sobota, 13 grudnia 2014

O „Magiku” Magdaleny Parys

Czytałem, czytałem, aż przeczytałem „Magika” Magdaleny Parys. I napisałem recenzję, która ukazała się na Okno Literatura.

Magdalena Parys, pochodząca ze Szczecina, a od dzieciństwa mieszkająca w Berlinie polska pisarka i dziennikarka, zadebiutowała w 2011 r. świetną powieścią „Tunel”. Na jej kolejną książkę pt. „Magik” musieliśmy czekać trzy lata. Warto było.

„Magik” to rzecz epicka. I nie liczbę stron chodzi (ponad 600), a w każdym razie nie tylko, ale również o konstrukcję powieści , wielość pojawiających się wątków i postaci. Właściwa akcja rozgrywa się w Berlinie w 2011 roku, mamy jednak też powrót do mrocznej przeszłości NRD, gdy w latach 80. Niemcy ze Wschodu (również Polacy)  próbowali się dostać przez bułgarską granicę do Grecji i ginęli zastrzeleni przez bułgarskich strażników. Zorganizowana przez Stasi akcja likwidacji opozycjonistów nosiła właśnie kryptonim „Magik”. Jest także w „Magiku” sprawa niszczenia akt enerdowskiej esbecji i teraźniejsza działalność byłych agentów. Jeden z nich, Christian Schlangenberger, robi właśnie polityczną karierę i nietrudno się domyśleć, że aby osiągnąć cel wykorzystuje wszelkie metody, z morderstwami włącznie.

Ta nakreślona z rozmachem wielogłosowa opowieść nie tyczy wyłącznie spraw niemieckich. Podobnie jak w „Tunelu” i tutaj pojawiają się postaci o polskim rodowodzie: m.in. dziennikarka telewizyjna Dagmara Bosch – córka zamordowanego polskiego opozycjonisty czy berliński komisarz o swoiskim nazwisku Kowalski.

Tę książkę można klasyfikować jako thriller polityczny, powieść sensacyjną, kryminalną i obyczajową. Gdy ją czytałem, przychodziły mi na myśl nazwiska z najwyższej półki , jak Henning Mankell (cykl o Wallanderze), Stieg Larsson (trylogia „Millenium”), John le Carré („Ze śmiertelnego zimna”), Jens Lapidus („Szybki cash) czy Tom Wolfe („Ognisko próżności”). A gdybym przywołał Wiktora Hugo – też bym nie skłamał. Podobne odniesienia pomagają usytuować literacko „Magika”, lecz nie są najważniejsze. Co innego się liczy. To mianowicie, że współcześnie możliwe jest napisanie po polsku pierwszorzędnej powieści, w klasycznym dobrym stylu, z galerią krwistych bohaterów,  a przy tym łączącej kilka gatunków. Powieści, którą się czyta z ogromnym zaciekawieniem i która ma klasę europejską – nie tylko ze względu na tematykę. No i że mimo 600 stron, nie jest to książka przegadana.

Nie wszystkie wątki w „Magiku” zostały doprowadzone do końca. I gdy czytelnik mógłby zdziwiony zapytać: „Jak to?”, pod ostatnim zdaniem znajduje dopisek: „Koniec tomu pierwszego”. Magdalena Parys zamierza bowiem napisać trylogię berlińską.

I to jest bardzo dobra wiadomość.

Magdalena Parys, „Magik”, Świat Książki, Warszawa 2014, s. 621 

piątek, 5 grudnia 2014

Filozof

Byłem przekonany, że już zamieszczałem na Notesie ten wierszyk, lecz okazuje się, że nie, więc robię to teraz.

Zawsze się mądry znajdzie,
Co wie wszystko najlepiej,
Jak jaki Hegel i Platon
Albo inny Heidegger.

Taki wszystkich poucza,
Wszystko lepiej rozumie
I tylko jednej rzeczy
Pojąć nadal nie umie.

Bo w tej swojej mądrości
Przecież jednak ma pecha:
Nie wie tego niestety,
Jaki z niego bucefał. 

sobota, 15 listopada 2014

Zmarł Henryk Jachimowski


To bardzo smutna wiadomość.  Dzisiaj rano zmarł w Kielcach Henryk Jachimowski, prozaik, poeta i dramaturg. Miał 76 lat.

Jego najgłośniejsze powieści to „Skaza” i „Mgła” (wystawiana też przez Teatr STU w Krakowie, w adaptacji Krzysztofa Jasińskiego, w dorobku miał też książki poetyckie „Idę pod dnie rzeki”, „Pieśni wyśpiewane” i „Mity powracające”. Był też założycielem Teatu Kobiet, a razem z Markiem Terczem prowadził Scenę Autorską . 

Dla takich jak ja Heniek był starszym kolegą, ale też literackim autorytetem, z którego zdaniem każdy się liczył. Ceniłem Go za twórczość, mądrość i niezależność.    

piątek, 7 listopada 2014

„Wybór Ireny” – opisywanie nieistnienia

Irena Gelblum. W czasie wojny łączniczka Żydowskiej Organizacji Bojowej i uczestniczka powstania warszawskiego, która zasłynęła z niezwykłej odwagi i brawury. Zaraz po wojnie współpracująca z żydowskimi Mścicielami. Potem dziennikarka podpisująca się Irena Waniewicz, a jeszcze później włoska poetka (bardzo popularna we Włoszech) i tłumaczka literatury znana jako Irena Conti Di Mauro.

Ale w życiorysie Ireny nie to najbardziej zdumiewa.  Tym, co trudno zrozumieć, jest wymazywanie, że posłużę się Bernhardowskim terminem. Irena Gelblum vel Conti postanowiła wyprzeć z pamięci swoją  wojenną przeszłość, odciąć się od przyjaciół i znajomych, których wtedy znała. Zrobiła to skutecznie i dopiero Marek Edelman, niedługo przed swoją śmiercią, zdekonspirował ją w jednym z wywiadów.

Dla tych, co przeżyli Holocaust, w tym żydowskich bojowców, wspomnienia były straszliwą traumą, ale nikt się ich nie wyparł. Przypadek Ireny jest więc szczególny.              

O Irenie Conti opowiada w swojej najnowszej książce reportażysta, prozaik i dziennikarz Remigiusz Grzela. Tytuł „Wybór Ireny” raczej nieprzypadkowo przywodzi na myśl „Wybór Zofii” Styrona, choć o inne decyzje chodzi, a bohaterka opowieści Grzeli była jak najbardziej realna. Łatwiej też powiedzieć, że autor nie tyle opowiada, ile mozolnie próbuje odtworzyć życie Ireny (szczególnie z czasu wojny i powojnia), gdyż śladów zostało niewiele, a większość ludzi, którzy tę kobietę wówczas znali, już nie żyje.

Reporterskie zadanie, którego się podjął Remigiusz Grzela, było więc karkołomne, a jego książka, co sam przyznaje, jest opisywaniem nieistnienia. Do tego dochodzi dylemat moralny: czy można pisać o Irenie, skoro ona sama do końca nie chciała mówić o swoich wojennych losach? Co więcej, Grzela znał poetkę osobiście, lecz przez lata – tak jak inni – nic nie wiedział o jej przeszłości.  Bohaterskiej przeszłości – dodajmy. A potem nie odważył się zapytać. Zresztą – mówi szczerze – w ostatnich latach (Conti zmarła w 2009 r.) nie utrzymywali kontaktów. Zraził się do niej, gdy z oburzeniem stwierdziła, że to jej należy się Nagroda Nobla, a nie Wisławie Szymborskiej.         

Na portret Ireny Conti składają się rozmowy ze słynnym żydowskim bojowcem Kazikiem Ratajzerem (jej przyjacielem i dawną miłością), córką Ireny – Janką, oraz osobami, które poznały poetkę już po wojnie. Autor przytacza listy, jakie do Ireny słali mężczyźni, z którymi była związana, w książce znalazł się też obszerny zapis wypowiedzi Ireny dla radia (nagrany bez zgody zainteresowanej). To jedyny raz, w latach 60., gdy powiedziała cokolwiek o tym, co robiła w czasie wojny.      

Remigiusz Grzela próbuje również odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: DLACZEGO? Dlaczego Irena Geldblum vel Conti przez długie lata wymazywała własną przeszłość? Odpowiedź, której udziela autor, jest przekonująca, choć pewnie nie jest jedyną z możliwych. Tak jak stworzenie pełnego portretu kogoś, kogo nie sposób zrozumieć i kto nieustannie „wymyka się schematycznemu myśleniu” , nie wydaje się kiedykolwiek możliwe. Tym większy szacunek dla autora. Jego „Wybór Ireny” to biografia rzetelna i uczciwa. 

Remigiusz Grzela, „Wybór Ireny”, Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2014, s. 352

piątek, 31 października 2014

„Biały Kafka” trzeci w głosowaniu czytelników


Trochę się pochwalę, ale tylko trochę. Moja powieść „Biały Kafka” głosami czytelników zajęła w październiku 3. miejsce w konkursie „Książka Miesiąca”. Konkurs cyklicznie organizuje na Facebooku portal Książka Zamiast Kwiatka.

Tutaj przypomnę, że w konkursie tego portalu moja powieść „Berlin, późne lato” w głosowaniu jury została „Książką Roku 2013”. Ponadto „Berlin” był „Książką Czerwca 2013”, a „Droga do Tarvisio” zajęła drugie miejsce w lipcu 2013.
   


niedziela, 26 października 2014

Po targach – tak dobrze, że aż źle


Poniższy ten tekst opublikowałem jako wpis na swoim profilu na  Facebooku, myślę jednak powinien znaleźć się również w Notesie Poetyckim.

Cieszą tłumy czytelników na krakowskich targach, co pozornie może świadczyć o dużym czytelnictwie w Polsce,  ale w tej beczce miodu da się  wyczuć smak dziegciu. 

Moja refleksja po targach jest więc taka. Rynek wydawniczy, wzorem mediów,  coraz bardziej zmierza w stronę komercji i rozrywki, żeby nie powiedzieć , że ulega tabloizacji. Nie jest to nic nowego, jednak w tym roku zauważyłem to szczególnie wyraźnie. Książka przestaje być książką, staje się TOWAREM, który trzeba szybko sprzedać. Wydawcy oferują przede wszystkim tytuły, które nie zmuszą czytelnika do intelektualnego wysiłku.  Lektura musi być lekka, dobrze jak jest zabawna, może też wzruszać, ale bez przesady.

Dominują więc książki z celebrytami, wszelkiego rodzaju wywiady i biografie, poradniki, wydawnictwa typu leksykony, a książki historyczne najlepiej jak są o znanych damach z przeszłości. Nie twierdzę, że to wszystko jest złe, są wśród tych pozycji rzeczy porządnie napisane i podane, jednak tzw. literatura ambitna staje się coraz węższym marginesem, czy nam się to podoba, czy nie. Takie czasy, panie.

sobota, 25 października 2014

Sobota na targach

Dzień na Targach Książki w Krakowie (sobota, 25.10.2014) był jak zwykle męczący, ale też przyjemny. Nowa siedziba wcale nie sprawiła, że na targach zrobiło się przestronniej. Miałem wrażenie, że jest tłoczniej niż w poprzednich latach. Inna sprawa, że targi odwiedziło chyba więcej ludzi. Kolejka przed wejściem miała jakieś sto metrów i przez kilka godzin nie zmniejszała się, co mogłem zaobserwować, gdy wychodziłem na papierosa.        

Przyjemna strona targów to podpisywanie książek na stoisku Dobrej Literatury i Prozami, w towarzystwie Agi Brzezińskiej (szefowa pierwszego wydawnictwa) i Sylwii Drożdzyk-Reszki (szefowa drugiego) .

Przyjemnością były też spotkania z ludźmi z branży pisarsko- wydawniczo-blogowej. Na targach spotkałem m.in. Remigiusza Grzelę, Jarka Czechowicza, Ałbenę Grabowską-Grzyb, Annę Augustyńczyk, Romulada Pawlaka, Barbarę Sęk, Piotra Olszówkę, Kasię Dobrot i Daniela Englota, Annę Grzyb, Mariolę Sznapkę, Sławomira Krempę, Bogusława Tobiszowskiego, Michała Jakubika i Piotrka Sternala.
Zdjęcie zrobione przez Dariusza Sznajdera
Z Agnieszką Brzezińską
    

wtorek, 21 października 2014

Do zobaczenia na krakowskich Targach!


Wszystkich, którzy w sobotę 25 października wybierają się na Targi Książki w Krakowie, zapraszam na stoisko D 49 – wydawnictw Dobra Literatura oraz Prozami. W godzinach 13.00-14.00 będę tam podpisywał swoje książki, m.in. dwie wydane w tym roku – „Białego Kafkę” oraz „Co się zdarzyło w hotelu Gold”.  Jak zawsze, miło mi się będzie z Wami spotkać.

Serdecznie zapraszam!     

sobota, 18 października 2014

Kilka zdjęć z podpisywania w Matrasie

W kieleckiej księgarni Matras (w Galerii Echo) w piątek 17 października podpisywałem nowe wydanie „Białego Kafki”, a także inne moje książki, które przynieśli Czytelnicy. Dziękuję wszystkim, którzy tego wieczoru zjawili się Matrasie. Było mi szalenie miło Was spotkać  i porozmawiać.  Oddzielne podziękowanie dla Magdy Długosz i pozostałych pań pracujących w tej księgarni.
A poniżej kilka zdjęć. Nie jest ich dużo i nie są rewelacyjnej jakości, bo tym razem zabrakło "moich" stałych fotoreporterów :)

  

sobota, 11 października 2014

Będę podpisywał „Białego Kafkę” w Matrasie

W piątek 17 października zapraszam do Księgarni Matras w kieleckiej Galerii Echo, gdzie w godz. 17-19 będę podpisywał nowe wydanie „Białego Kafki”. Oczywiście, inne moje książki też będą dostępne. Będzie mi bardzo miło spotkać się z Wami, bo dla autora jego czytelnicy są przecież najważniejsi.

Prezentuję też plakat, przygotowany przez Matrasa. 

piątek, 3 października 2014

Zaraz po szkole

Praga, wrzesień 2014

Zaraz po szkole
miał wakacje
Gdy zaczął się wrzesień
chciał wrócić
ale już nie mógł

Bolały go kości
i wspomnienia
Zdziwiony zobaczył
że jest starym człowiekiem

Sześćdziesiąt dni
jak sześćdziesiąt lat
jak babie lato  

piątek, 19 września 2014

Znowu to miłe uczucie

I znowu to szalenie miłe, niepowtarzalne uczucie, gdy dostajesz pierwsze egzemplarze autorskie swojej książki. Tym razem to nowe wydanie „Białego Kafki”, powieści wznowionej przez Wydawnictwo Dobra Literatura. To był mój debiut prozatorski z 2004 r., a teraz też się czuję trochę jak debiutant. Ale tylko trochę.

piątek, 5 września 2014

Spotkanie autorskie w pałacyku

Nie tylko kieleckich Czytelników serdecznie zapraszam na moje spotkanie autorskie – w środę 10 września br. o godz. 17 w Domu Środowisk Twórczych – Pałacyk Zielińskiego w Kielcach przy ul. Zamkowej 5.

Chcę opowiedzieć o moich trzech najnowszych powieściach – „Droga do Tarvisio” (2012), „Berlin, późne lato” (2013) i „Co się zdarzyło w hotelu Gold” (2014). Spotkanie będzie też okazją do porozmawiania o nowym wydaniu „Białego Kafki” – powieści, która przed dziesięciu laty debiutowałem jako prozaik, a którą teraz publikuje wydawnictw Dobra Literatura. Niestety, książka 10 września dopiero wychodzi z drukarni i nowe egzemplarze nie dotrą tego dnia do Kielc, żebym mógł je pokazać Czytelnikom. Ale od 24 września nowe wydanie „Białego Kafki” będzie dostępne w księgarniach – tradycyjnych i internetowych.

Jeśli czas pozwoli, opowiem o swojej najnowszej, jeszcze niepublikowanej powieści „Króliki Pana Boga”.  Chwila poezji też jest w planie i odpowiedzi na pytania uczestników spotkania.

Jeszcze raz – gorąco zapraszam.

A nazajutrz po środowym spotkaniu wybieram się do Karlowych Varów i Pragi.        

czwartek, 21 sierpnia 2014

„Króliki Pana Boga” – pierwsza wersja


Skończyłem pisać wersję podstawową nowej powieści. Książce nadałem tytuł, prawdopodobnie ostateczny, „Króliki Pana Boga” (roboczo nazywała się „Wojna się nie skończyła”).

Teraz czeka mnie żmudna praca nad tekstem, który w obecnej postaci daleki jest od doskonałości. Nie lubię poprawiać, ale wiem, że trzeba.      

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Nie udzielam się

Nie udzielam się ostatnio na blogu, ale to nie znaczy, że mnie nie ma. Zamilkłem, ponieważ kończę książkę o roboczym tytule „Wojna się nie skończyła”. To kontynuacja, a w zasadzie nawiązanie do mojej powieści z 2013 roku „Berlin, późne lato”. Teraz piszę ostatni rozdział, lecz i tak czeka mnie jeszcze sporo pracy – poprawianie, skreślanie i dopisywanie. Tak więc trzymajcie kciuki.  

poniedziałek, 28 lipca 2014

Okładka „Białego Kafki”, wydanie drugie


Ilona Gostyńska-Rymkiewicz przygotowała projekt okładki drugiego wydania mojej powieści „Biały Kafka”. Jak zauważycie, jest to czysta grafika, bez żadnej fotografii, ale taka okładka mi się marzyła, trochę  w stylu lat 70. i 80. Fotografie są na większości wydawanych obecnie książek, dlatego chcieliśmy z Wydawcą, czyli Dobrą Literaturą, odejść od tego schematu.

A premiera drugiego wydania 24 września br.

piątek, 4 lipca 2014

„Biały Kafka”, wydanie drugie

24 września 2014 ukaże się drugie wydanie „Białego Kafki”, powieści, która w 2004 r. była moim prozatorskim debiutem. Książkę opublikuje teraz Wydawnictwo Dobra Literatura, a nowe wydanie będzie miało zmienioną okładkę, napisałem też do niego przedmowę. Informuję o tym wszystkim z nieskrywaną radością.     

sobota, 28 czerwca 2014

Wróciłem z nagrodą

W piątek 27 czerwca wybrałem się do Kieleckiego Centrum Kultury na uroczystość wręczenia nagród Kielc za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony kultury w 2013. No i wróciłem z nagrodą I stopnia. Oprócz mnie nagrodą tego samego stopnia uhonorowani zostali aktor Teatru im. Żeromskiego Edward Janaszek, fotografik Janusz Buczkowski i poetka Zyta Trych.

Wśród nagrodzonych nagrodą II stopnia znalazł się Zdzisław Antolski, świetny poeta, z którym - podobnie jak z Edkiem Janaszkiem - znam się od lat.   

Fot. Krzysztof Krogulec

czwartek, 26 czerwca 2014

„Rok w rozmowie”, czyli wywiady z pisarzami (ze mną też)


Jarosław Czechowicz, który prowadzi bloga Krytycznym Okiem z recenzjami książkowymi wydaje książkę „Rok w rozmowie”. To trzynaście wywiadów, które Czechowicz przeprowadził z trzynastoma polskimi pisarzami: Kają Malanowską, Remigiuszem Grzelą, Piotrem Czerwińskim, Dawidem Kornagą, Jackiem Wanginem, Joanną Bator, Justyną Bargielską, Katarzyną Bondą, Ignacym Karpowiczem, Anną Janko i Ingą Iwasiów. 

W tym zacnym gronie znalazłem się również ja. Książka będzie miała premierę na początku września 2014 r.

niedziela, 15 czerwca 2014

Wiedeń i Brno 2014 – zdjęcia

Zdarzyło mi się po raz kolejny być w Wiedniu,  a także w Brnie. O ile o bohaterze „Drogi do Tarvisio” można powiedzieć, że podążał trasą, którą ją zaliczyłem kilkakrotnie, to teraz ja częściowo szedłem jego śladami. Chodzi mi zwłaszcza o wizytę w Muzeum Historii Sztuki.

Wróciłem zmęczony, ale zadowolony.
Na kawie w Brnie
Przed pomnikiem Goethego w Wiedniu
Przed wejściem do Muzeum Historii Sztuki
W Muzeum Historii Sztuki
Dzieła Caravaggia
Odpoczynek po zwiedzaniu
Tego dnia odbyła się też Wiedniu Parada Miłości. Pogodny i roztańczony tłum przebierańców przeszedł przez Ring. Poniżej kilka zdjęć z parady.
 
A na koniec restauracja Bach-Hengl w podwiedeńskim Grinzingu, gdzie serwują typowe austriackie żarcie (zjadłem) i młode wino (nie piłem) 

sobota, 7 czerwca 2014

Biografia Poświatowskiej

Wiersze Haliny Poświatowskiej – czytałem je wielokrotnie, ale o samej Poetce wiedziałem niewiele: tylko tyle, że pochodziła z Częstochowy, młodo owdowiała i od dzieciństwa zmagała się z chorobą serca, która doprowadziła do jej przedwczesnej śmierci. Teraz luki w mojej wiedzy o Poświatowskiej zostały uzupełnione dzięki książce Kaliny Błażejowskiej „Uparte serce. Biografia Poświatowskiej”.

Nie wiedziałem więc, że Poświatowska była operowana w Stanach Zjednoczonych, a po zabiegu spędziła tam jeszcze trzy lata, kształcąc się i podróżując. Że postanowiła wrócić do Polski akurat wtedy, gdy została przyjęta na prestiżowy uniwersytet Stanford. Że była pacjentką profesora Aleksandrowicza, który traktował ją jak córkę. Że już jako młoda (i piękna) wdowa miała wiele mniej lub bardziej poważnych romansów: z Jerzym Kosińskim (w ogóle go nie ceniła jako pisarza), Tadeuszem Nowakiem,  Stanisławem Grochowiakiem, także z szermierzem i aktorem. Że związawszy z zupełnie nieodpowiedzialnym człowiekiem próbowała popełnić samobójstwo… To tylko niektóre fakty z „Upartego serca”.       

To znakomita książka, a właściwe opowieść biograficzna. Jak podkreśla młoda autorka (i dziennikarka „Tygodnika Powszechnego”), jej praca nie ma ambicji naukowych, ma za to powieściową formę. Rzeczywiście czyta się to jak świetnie skrojoną powieść, ze świadomością, że to historia, jak i jej bohaterka, prawdziwa. Historia prawdziwa i przejmująca. I na pewno niesentymentalna, co jest dużym plusem.       

Błażejowska prowadzi nas przez kolejne lata krótkiego życia Poświatowskiej (zmarła w 1967 roku, mając zaledwie 32 lata). Życia, którego każdy dzień był darem od losu. Narracja jest tak skonstruowana, że mamy wrażenie, iż cały czas jesteśmy obok poetki i chwilami z trudem się powstrzymujemy, by nie wejść z nią w dialog i nie zawołać np. „Nie rób tego”. No i finał, który przecież znamy… Trudno się nie wzruszyć.

Piękna książka o pięknej i wspaniałej poetce.  

Kalina Błażejowska, „Uparte serce. Biografia Poświatowskiej”, Znak 2014, s. 367.  

piątek, 6 czerwca 2014

Piękno

Dama z mufką (1912), obraz  Edwarda Okunia, Muzeum Narodowe w Kielcach

Tyle razy cię widzę
a nie zauważam blizn
i pierwszych zmarszczek

Niczego od ciebie nie chcę
twoje piękno mi wystarczy

Jeśli nie opuści mnie
aż do mojej śmierci 
pozostanie wieczne

czwartek, 5 czerwca 2014

Wywiad dla Obsesji

Na stronach Magazynu Obsesje ukazał się wywiad, jaki przeprowadziła ze mną Klaudia Maksa. Zapraszam do czytania. Cały wywiad możecie przeczytać tutaj.

sobota, 17 maja 2014

Lubię Polańskiego

Lubię książki o ludziach, których lubię. Lubię tym bardziej, jeśli ich bohaterami są artyści i mniejsze znaczenie ma dla mnie, jakimi są (byli) ludźmi, jeśli są artystami wybitnymi. Oczywiście lubię wspomniane książki, jeśli są dobrze napisane.
  
Praca nad nową powieścią odciąga mnie trochę od czytania, ale tej lektury nie mogłem sobie odmówić. Chodzi o książkę niemieckiego pisarza i krytyka filmowego Paula Wernera „Polański. Biografia”. Przeczytałem, kiedy doszedłem do ostatniej strony, żałowałem, że się skończyła. Wszystko, o czym wspomniałem na początku, odnosi się do pracy Wernera . I rzecz nie tylko w tym, że życie Polańskiego jest jak gotowy scenariusz na pasjonujący, a chwilami dramatyczny film (zapewne kiedyś ktoś go nakręci) . Również w tym, że autor znakomicie dał sobie radę.

Niemiecki pisarz ze znawstwem, a przede wszystkim rzetelnie opowiada o życiu i twórczości Romana Polańskiego. Nie pomija najtrudniejszych chwil z życia słynnego reżysera, ale w tym, co pisze, nie ma niczego z plotkarstwa, są obiektywnie pokazane fakty. Werner omawia też wszystkie filmy Polańskiego, fabularne i dokumentalne, a także reżyserowane przez niego spektakle teatralne. I tutaj również nie jest bezkrytyczny, oprócz pomysłów świadczących o filmowym geniuszu reżysera, potrafi dostrzec słabości niektórych jego dzieł.

Poza tym to aktualna książka. Zaczyna się od dramatycznego dzieciństwa Polańskiego i jego harcerskich prób teatralnych, a kończy na areszcie domowym w Szwajcarii i ostatnich realizacjach filmowych, „Rzezi” i „Wenus w futrze”. Mam nadzieję, że jeśli ta biografia będzie wznawiana, autor będzie mógł ją uzupełnić o omówienia kolejnych filmów Mistrza.      

Paul Werner, „Polański. Biografia”. Przełożyli Anna Krochmal i Robert Kędzierski, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2014, s. 336. 

niedziela, 27 kwietnia 2014

W dzień kanonizacji

A gdy z tej wielkiej miłości
postawimy Mu tysiąc
albo dwa tysiące
pomników
i gdy już zabraknie wolnych ulic
placów szkół i przedszkoli
aby przykręcić tabliczkę
z Jego imieniem

wtedy staniemy zdziwieni
że cud się nie zdarzył
i nadal się
nienawidzimy

27.04.2014  

czwartek, 24 kwietnia 2014

Zmarł Tadeusz Różewicz. Wielki Poeta

Zmarł Tadeusz Różewicz – poeta, dramaturg, prozaik i eseista. I cóż mogę mądrego napisać w tej smutnej chwili? Że był według mnie najwybitniejszym polskim Poetą? Że uczyłem się od Niego poezji?

Pierwszy większy artykuł do gazety napisałem - jeszcze jako student - o Jego twórczości, z okazji 65. rocznicy Jego urodzin. Pracę magisterską napisałem o Jego kafkowskim dramacie „Pułapka”. Wiele lat później spotkałem się z Nim osobiście. Zapytał mnie, czy można wyżyć z pracy dziennikarza, bo że z samej poezji wyżyć się nie da, wiedział lepiej ode mnie.   

Wielki smutek i żal.  

Fot. Michał Kobyliński

wtorek, 15 kwietnia 2014

Z wyznań zoologa (wierszyk otwarty)

Kocham panią niesłychanie,
Tak jak jeleń swoją łanię.

Kocham panią, tym się szczycę,
Tak jak tygrys tygrysicę.

Kocham panią, bo to miłe,
Tak jak rumak swą kobyłę.

Kocham panią aż po szyję,
Jak zaskroniec swoją żmiję.

Kocham panią dookoła,
Tak jak kobrę kocha boa.

Kocham panią, tracę głowę,
Tak jak byk, gdy widzi krowę.

Kocham panią i w niedzielę,
Tak jak zakochane cielę.

Kocham panią wczesnym wtorkiem,
Tak jak sikor swą sikorkę.

Kocham panią i się ślinię
Tak jak knur, gdy czuje świnię.

Kocham panią, a i owszem,
Tak jak baran kocha owcę.

Kocham panią, w łeb się tłukę,
Tak jak pies swą kocha sukę.

Kocham panią i pod płotkiem,
Tak jak kocur swoją kotkę.

Kocham panią, daję słowo,
tak jak karaś karasiową.

Kocham panią również na czczo,
Tak jak kaczkę kocha kaczor.

Kocham panią więc w zaparte,
Jak małpiszon kocha małpę.

Tylko czasem kocham trochę,
Tak jak kogut swoją kwokę.

sobota, 12 kwietnia 2014

Uwierzyć w Szekspira

„Poskromienie złośnicy”, fot. G. Kaczmarczyk (za zgodą Teatru Żeromskiego)
Lubię Szekspira (bez klikania na FB), nawet bardzo, więc się ucieszyłem, że Teatr im. Żeromskiego przygotował premierę jego „Poskromienia złośnicy” w reżyserii Katarzyny Deszcz. Jak twierdzi dyrektor Piotr Szczerski, to pierwsza w Polsce kobieta-reżyser, która zmierzyła się z mizoginicznym dziełem dramaturgicznego geniusza. Tym bardziej byłem ciekaw tej inscenizacji.

Poszedłem więc z jak najlepszym nastawieniem, choć wiedziałem (oglądałem zdjęcia z prób), że spektakl będzie uwspółcześniony – scenografią i kostiumami. Wolę Szekspira tradycyjnego, ale przymknąłem na to oczy.

Pierwszy akt bardzo dobry – odnajdywałem w nim rubasznego i przewrotnego ducha Szekspira i uśmiech nie schodził mi z twarzy. Zgrzytać zaczęło później: ruchy kopulacyjne, piosenka „Ona tańczy dla mnie”, jakieś scenki rodem z kabaretu, o gołym tyłku Petruchia nie wspominając. Rozumiem, że Katarzyna
Deszcz chciała osłabić brutalną i niedzisiejszą wymowę komedii, że żona ma być posłuszna mężowi i basta, a także przekonać do Szekspira młodszą cześć widowni. Sęk w tym, że Szekspir nie daje sobą manipulować. Albo się w niego wierzy, albo nie (nawet jeśli się z nim nie zgadza). Bo mimo starań pani reżyser, Szekspir i tak powiedział swoje.

I jeszcze o wykonawcach: świetni są aktorzy drugiego planu – Andrzej Cempura, Łukasz Pruchniewicz, Edward Janaszek i grający gościnnie Dominik Nowak. Podobać się mogą Zuzanna Wierzbińska, Marcin Brykczyński i Mirosław Bieliński. Najmniej mnie przekonali Wiktoria Kulaszewska jako Katarzyna i Krzysztof Grabowski jako Petruchio, choć to niekoniecznie ich wina, że dostali tak poprowadzone role.

William Szekspir: „Poskromienie złośnicy”. Tłumaczenie Stanisław Barańczak. Reżyseria Katarzyna Deszcz, scenografia – Andrzej Sadowski. Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, premiera 12 kwietnia 2014 r. 

Wiktoria Kulaszewska i Krzysztof Grabowski, fot. G. Kaczmarczyk (za zgodą Teatru Żeromskiego)