czwartek, 29 października 2015

„Strefa interesów” w Auschwitz. O nowej powieści Amisa


Są zdjęcia z czasów wojny, na których widać pogodnych esesmanów i rozbawione  kobiety w uniformach. W tle można zauważyć porośnięte trawą wzgórze, kawałek lasu, drewniane stoły. Załoga Auschwitz, z samym komendantem Rudolfem Hoessem, relaksuje  się po ciężkiej pracy. Nie wiadomo, jak daleko znajduje się obóz, gdzie każdego dnia do gazu wysyłane są setki czy tysiące ludzi. Ale pewnie gdzieś blisko.

O tych fotografiach myślałem, czytając najnowszą powieść Martina Amisa „Strefa interesów”. Brytyjski pisarz też musiał je widzieć, choć niekoniecznie były dlań inspiracją. Jednak od skojarzeń nie sposób uciec – akcja „Strefy interesów” rozgrywa się przede wszystkim na terenie obozu koncentracyjnego. Nazwa nie pada, lecz łatwo się domyślić, że chodzi o Auschwitz.

Czy można jeszcze napisać powieść (powtarzam: powieść), która będzie nowym spojrzeniem na Holocaust? Amis spróbował. Opowiadana w „Strefie interesów” historia rozpisana została na trzy głosy. Narratorami są esesman Golo Thomsen, komendant obozu Paul Doll i pracujący przy paleniu zwłok polski Żyd Szmul. Podobna wielogłosowość, a raczej wielość punktów widzenia nie jest nowością – tego rodzaju zabieg zastosował np. Remarque w „Iskrze życia”.

Niezwykłość, czy raczej odmienność, polega na czym innym. Martin Amis pokazuje „normalne” życie od strony esesmanów. Thomsen – który przemyśliwa, w jaki sposób oszczędzać więźniów, aby ich praca była efektywniejsza – zakochuje się w żonie komendanta. Doll, przeciwnie, chce (bo takie są oczekiwania władz w Berlinie), aby w jego obozie zagazowywano i palono jeszcze więcej ludzi niż dotychczas. Kiedy dowiaduje się o romansie żony, postanawia się zemścić – do tego będzie mu potrzebny Szmul.

Nakreślona w takim skrócie fabuła brzmi może banalnie. Ale też Amisowi o banalność i zwyczajność chodzi, skontrastowane z dziejącym się tuż obok, za drutami, niewyobrażalnym bestialstwem. Ta książka jest pełna kontrastów: opis wykwintnego jedzenia przeciwstawiony jest wszechobecnej woni palonych zwłok, muzyka obozowej orkiestry – koncertowi symfonicznemu poza obozem, inteligencja Thomsena – prymitywizmowi Dolla, miłość – gwałtowi, zimne okrucieństwo oprawców – wrażliwości Szmula. Dodajmy, że Szmul to najsmutniejszy, ale i najpiękniejszy człowiek w tej opowieści

Martin Amis napisał „Strefę interesów”, żeby zrozumieć, jak w ogóle mogło dojść do Holocaustu. Dobrze jednak wiedział, że zrozumieć się tego w żaden sposób nie da. Zresztą zrozumieć nie wolno, bo jak mówił przywoływany w posłowiu przez autora Primo Levi, oznaczałoby to usprawiedliwienie dla zbrodniarzy. Czytelnik pozostaje więc wobec tej przerażającej powieści bezradny. Także dlatego, że jest to powieść wspaniała.

Martin Amis, „Strefa interesów”. Przełożyła Katarzyna Karłowska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015, s. 415.

Recenzja ukazała się również na portalu Okno Literatura,

niedziela, 25 października 2015

Piotr Szczerski – kronika zapowiedzianej śmierci

 

To miała być książka inna od tej, która powstała. Piotr Szczerski, dyrektor Teatru im. Żeromskiego w Kielcach, w ubiegłym roku zaproponował dziennikarzowi i krytykowi teatralnemu Markowi Mikosowi, żeby ten napisał książkę… o Szczerskim, który w 2015 r. zamierzał świętować jubileusz 40-lecia pracy twórczej.  Miała to być monografia pokazująca drogę twórczą i teatralny dorobek reżysera i dyrektora kieleckiej sceny.

Piotr Szczerski zmarł 28 maja 2015 r. Od lutego miał świadomość, że umiera, przygotowywał się do śmierci. Mikos też już wiedział, że będzie musiał napisać książkę inną od zaplanowanej. Zamiast monografii powstała więc praca „Z butami do nieba”, nieprzypadkowo nosząca podtytuł „Piotra Szczerskiego Teatr życia i śmierci (1953-2015)”. Wprawdzie autor pokazuje i omawia dorobek teatralny Szczerskiego – krakowski i kielecki – ale w kontekście śmierci reżysera. W pewnym stopniu ta książka jest „kroniką zapowiedzianej śmierci”. Mikos zauważył bowiem, że Szczerski w swoich inscenizacjach od dawna oswajał śmierć, zanim jeszcze się dowiedział, że jest nieuleczalnie chory.

Oprócz lekkiego pióra, największą zaletą tej książki jest szczerość Mikosa. Sam Szczerski nie chciał, aby napisano o nim panegiryk. No i tekst Mikosa na pewno nie jest pośmiertną laurką dla dyrektora. Mikos, i chwała mu za to, pokazał Szczerskiego jako człowieka trudnego, egoistę i trochę egotystę, ale też jako wspaniałego artystę, dla którego teatr był sensem życia. Ponieważ znałem Piotra, za taki prawdziwy portret ja osobiście też jestem Mikosowi wdzięczny. Podziękowania należą się także Stowarzyszeniu Przyjaciół Teatru im. S. Żeromskiego, które doprowadziło do wydania „Z butami do nieba”.               

Równolegle z publikacją Marka Mikosa ukazało się, przygotowane przez Grzegorza Cupera, zestawienie bibliograficzne obejmujące okres dyrektorowania Szczerskiego w kieleckim teatrze, a więc lata 1992-2015. Cuper sporządził wykaz obsad i recenzji wszystkich premier wystawionych w tym czasie, również wywiadów z Piotrem Szczerskim. To publikacja – jak większość bibliografii – czytelniczo nieefektowna, za to niezmiernie przydatna tym, którzy będą kiedyś pisać o kieleckiej scenie i jej dyrektorze. Dla mnie, prywatnie, też jest ważna, ponieważ przy okazji dostałem spis moich recenzji kieleckich przedstawień. Ba, Cuper uwzględnił nawet teksty, które zamieszczałem w Notesie Poetyckim. Mógłbym więc napisać, że swoją robotę naprawdę wykonał dokładnie, chociaż do dwóch moich recenzji zamieszczonych w „Przekroju” nie dotarł. Ale, przecież, wybaczam mu :) .               
Marek Mikos, „Z butami do nieba. Piotra Szczerskiego Teatr życia i śmierci (1953-2015)”, Stowarzyszenie Przyjaciół Teatru im. Żeromskiego, Kielce 2015, s. 122.
 

Grzegorz Cuper, „Dyrekcja Piotra Szczerskiego 1992/1993 – 2014/2015. Zestawienie bibliograficzne. Premiery. Obsady. Recenzje”, Teatr im. Stefana Żeromskiego, Kielce 2015, s. 60.  
Marek Mikos
  

piątek, 23 października 2015

Nagroda za „Króliki Pana Boga”

„Króliki Pana Boga” dostały główną nagrodę w plebiscycie portalu Granice.pl „Najlepsza książka na jesień”. Taki był wybór jury, a werdykt ogłoszono 22 października br. podczas Targów Książki w Krakowie.
Swoją „Najlepszą książkę na jesień” wybierali też internauci. W kategorii proza polska „Króliki” zajęły drugie miejsce – serdecznie Wam dziękuję za wszystkie głosy!

sobota, 17 października 2015

W moim kraju

W moim kraju, którego nie opuszczę,
przeszłość jest dla bohaterów i ofiar.
Nigdy dla katów.
Chichot historii zagłuszany jest przez poklask.
Nad przyszłością unoszą się purpura
i czarne obłoki.
W moim kraju pełnym wiary,
błoto nie wysycha nawet latem.
Słowa zmieniają się w kamienie,
a one w lawinę.

W moim kraju Bóg należy tylko do nas,
nie oddamy Go nikomu.

poniedziałek, 12 października 2015

Dario Fo o Lukrecji Borgii

„Córka papieża” włoskiego noblisty Dario Fo nie jest powieścią wybitną, lecz za to ciekawą, co nie dziwi, zważywszy na główną bohaterkę i jej rodzinę.  Właściwie to nie powieść, tylko opowieść – pełna narracyjnego i konstrukcyjnego chaosu, jakby autor nie mógł się zdecydować, czy jest tutaj prozaikiem, czy raczej dramaturgiem. Nie przeszkadza to jednak w lekturze, a tylko dodaje uroku tej historii.

Dario Fo, anarchizujący lewicowiec, bohaterką swojej książki uczynił Lukrecję Borgię, której przedstawiać nie trzeba. O tej spowitej czarną legendą kobiecie powiedziano i napisano już tak dużo złego (trucicielka, intrygantka, kurtyzana itd.), że trudno ją bardziej pogrążyć, dodając kolejne epitety. Ale włoski pisarz nie byłby sobą, gdyby nie spojrzał na Lukrecję wbrew rozpowszechnionym w ciągu stuleci negatywnym opiniom.

W ujęciu Fo Lukrecja Borgia jawi się jako ofiara, przede wszystkim knowań  swojego brata Cezara i ojca, papieża Aleksandra VI. Początkowo posłuszna, wręcz bezwolna – wydano ją po raz pierwszy za mąż, gdy miała 12 lat – z czasem zaczęła się buntować i rozumieć zło, wyrządzane przez jej najbliższych, i nawet próbowała się mu przeciwstawiać. Fo pokazuje Lukrecję jako osobę wrażliwą i inteligentną, mało tego – wielbioną przez ludność Ferrary, w której zamieszkała po ślubie z władcą tego miasta Alfonsem d’Este. Owszem, pisze także o romansach, lecz w taki sposób, że jeszcze bardziej uczłowiecza papieską córką.

„Córka papieża” to rzecz napisana z pasją. Chwilami trudno oprzeć się wrażeniu, że Fo ma ochotę zakrzyknąć: „Odpieprzcie się od Lukrecji!”. To także książka skrojona z fantazją, co nie znaczy, że nie trzymająca się faktów. Autor podparł się pracami historycznymi i dokumentami, w tym zachowanymi listami Lukrecji. „Skupiłem się jedynie na poszukiwaniu prawdy” – podkreśla pisarz.

Na koniec wspomnę o wpadce, która przydarzyła się tak szacownemu wydawnictwu, jakim jest Znak (gwoli ścisłości: Znak Horyzont) . W „Córce papieża” zabrakło nazwiska tłumaczki, można je tylko znaleźć na stronie internetowej. Pewnie nie czepiałbym się, gdyby sprawa dotyczyła czego innego, ale przecież translatorzy to do pewnego stopnia współautorzy książek zagranicznych pisarzy. Dlatego dużymi literami podaję tutaj nazwisko tłumaczki „Córki papieża”: NATALIA MĘTRAK-RUDA.

Grzegorz Kozera

Dario Fo, „Córka papieża”. Tłumaczenie: Natalia Mętrak-Ruda, Znak Horyzont, Kraków 2015, s. 320
Recenzja ukazała się również na portalu Okno Literatura