piątek, 30 września 2011

Nie dziwię się już

W ubiegłym roku Polacy wydali na książki 2,9 mld złotych*. Myślicie, że to dużo? Na alkohol w tym samym czasie wydali 26 mld zł, czyli prawie dziesięć razy więcej. Dlatego nie zdziwię się, jeśli w wyborach zwycięży partia, której zwycięstwa nie życzę.

Poza tym nie dziwię się już:
- że w przeszłości do Sejmu weszły Samoobrona i LPR,
- że tak dużą popularnością cieszą się debilne seriale i inne telewizyjne show,
- że można być nikim i wzbudzać zainteresowanie mas,
- że chamstwo jest wszechogarniające,
- że samolot nie może roztrzaskać się o brzozę, bo podstawowe prawa fizyki są nieistotne,
- że można kwestionować wielkość Miłosza,
- że są tacy, co zawsze mają rację,
- że Polską rządzą masoni, Żydzi i kto tam jeszcze,
- że to wszystko wina Tuska.

Dziwię się jedynie, że jeszcze jestem.

*Dane liczbowe pochodzą z „Newsweek Polska” nr 38/2011

czwartek, 29 września 2011

List od aktora

Napisał do mnie aktor Bartosz Dermont, który jest lektorem dwóch moich książek, jakie ukażą się w formie audiobooków (wciąż nie wiem kiedy). Podziękował za to, że w swoim wcześniejszym wpisie na Notesie nazwałem go „zdolną bestią”, uważa to określenie za cenny komplement. A ja mu podziękowałem za udaną interpretację lektorską.

Miłe są takie listy, poprawiają humor. Poza tym słońce świeci, kręgosłup już prawie nie dokucza (ćwiczę codziennie!), powieść „Droga do Tarvisio” niemalże skończona, więc nie ma co narzekać. Gdyby jeszcze politycy nie pchali się drzwiami i oknami. Przyznam szczerze, że mam dosyć tej całej kampanii wyborczej. Ale na wybory pójdę, bo na myśl o tym, że do władzy mógłby dojść pewien pan ze swoją wyjątkowo wesołą kompanią... Nie, lepiej nie dopuszczać takich myśli.

środa, 21 września 2011

Jeszcze parę praskich zdjęć

Tym, którzy w Pradze byli dla przypomnienia, a tym, którzy jeszcze nie byli dla zasmakowania, kilka zdjęć z tego pięknego miasta.

Staroměstské náměstí. Staré Město. Czyli  Rynek Staromiejski na Starym Mieście

 Dorożka na Starym Mieście

Synagoga hiszpańska

Ulica Nerudova na Hradczanach

Młyn na Kampie
 Rotunda św. Marcina na Wyszehradzie

poniedziałek, 19 września 2011

Cmentarz w Pradze. Il Cimitero di Praga

W niedzielę wieczorem wróciłem z Pragi. Czekał na mnie, tak jak przypuszczałem, przysłany z wydawnictwa Noir sur Blanc przedpremierowy egzemplarz powieści Umberta Eco „Cmentarz w Pradze” (premiera 2 listopada).

A jeszcze w piątek byłem na tym starym cmentarzu żydowskim, gdzie – według chorych teorii spiskowych, o których pisze Eco – mieli się nocą spotykać rabini z całego świata, by planować zgładzenie chrześcijan.

Na istniejącym od średniowiecza kirkucie ludzi chowano jednego na drugim, ponieważ nie pozwolono Żydom dokonywać pochówków w innym rejonie Pragi. Ziemia na cmentarzu jest więc wybrzuszona, a spiętrzenie macew ogromne.

Oczywiście nie spotkałem żadnych spiskowców, bo spotkać ich nie mogłem. Była natomiast grupa Żydów, którzy kołysząc się odmawiali kadisz nad grobem rabina Löwa. Możecie zobaczyć ich na zdjęciu powyżej.

środa, 14 września 2011

Kierunek: Praga

Miałem nadzieję, że do Pragi będę mógł zabrać ze sobą „Cmentarz w Pradze” Umberta Eco, tym bardziej że zamierzam odwiedzić tytułowy cmentarz, na którym, według bohatera powieści, dochodziło do spotkań uczestników światowego spisku żydowskiego (bo to rzecz o tych, co wierzą w spiski). Ale przedpremierowy, recenzencki egzemplarz jeszcze do mnie nie dotarł, pewnie nadejdzie, gdy będę nad Wełtawą.

Nie znaczy to, że cierpię na brak lektur. Przeciwnie, jeśli czytanie porównać do jedzenia, w najbliższych dniach i tygodniach czeka mnie uczta. Pod ręką mam „Cesarza Ameryki” Martina Pollacka z Wydawnictwa Czarne i najnowszego Thomasa Pynchona – powieść „Wada ukryta”, z Albatrosa. Ze Znaku lada dzień nadejdzie biografia księdza Jana Twardowskiego i najnowsza powieść Llosy „Marzenia Celta”. I jeszcze jest do przeczytania „Człowiek, który wkradł się do Auschwitz” Denisa Aveya (Insignis).

A do Pragi wyruszam w czwartek, 15 września.

wtorek, 6 września 2011

Motto wybrane

Wybrałem motto do mojej powieści „Droga do Tarvisio”. To cytat z „Wymazywania” austriackiego pisarza Thomasa Bernharda, w tłumaczeniu Sławy Lisieckiej:

Raz po raz widzę po sobie, że kiedy do głębi ogarnia mnie ten nieubłagany nastrój, biorę ni mniej, ni więcej tylko wszystkich możliwych ludzi, po prostu jednego po drugim, i rozkładam ich w swojej głowie na czynniki pierwsze, wyrzynam w pień, wszystko w nich gruchoczę, by ocalić siebie, a ich pozbawić wszelkich pozytywnych cech i wreszcie znowu móc odetchnąć.