środa, 27 czerwca 2012

Pilch jak odtrutka

Niedawno powstałe wydawnictwo Wielka Litera zaczęło od mocnego i celnego uderzenia. Nie, nie chodzi o książkę Janusza L. Wiśniewskiego, ale o „Dziennik” Jerzego Pilcha. Chciałoby się powiedzieć, że to lektura dla wszystkich, którzy w swym życiu kierują się zdrowym rozsądkiem. Ale ponieważ „zdrowy rozsądek” jest pojęciem względnym, powiem inaczej – to lektura dla wszystkich, którzy nie wierzą w zamach smoleński. Czyli, mam nadzieję, jednak dla większości.
W „Dzienniku”, którego obszerne fragmenty drukowane były w „Przekroju”, obcujemy z Pilchem felietonistą, gawędziarzem, pamiętnikarzem, komentatorem. Oczywiście, we wszystkich tych rolach Pilch jest już doskonale znany, również ze swoich powieści, ale tutaj nie musi konfabulować, tylko wprost i konkretnie odnosi się do otaczającej (i czasami atakującej) go rzeczywistości, łącząc najlepsze cechy swojego literackiego stylu.
Pisze więc Pilch o polityce i politykach, katastrofie smoleńskiej, piłce nożnej, rodzinnej Wiśle i Warszawie, w której obecnie mieszka, rodzinie i znajomych, książkach, które ostatnio przeczytał, prowadzi też polemikę (z Januszem Rudnickim). Pisze dowcipnie, a raczej ironicznie, mądrze, rozsądnie (i jest to rozsądek wzięty od ewangelików), również intrygująco.
Autorytety w naszym narodzie zostały skutecznie zdewaluowane. Nie wiem, czy Jerzy Pilch jest dla kogoś autorytetem , wiem natomiast, że warto go słuchać, bo jego zapiski w „Dzienniku” z lat 2010-2011 są dobrą odtrutką na brednie, niekiedy monstrualne, które płyną z ust nie tylko z ust polityków. A czytanie Pilcha… Cóż, przyjemność gwarantowana.
Recenzja ukazała się wcześniej w Salonie Kulturalnym.

wtorek, 26 czerwca 2012

Napisz sobie wiersz

Wstrząsający raport Obnaża patologię Polski:
Na krótkiej liście matka Madzi tańczy na rurze
to Staniszkis podała
Każdy chce zobaczyć tę Lalę
sukienka uratowała jej życie
Tymczasem samochód spadł z wiaduktu
i Smudzie jest przykro
matka biła ojciec nie reagował
i Smudzie jest przykro
Po odpadnięciu Venus chce zostać
by spocząć na Wawelu
Kobieta zalicza wpadkę za wpadką
utopiła się w aucie
i bajońskie zarobki przeszły jej koło nosa
Sytuacja jest krytyczna

(na podstawie newsów z sieci)

piątek, 22 czerwca 2012

Finał konkursu im. Zbigniewa Nosala


Zmarły przed piętnastu lat Zbigniew Nosal był znakomitym reportażystą i dziennikarzem, również poetą. Opublikował m.in. „Piekło na świętej górze”, pasjonującą książkę o więzieniu na Świętym Krzyżu.

Blisko przez dziesięć lat pracowaliśmy w jednej redakcji, Zbyszek był moim nauczycielem i przyjacielem, pasją do książek zaraziłem się m.in. od Niego. Przeżyliśmy wspólnie kilka przygód i dość niecodziennych zdarzeń, m.in. byliśmy na pogrzebie pewnej pisarki, przy czym następnego dnia okazało się, że był to pogrzeb zupełnie nieznanej nam osoby. A obaj byliśmy trzeźwi.

Dobrze, że jest konkurs Jego imienia.

wtorek, 19 czerwca 2012

„Berlin” wyjdzie w przyszłym roku

Zamilkłem na trochę, m.in. z powodu Euro, ale wracam. Najważniejsza dla mnie wiadomość: moja nowa powieść „Berlin, późne lato” wyjdzie w przyszłym roku, mam nadzieję, że w pierwszej połowie. Takie są wstępne ustalenia z Agnieszką Brzezińską, szefową wydawnictwa Dobra Literatura.
Po „Drodze do Tarvisio” będzie to druga moja książka opublikowana przez tę oficynę i liczę na to, że nie ostatnia. Bardzo dobrze współpracuje mi się z tym wydawnictwem.   

sobota, 9 czerwca 2012

„Niebezpieczne związki” – dobry spektakl

Jednak toczy się inne życie poza Euro. W sobotę wieczorem wybrałem się do Teatru im. Żeromskiego na ostatnią przed wakacjami premierę – „Niebezpieczne związki” Choderlosa de Laclosa w reżyserii Radosława Rychcika. Mimo że nie obejrzałem drugiej połowy meczu Holandia–Dania i pierwszej połowy spotkania Niemcy–Portugalia, nie był to wieczór stracony.
Jeśli ktoś nie czytał osiemnastowiecznej epistolarnej powieści „Niebezpieczne związki”, to zna zapewne którąś z adaptacji filmowych (szczególnie dwie, Frearsa i Formana, są znakomite). Streszczał więc książki nie będę.
Reżyser kieleckiego spektaklu swoją sceniczną wersję powieści uwspółcześnił, ale tym razem – w odróżnieniu od jego ubiegłorocznego „Hamleta” – mnie to w ogóle nie przeszkadzało. Widać, że Rychcik jest poszukującym artystą – materiał literacki jest dlań tworzywem, z którego lepi oryginalne teatralne dzieło: intrygujące, przykuwające uwagę, dające do myślenia. A w przypadku „Niebezpiecznych związków” – również udane. Podobała mi się też hipnotyzująca muzyka towarzysząca tej inscenizacji, Michała Lisa i Piotra Lisa.   
Myślę tylko, że niepotrzebnie do tekstu de Laclosa wplótł Rychcik fragmenty dwóch utworów innych pisarzy. Według mnie jego widowisko i bez tego pozostałoby uniwersalne: niezależnie od czasów, w których żyjemy, dobrze pamiętać – o czym pisał de Musset – że nie igra się z miłością.
Spektakl polecam.

piątek, 8 czerwca 2012

Euro, stety i niestety

Rozpoczynają się mistrzostwa Euro, a ja niestety należę do tych, których się nimi interesują. Piszę „niestety”, bo czasami zazdroszczę ludziom, którzy piłkę nożną mają w głębokim poważaniu, dzięki czemu oszczędzają sobie nerwów oglądając mecze – zwłaszcza polskiej reprezentacji. Ja tak nie potrafię, mecz mnie emocjonują, raz są to dobre emocje, raz bardzo złe, lecz jedne i drugie ocierają się czasem o zawał serca.     
W związku z Euro zostałem zaproszony przez portal CKsport.pl do pisania wokółpiłkarskich komentarzy, co już zacząłem robić. Piłka, piłką, ale o Notesie postaram się w ciągu najbliższych trzech tygodni nie zapomnieć.   

wtorek, 5 czerwca 2012

Praca nad „Berlinem” skończona

Dworzec na Potsdamer Platz w Berlinie pojawia się w mej powieści

Wreszcie mogę to powiedzieć: skończyłem pracę nad nową powieścią „Berlin, późne lato”. Nie wykluczam jeszcze jakichś poprawek, ba, nawet jestem ich pewien, to jednak nic w porównaniu z tym, co już zrobiłem.

A teraz będę odrabiał zaległości w lekturach i pisaniu recenzji i oczywiście oglądał mecze Euro 2012.