niedziela, 21 lipca 2013

Film nakręcony w Chrobrzu

Sobotnie popołudnie spędziłem w Chrobrzu na Ponidziu, gdzie Antoni Kocela nakręcił o mnie krótki film, który możecie obejrzeć poniżej.

środa, 17 lipca 2013

Przypadkiem w Ogrodzieńcu



Najlepsze są niezaplanowane i przypadkowe wycieczki. Tak było wczoraj, gdy razem z córką Hanią wracałem z Katowic, nieznaną mi trasą (tak mnie poprowadziła nawigacja) i nagle przed naszymi oczyma wyłoniły się piękne (tak, tak) ruiny zamku w Ogrodzieńcu, blisko granicy województwa śląskiego i świętokrzyskiego.

Oczywiście, obejrzeliśmy ten stary zamek, którego początki sięgają XII wieku, a najlepszy okres przypada na XV i XVI stulecie, gdy należał do rodziny Włodków i Bonerów. Potem dwukrotnie złupili go Szwedzi, reszty dokonali miejscowi chłopi rozbierając zamkowe mury i wykorzystując je do budowy własnych domów. Więc to, co zostało, jest ruiną, piękną, ale tylko ruiną. W Czechach podobny obiekt byłby odrestaurowany, lecz i historia naszych sąsiadów z południa była inna.

W ogrodzieńskim zamku powstawały zdjęcia do „Zemsty” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Jeśli będziecie przejeżdżać w pobliżu – polecam. Gdyby jeszcze w pobliżu i na samym zamku nie handlowano chińską tandetą, byłoby elegancko. 
             

niedziela, 14 lipca 2013

Ten straszny Matrix to Polska


Zdrada w dzień, w nocy i o świcie. Zewsząd zdrada. Niemcy i Ruskie u granic, a ich agenci plądrują kraj. Prezydent-męczennik zamordowany, brzoza sfałszowana. Zdrada niesłychana! Opozycja brutalnie szykanowana. Episkopat gnębiony i łupiony, do ostatniego lexusa. Ateiści przejmują władzę, z gejami, Żydami, feministkami i Lemańskim. Niezależne media kneblowane i prześladowane. Szpalty, jak serce, krwawią. Ruiny, zgliszcza, nędza i głód niesłychany. Zdrada! Nie ma kraju, nie ma niczego. Larum grają, panie Jarosławie, larum, panie Dudo!

Ten straszny Matrix według niektórych nazywa się Polska.

A ja, człek małej wiary, nie mogę uwierzyć, że można w to wierzyć.

piątek, 12 lipca 2013

Taki mały fragment z nowej książki



Książka się pisze, o czym informowałem, a dzisiaj kolejny mały fragment (oczywiście jeszcze przed redakcją i korektą):
 
Nie wyglądało to wszystko dobrze, pytania Bluma wytrąciły mnie z równowagi, miałem ochotę zapalić papierosa, jak zawsze, gdy się czymś zdenerwowałem.
– Zaczynam żałować, że w ogóle wtedy wyszedłem na korytarz – powiedziałem z żalem. – Mogłem siedzieć w pokoju i udawać, że nic nie słyszę, może teraz by mnie pan tak nie maglował.
Blum przystanął przy biurku dyrektora hotelu.        
Herr Topola – pierwszy raz zwrócił się do mnie używając mojego nazwiska – zapytam wprost: czy widział pan w pokoju Bielera jakiś rysunek? Na stoliku albo łóżku, pod łóżkiem, na krześle, gdziekolwiek?
– Rysunek? – zdziwiłem się. – Jaki znowu rysunek?
– Wykonany ołówkiem na papierze, przedstawiający nagą kobietę, leżącą w nieprzyzwoitej pozie, z rozłożonymi nogami. Laik powiedziałby, że to karykatura kobiecości, ale tak nie jest, w swej brzydocie to piękny rysunek, który był szkicem do jeszcze piękniejszego obrazu. Autorem jest Egon Schiele.
W pierwszej chwili nie dotarło do mnie, czyje nazwisko wypowiedział komisarz.
– Schiele?! – krzyknąłem w końcu z niedowierzaniem.       
– To szkic do Leżącej kobiety, która wisi na ostatnim piętrze Leopold Museum – powiedział spokojnie Blum. – Schiele namalował obraz rok przed śmiercią, a rysunek przez lata uważany był za zaginiony. Dopiero niedawno Bieler ogłosił, że jest w jego posiadaniu, kupił go od jakiegoś kolekcjonera, którego nazwiska naturalnie nie ujawnił.

środa, 10 lipca 2013

Kilka słów o pisaniu (nowej książki)


Ostatnio rzadziej udzielam się na Notesie, ponieważ pracuję nad nowa książką. Napisałem mniej więcej połowę, więc sporo pisania przede mną, a potem jeszcze poprawianie, którego nie lubię, ale przez które będę musiał przebrnąć.

Pisanie to walka z samym sobą, z własnymi słabościami (lenistwem, zmęczeniem), także nieustające pytania zdawane samemu sobie, czy to, co piszę, spodoba się czytelnikom, czy raczej zda się psu na buty, pytania tym dotkliwsze, że skoro poprzednia moja powieść spodobała się iluś tam osobom, chciałbym, że w przypadku nowej było podobnie, wiecie, rozumiecie.

Zakładam, że będę pisał jeszcze ze dwa-trzy miesiące, choć trudno to precyzyjnie określić.

A czy mówiłem Wam, że akcja nowej książki rozgrywa się w ciągu czterech dni 2012 roku w Wiedniu? Jeśli nie, to właśnie mówię.