niedziela, 20 marca 2011

Piętnastu niemieckich papieży

Fragment nie napisanej (jeszcze) powieści
W hotelu Nevada w Tarvisio, gdy padłem ze zmęczenia, przyśniło mi się piętnaście ubranych na biało postaci, idących jedna za drugą. Myślałem najpierw, że to polski papież, a raczej piętnastu polskich papieży Janów Pawłów Drugich, dopiero gdy korowód podszedł bliżej, zobaczyłem, że to nie nasz Wielki Rodak. Zobaczyłem, że w moją stronę, od strony Villach, zmierza piętnastu Benedyktów Szesnastych i każdy z nich mówi do mnie, pozdrhwiam fszystkich Polakuf, jakbym to ja był całym polskim narodem. Benedyktowie Szesnaści w rękach dzierżyli pastorały, na głowach mieli infuły, a na nogach eleganckie czerwone buty od Prady. Ale dlaczego szło ich akurat piętnastu, a nie czterdziestu czterech na przykład, tego za cholerę nie wiedziałem. W końcu sklonowani papieże okrążyli mnie, wymierzyli we mnie pastorały i z ledwo dostrzegalnym uśmiechem powtarzali chóralnie, pozdrhwiam fszystkich Polakuf, obhroncy Westerplatte podajczie szie! Pozdrhwiam fszystkich Polakuf, obhroncy Westerplatte podajczie szie! Obudziłem się mokry ze strachu.
Za oknem był już dzień. Całkiem blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, dumie wznosiły się Alpy Julijskie, lecz nie wiedziałem, czy są po włoskiej, słoweńskiej czy austriackiej stronie. Popatrz, jak pięknie, niedaleko stąd jest Planica, gdzie skakał Małysz, powiedziałem, a ciebie oczywiście nie było przy mnie. Ubrałem się i zszedłem na colazione.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz