niedziela, 27 czerwca 2010

Poezja, alkohol, uzależnienia

Zastanawiałem się, czy zamieścić wiersz poniżej, wiersz, który napisałem dwadzieścia lat temu, ale ponieważ był już publikowany (m.in. w tomiku „Piosenka powieszonego amanta”), obiekcje wydają się zbędne. Oto więc:

Spowiedź

W niebie najlepszym choćbym długo szukał
tego nie znajdę co mi tutaj dano:
tani papieros szmuglowana wódka
w ciemnym pokoju dziewczęce kolano

Nie znajdę ulic które straszą mrokiem
ani występnych domów w środku miasta
nie spotkam drania co to wszedł mi w drogę
i nie napiszę wiersza na cześć diabła

Tutaj kościoły omijam z daleka
lubię jedynie koty gdy są w czerni
zamiast rodziny gliniarz na mnie czeka
bym wyznał wszystko niczym na spowiedzi

Więc się spowiadam z grzechów zawinionych
a noszę tylko jedno imię: człowiek
Wiem że zostanę znakiem niespełnionym
jak garść kasztanów na dziecinnym grobie

Młodość chmurna, młodość durna – mógłbym powiedzieć. Ale „Spowiedź” może być przyczynkiem do rozważań o bezpośrednim czy pośrednim wpływie alkoholu na wierszopisanie. Patrząc na historię poezji, nietrudno zauważyć, że wielu poetów, czy to polskich, czy zagranicznych, zmagało się z alkoholizmem, często tę walkę przegrywając. Poeci w ogóle są gatunkiem ludzkim szczególnie skłonnym do autodestrukcji, podatnym na alkoholizm i inne uzależnienia. Lista samobójców wśród poetów jest dość długa, a targnięcie się na życie było często wynikiem depresji, która z kolei była wynikiem alkoholizmu.

Piszę o tym na dużym poziomie ogólności, bo nie chcę tutaj wnikać w prywatne życie poetów żyjących czy też zmarłych w ostatnich kilkudziesięciu latach (poświęciłem temu kilka artykułów w prasie). Problemu alkoholizmu dotyka moja powieść „Biały Kafka” (2004), a wiersz „Spowiedź” powstał w takim okresie mojego życia, gdy alkohol odgrywał pierwszoplanową rolę. Ale dla mnie, od szesnastu lat, to już przeszłość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz