czwartek, 24 marca 2011

Alles ist gut

Fragment nie napisanej (jeszcze) powieści

Najbardziej nie znosiłem Niemców. Za Hitlera, Holocaust, szwargoczący język, bekanie przy stole, wrzaski i rżenie w miejscach publicznych, za to, że przegrali wojnę i są najbogatszym państwem Europy. Nie znosiłem ich wszystkich bez wyjątku, przeklętych Szwabów, nawet Claudia Schiffer nie budziła mojej sympatii, choć jako kobieta, owszem, podobała mi się i w jej przypadku przeżywałem wewnętrzne rozdarcie. Jednak po tym, jak z hukiem runął mur berliński, ani razu nie byłem w Niemczech dłużej niż jeden dzień, tylko tranzytem, gdy jechałem do Francji. Swoją nienawiść do potomków esesmanów i członków NSDAP skumulowałem więc na Austriakach. Bo do Austrii akurat jeździłem po osiemdziesiątym dziewiątym.
Wcześniej jeździłem do NRD. Do miasteczka Ludwigsfelde niedaleko Poczdamu, gdzie jako polski student zasuwałem w VEB Automobilwerke – fabryce samochodów ciężarowych IFA. Razem z Wietnamczykiem imieniem Liam obsługiwałem podnośnik, do którego trzeba było doczepić ciężki żelazny element, jakiś łącznik czy inną część podwozia. To znaczy Liam obsługiwał, ja mu zostałem przydzielony do pomocy, tyle że Liam i beze mnie dałby sobie radę. On tam pracował od dwóch lat, ja przyjechałem na trzy tygodnie i byłem robotnikiem niewykwalifikowanym. Pierwsza zmiana rozpoczynała się o piątej trzydzieści i było to kolejne barbarzyństwo, jakiego mogli dopuścić się tylko Niemcy. Braliśmy z Liamem kawał żelastwa, doczepiali do podnośnika i przepuszczali przez specjalny tunel, skąd wychodził gorący i pomalowany na biało. Musieliśmy przy tym uważać, żeby cholerstwo nie spadło nam na nogi albo łba nie urwało. Co dwie godziny podchodził do nas majster i pytał, Alles ist gut? Od tego majstra, Hans mu było, wtórnym esesmaństwem po tatusiu lub dziadziusiu z obozowej wieżyczki zajeżdżało na kilometr i był to smród silniejszy niż odurzająca woń białej emalii. Ordnung, opowiadałem, Ordnung muss sein, a on z zadowoleniem kiwał głową, że doceniam tę wspaniałą cechę narodu niemieckiego, zaś Liam patrzył na mnie jak na idiotę. Łamaną niemczyzną starałem się wytłumaczyć Liamowi, że ogólnie wschodni Niemcy są fajni, ponieważ można u nich zarobić, lecz w istocie to takie same kutasy jak ci z Zachodu. Hans z tym Alles ist gut? z każdym dniem wkurzał mnie coraz mocniej, więc postanowiłem coś z tym zrobić. Znaczy – porządek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz