piątek, 4 czerwca 2010

Charles Bukowski zza grobu

Charles Bukowski był oryginałem na całego. Zadecydował, że część jego utworów ukaże się dopiero po jego śmierci. Mógł sobie na to pozwolić, bo pisał dużo. I tak od 1994 – roku śmierci Bukowskiego, w Stanach ukazały się trzy tomiki jego wierszy, wydane przez oficynę Black Sparrow Press, z którą pisarz był związany.

Ostatni (na razie) tomik „The Flash of Lightning behind the Mountain” wyszedł w 2004. Polskie wydanie, w tłumaczeniu Marcina Barana i Dobrosława Rodziewicza, nosi tytuł „Światło błyskawicy za górą” i ukazało się pod koniec ubiegłego roku nakładem wydawnictwa Noir sur Blanc.

Mam słabość do Charlesa Bukowskiego i jego poezji. A jego poezja, tak jak jego proza, jest jedną wielką autobiografią.

Jaki jest Bukowski w utworach ze „Światła błyskawicy za górą”? Na pewno tak samo bezkompromisowy, nihilistyczny i obrazoburczy jak we wcześniejszych tekstach. Tak samo zachwycający się kobietami, a jednocześnie pogardzający nimi, gustujący w alkoholu, hazardzie i brzydocie świata. Ale zarazem poznajemy nieznaną twarz amerykańskiego poety – człowieka, który coraz więcej czasu spędza w szpitalach i zaczyna zdawać sobie sprawę, że jego koniec jest bliski. W wierszu „chłodne lato” pisze:

ale teraz muszę zapłacić za te wszystkie
rozpustne lata:
było ich tak wiele.
termin płatności nadszedł
a oni przyjmują tylko
tę jedną ostatnią
wpłatę.

Tonacja w „Światło błyskawicy za górą” zmieniła się, lecz przecież nie na tyle, by powiedzieć, że Charles Bukowski w ostatnim okresie życia złagodniał. Raczej zaczynał się godzić z nieuchronnością przemijania: jestem starym łupem dla młodych/ myśliwych – napisał w zamykającym zbiór wierszu „jeszcze jeden dzień” – a i ten tytuł jest przecież znamienny.


Tekst, w zmienionej formie, publikowałem w Salonie Kulturalnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz