niedziela, 9 czerwca 2013

Może i Kleryków, ale nagości się nie boi


Od kiedy Żeromski nazwał Kielce w „Syzyfowych pracach” Klerykowem, nazwa ta przylgnęła do tego miasta niczym zaskorupiałe błoto do krasuli i do dzisiaj oderwać się nie chce. Np. ostatnio Kleryków jest przywoływany z powodu inicjatwy prezydenta miasta i przewodniczącego Rady Miejskiej, aby biskupowi Ryczanowi nadać tytuł honorowego obywatela Kielc. Radni pewnie pomysł przegłosują, choć wielu kielczan za cholerę nie może sobie przypomnieć jakichkolwiek biskupich zasług dla ich miasta. Chyba że uznamy za nie często polityczne i dzielące ludzi kazania biskupa.

Klerykowego odium z Kielc nie zdejmę, ale żeby nie pisać wyłącznie o rzeczach przykrych, jako lokalny patriota powiem o tych przyjemnych dotyczących Kielc. Wczoraj, a właściwie dzisiaj, bo było to już po północy, obejrzałem w telewizyjnej Dwójce spektakl Kieleckiego Teatru Tańca „Święto wiosny” Igora Strawińskiego, który na scenie miał premierę w marcu br. Na tańcu się znam równie dobrze jak Episkopat na seksie, jednak przyznam, że widowisko, którego podtytuł brzmi „Świętokrzyska magia praczasów”, a które reżyserował francuski choreograf Angelin Preljocaj, jest imponujące. Świetna jest też realizacja telewizyjna (2D i 3D), za którą odpowiadał Konrad Smuda.          

Cieszę się z każdego sukcesu KTT, a kibicuję temu teatrowi od dawna. Nieskromnie dodam, że byłem jednym z pierwszych dziennikarzy, którzy pisali o KTT, gdy w połowie lat 90. zakładała go Elżbieta Szlufik-Pańtak. W tym czasie przestał być firmą prywatną, stał się teatrem instytucjonalnym, wystawił kilkadziesiąt premier, współpracował ze znanymi artystami (m.in. Czesław Niemen, Piotr Galiński, Stephen Delattre, Stacy Boeddeker i Ricky Palomino). Oprócz szefowej i Grzegorza Pańtaka z dawnego składu nie ma już nikogo, ale przewinęło się tu kilkadziesiąt osób, które później poszły w świat. Tutaj zaczynał karierę m.in. tancerz i celebryta Michał Piróg.   
  
Pisząc o seksualnym i zmysłowym „Święcie wiosny”, muszę w kontekście Klerykowa wspomnieć o znaczącej kwestii, a mianowicie o tym, że występująca w roli Wybranej Aleksandra Zatorska ostatnie minuty spektaklu tańczy nago. Nie tak dawno, na deskach Teatru im. Żeromskiego podobną sceniczną odwagą wykazała się Marta Ścisłowicz, grająca tytułową rolę w przedstawieniu „Caryca Katarzyna”. (Od czasu, gdy napisałem o tym w Notesie, dużo odwiedzin mam na słowa kluczowe „marta ścisłowicz nago”).

Może więc i Kielce w innych dziedzinach pozostały Klerykowem, ale na niwie kultury od dawna nim nie są. Zapewne ku zgorszeniu biskupa.          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz