MTP

W południe zastyga życie Sklepikarze
zaciągają rolety i kładą się spać uciekając
przed słońcem Mężczyzna nie pierwszej młodości
odkłada książkę i chroni głowę w skąpym
cieniu parasola Kobieta o której myśli
jest daleko stąd w kraju jeszcze
bardziej gorącym niż ten Gdzie przeszłość
jest równie stara i martwa jak kamienie
Mężczyzna zastanawia się co właściwie tutaj robi
pośród hałaśliwego półnagiego tłumu
na wielkiej plaży Babel
Czasami dostaje esemesy które muszą
zastąpić rozmowy listy i smak jej ust
Nie spodziewał się że to go jeszcze dopadnie:
ten nagły ucisk serca suchość w gardle
smutna bezradność wobec rzeczy oczywistych
Mężczyzna szuka słów żeby nazwać to co czuje
lecz mimo że przeczytał setki książek nie przychodzi
mu do głowy nic innego jak Miłość Tęsknota Pragnienie
tak chyba to zna Chyba kiedyś to przeżył
Pisze więc na piasku MTP i szybko ściera napis
aby nikt nie dostrzegł że jest młodym chłopakiem
który pierwszy raz kocha i nie boi się śmierci

Wiersz nie był nigdzie publikowany

wtorek, 6 kwietnia 2010

Wypisy poetyckie (3)

Wzgórza zstępują w mglistą biel.
Ludzie lub gwiazdy
Patrzą na mnie ze smutkiem, zawiodłam je.
Sylvia Plath, „Owce we mgle”, tłum. T. Truszkowska

życie potrafi być głupie jak wnętrze
starych butów kiedy pies wyje na
deszczu.
Charles Bukowski, „jeden dolar 25 centów za galon”, tłum. M. Baran i D. Rodziewicz

A ten pająk co palce nicią ci oplata
Komu on pałac wznosi w złotym centrum świata
Jarosław Marek Rymkiewicz, „Do trupa”

Objąłem te ramiona i ujrzałem
to, co spoza nich zobaczyć mi dano:
jak się w pokoju powoli zlewały
kontury krzesła z oświetloną ścianą.
Josif Brodski, „Objąłem te ramiona”, tłum. A. Drawicz

W ten sposób dorobią się córki lub syna:
Idioty, idiotki, kretynki, kretyna.
Julian Tuwim, „Kartka z dziejów ludzkości”

niedziela, 4 kwietnia 2010

Wielkanocnie i nie tylko

Pisałem niedawno w Notesie, że swoje spotkania autorskie rozpoczynam od wiersza „Ulica Długa”. Kończę je natomiast utworem „Żeby”. Są to rymowane życzenia, dobre na święta i każdy inny dzień.

Żeby

Żeby nam wszystkim już było lepiej,
bogato w domu, a tanio w sklepie
i żeby smutek zniknął nam z oczu,
żebyśmy mogli tak dobroć poczuć
i sami dobro innym dawali,
żebyśmy więcej już nie płakali,

i żeby głupców wokół nie było,
a mądrym, żeby siły starczyło,
a chamy, żeby weszły na drzewa,
żeby przestała nas krew zalewać
i żeby wszelkiej maści kretyni
wiedli swój żywot na pustyni,

zaś nam spokoju, zdrowia najwięcej,
żebyśmy częściej myśleli sercem
i żeby w duszy nam ciągle grało,
i żeby kochać zawsze się chciało,
jeszcze otuchy, dużo, a jakże.
Wam tego życzę i sobie także.

piątek, 2 kwietnia 2010

Barabasz

Już byłem blisko już łkałem tajemnie
Wierzyłem w Ciebie jak Ty wierzysz we mnie
Nagle zwątpiłem Nie wiem czy to prawda
że wciąż mnie kochasz za to że Cię szargam

Bo przecież jestem tylko zwykłym łotrem
kogoś zabiję kogoś żywcem dotknę
Niechaj przebaczy mi anioł porządku
że się ukrywam pośród ciemnych kątów

Ty mi odpuścisz swą krwią miłosierną
za mnie umarłeś inni umrą ze mną
I tak odkupię tylko swoją winę:
żyjąc po ludzku i po ludzku ginąc

czwartek, 1 kwietnia 2010

Czytajcie węgierskich poetów

Czytałem książki kilku prozaików węgierskich: oczywiście Molnára, także Jókaiego, Kertésza, Máraiego. Ale z poetów znam tylko nazwisko Sándora Petőfiego – dla Węgrów jest tym, kim dla nas Mickiewicz, tyle że żył dwa razy krócej niż nasz Wieszcz. Może jeszcze kołaczą mi się nazwiska Jánosa Pilinszkiego i László Nagya. I to wszystko.

Z czasów szkolnych pozostała mi w głowie ta strofa z Petőfiego: Jedna myśl mnie trapi wroga/Że na łóżku skonać mogę/Lub też jak świeca z wolna gasnąca/Żywot swój mogę spełnić do końca. Cytuję z pamięci, więc może coś przekręciłem, nie znam też nazwiska tłumacza. Tomik Petőfiego (chyba z żółtej serii PIW-u) musiałem oddać do biblioteki, własnego niestety nie mam.

Nie mam też zbioru wierszy żadnego innego poety węgierskiego. Lecz właściwie powinienem napisać: nie miałem do dzisiaj, bo oto Biuro Literackie wydało „Węgierskie lato. Przekłady z poezji węgierskiej” Bohdana Zadury. To antologia, w której znalazły się utwory trzynastu węgierskich poetów – następców Petőfiego tworzących w XX wieku.

Trudno namawiać do czytania węgierskiej poezji, gdy – spójrzmy prawdzie w oczy – niewielu odbiorców ma poezja polska. Dla samych Węgrów poezja zawsze była ważna – pisze o tym przywoływany przez Zadurę Jarosław Iwaszkiewicz. Jednak dla polskiej czytającej mniejszości, lubiącej dobrą poezję, czas spędzony z „Węgierskim latem” nie będzie stracony. A ponieważ cenię Bohdana Zadurę, zakładam, że jego przekłady są równie piękne, co wierne.

I tak dla zachęty, początek wiersza Istvána Kovácsa „Wyznanie”:
Kiedy po raz pierwszy przed trzynastu laty
byłem tam, kościół w żałobie ujrzałem
i sarkofag: niemą kolebkę bez daty –
cisza w niej mchami ścieliła posłanie.

Czytajcie węgierskich poetów.