czwartek, 30 czerwca 2011

Urodziny Czesława Miłosza

Czesław Miłosz, 1986
Gdyby żył, obchodziłby dzisiaj setne urodziny. Był jednym z największych polskich poetów, choć oczywiście nie dla wszystkich. Hucpa, jaką urządzili prawdziwi Polacy, protestując przeciwko pochowaniu go na krakowskiej Skałce, była żenująca, ale dzisiaj już wiemy, że nie była to ich hucpa ostatnia.

Kiedy Miłosz w 1980 roku otrzymał literacką nagrodę Nobla, większość Polaków usłyszała o nim po raz pierwszy. Nic dziwnego, od lat przebywał na emigracji w Stanach, jego utwory nie były drukowane w kraju, bo dla władz był poetą antykomunistycznym. Co ciekawe, w czterotomowej encyklopedii PWN, wydanej w latach 70., był krótki biogram Miłosza, z podkreśleniem właśnie, że ma przekonania antykomunistyczne. Pamiętam, jak w szkole średniej, a był rok 1981, nadrabiałem braki, zaczytując się jego wierszami i poematami, które wreszcie zaczęły się oficjalnie ukazywać. Nie wszystko jednak opublikowano – „Zniewolony umysł” czytałem w wersji powielaczowej.

A z „Traktatu moralnego” tak jakoś utkwił mi w głowie ten dwuwiersz:
Chyli się Polska w trudne czasy
Przed bóstwem wódki i kiełbasy.

Nic dziwnego, że prawdziwi Polacy nie lubią Czesława Miłosza, ale to ich problem.

Fot. MDCarchives
GNU Licencji Wolnej Dokumentacji

sobota, 25 czerwca 2011

Wakacje, a ja zasuwam

Zaczęły się wakacje, a ja nie mam kiedy pisać na blogu. Nadmiar innej pracy mi nie pozwala, bo takie to i dla mnie wakacje: praca, pisanie, praca, a rozrywką jest czytanie przed snem. Książka się pisze, oceniam, że trzy czwarte mam gotowe, ale jak już powstanie całość, będzie to dopiero pierwsza wersja – do poprawy. 

niedziela, 19 czerwca 2011

Wieczór z Dziką Różą i Renatą Przemyk


Niedzielny wieczór spędziłem w Teatrze im. Żeromskiego. Już kiedyś pisałem, że lubię tam chodzić. Tym razem jednak okazją był nie spektakl, a finał plebiscytu o Dziką Różę dla najlepszego aktora sezonu. Finał już dziewiętnasty. Statuetkę Dzikiej Róży od dziennikarzy otrzymała Joanna Kasprek, a od widzów – Tomasz Nosinski. Nie umiem ocenić, czy werdykt był słuszny, w tym sezonie widziałem zaledwie jeden z pięciu spektakli. Był to „Hamlet”, a w zasadzie to, co ze sztuki Szekspira zostało.

A gdy rozdano już nagrody, na scenie pojawiła się Renata Przemyk i dwaj gitarzyści, Błażej Chochorowski i Maciej Mąka. Czyli Przemyk Acoustic Trio. Dawno tej artystki nie oglądałem i nie słuchałem i teraz wiem, że dużo straciłem. Świetny koncert, niesamowita ekspresja, poetycki klimat i.... duże poczucie humoru wokalistki. Renaty Przemyk nie obejrzycie w telewizji, w radiu też rzadko ją usłyszycie (najprędzej w Trójce), więc jeśli przyjedzie do Waszego miasta, koniecznie idźcie na jej koncert, nie będzie żałować.

Zdjęcia: Ciekawe Kielce

środa, 15 czerwca 2011

Lenka, czyli powieść się pisze

Lenka, rozpocząłem improwizowaną przemowę, ja czegoś nie rozumiem, znamy się dopiero od kilku godzin, prawie nic o mnie nie wiesz, a oprowadziłaś mnie po Pradze i zaprosiłaś do swojego domu, pozwoliłaś odpocząć i nakarmiłaś, ktoś mógłby pomyśleć, że oczekiwałaś mojego przybycia, a jeśli jestem seryjnym mordercą albo zboczeńcem, a jeśli mój ojciec służył w bratniej polskiej armii dławiącej praską wiosnę, ja zresztą wiem o tobie jeszcze mniej niż ty o mnie, choć nie podejrzewam cię absolutnie o złe rzeczy, dlaczego więc się mną tak zainteresowałaś, czy wyglądam na takiego, który potrzebuje opieki, na Polaka specjalnej troski, a może dlatego, że odwiedziłem grób Kafki, ale przecież nie ja pierwszy i ostatni, powiedz, chciałbym to wiedzieć, bo czuję się zdezorientowany tym, co nas połączyło, może pozornie i powierzchownie, ale jednak. Zrobiłem pauzę na zaczerpnięcie oddechu i po chwili kontynuowałem, musisz też wiedzieć, że niezależnie od twoich intencji, jest mi bardzo miło, że się o mnie zatroszczyłaś, spadłaś mi z nieba, nie wiem, czy zrobiłaś to świadomie, ale twoja obecność była mi bardzo potrzebna i okazała się pomocna, a jutro pojadę dalej, do Wiednia, już bez ciebie, Lenka, niestety, i wiedz jeszcze, że w sześćdziesiątym ósmy mojego ojca tu nie  było, a ja nie jestem psychopatą, zapewniam cię, powiedziałem na koniec. Chciałem dodać, że chociaż przyjechałem z kraju, gdzie antysemitów wciąż jest wielu, a ich nienawiść do Żydów nie ma racjonalnych podstaw, że chociaż przyjechałem z miasta, gdzie zaraz po wojnie dokonano pogromu, to ja sam, będąc gojem, nie jestem antysemitą, a jeżeli mam cokolwiek wspólnego z antysemityzmem, to to, że jestem anty-antysemitą lub jak kto woli, filosemitą. Pomyślałem jednak, że nie muszę jej tego wyjaśniać, widziała mnie w końcu na żydowskim cmentarzu, więc to odsuwało ode mnie wszelkie podejrzenia o rasizm, ponieważ antysemici omijają kirkuty szerokim łukiem, a gdy już się na nich pojawiają, to w roli barbarzyńców, aby je profanować, rozbijając macewy lub wypisując na nich obelżywe hasła.
Miałem nadzieję, że wszystko zrozumiała, bo chociaż starałem się płynnie wysłowić, słowa czeskie rzecz jasna mieszały mi się z polskimi. Stała dwa kroki ode mnie, teraz dopiero zauważyłem drobne piegi na jej nosie, prawie niewidoczne, chyba cię polubiłam, przypominasz mi kogoś, powiedziała, lecz nie sprecyzowała, czy chodzi o kogoś z rodziny, czy znajomego.

sobota, 11 czerwca 2011

Czasami tęsknię

Czasami tęsknię kochanie choć nie pozwalam
sobie na chwile słabości to czasami
budzę się w nocy i nie śpię do rana
czasami śpiewam smutne piosenki i udaję wesołego
żeby nie zrażać innych do siebie czasami
nie przeklinam czasami robię przerwę na życie
i na wiersz czasami myślę o śmierci
myślę o niej coraz częściej

wtorek, 7 czerwca 2011

Trochę czeskiego

Ponieważ akcja mojej powieści, nad którą pracuję, toczy się częściowo w Czechach, a wszystko, co czeskie chodzi za mną od co najmniej dwóch lat, dzisiaj mój wiersz pt. „Finał”, który na język czeski przełożył Libor Martinek, literaturoznawca i tłumacz z uniwersytetu w Opavie:


Finále

Končí to co se ještě dobrě nezačlo
můj život láska víra
můj smutek také není mimo čas a prostor
jehož hranice byla už vyznačena
Nebude žadné odvolání omlouvám se
pásek se nevrátí řeka neobrátí tok
stane se vodou zemí vzduchem
avšak všechno co se znovu zrodi nebude mnou
Vítr mě rzofouká oheň stráví
pohltí písek z přesypacích hodin pouště
tam kde každé zrnko je mym osudem
Bude pro tebe lepší když se s tím smíříš

sobota, 4 czerwca 2011

Piszę, czytam, mało śpię

Znajduję jeszcze czas na czytanie, ale to jest jak nałóg, wolę krócej spać, a spać też lubię, byle tylko poczytać.

Ale dzięki temu nie znam pojęcia „nuda”. Wystarczy mi dobra książka i muzyka. Dzisiaj cały dzień słucham bluesa. Muddy Waters, John Lee Hooker i Hugh Laurie (czyli dr House).

Aktualnie czytam „Higienistów. Z dziejów eugeniki” Macieja Zaremby Bielawskiego (wyd. Czarne) o ustawach rasowych w Szwecji, które pozwoliły po wojnie wysterylizować ponad 60 tysięcy osób, głównie kobiet. Zgroza. Powojenną Szwecję liczbą sterylizacji wyprzedziły tylko nazistowskie Niemcy. A podobno Szwecja to taki opiekuńczy kraj. Dziękuję bardzo.

Czytam też „Fakty” Philipa Rotha (wyd. Czytelnik). To niby autobiografia pisarza, choć konia z rzędem temu, kto odgadnie, co tu jest prawdą, a co konfabulacją. Ale jak to Roth, pisze świetnie.

Niedawno skończyłem „Pisarza, który nienawidził kobiet” Johna Leake'a (wyd. Znak literanova). To jest dopiero niewiarygodna, ale prawdziwa historia psychopaty i seryjnego zabójcy, również pisarza, który omamił austriackie elity intelektualne, z Elfriede Jelinek na czele. Austria to też specyficzny kraj, o czym piszę w swojej powieści, nad którą obecnie pracuję.

środa, 1 czerwca 2011

Tomik w sierpniu / wrześniu

Jestem po rozmowie z wydawcą. Mój nowy tomik, pierwszy po trzynastu latach, wyjdzie w sierpniu lub we wrześniu br. (raczej we wrześniu). Gdyby to ode mnie zależało, ukazałby się w czerwcu, lecz nie powinienem narzekać, bo zaledwie dwa tygodnie temu nie byłem pewien, czy go w ogóle wydam.