Co łączy zespół Rush ze Starachowicami?

Geddy Lee, fot. Enrico Frangi
Rush to słynne kanadyjskie trio grające ciężkiego rocka, założone w 1968 roku. Grupa była inspiracją dla takich kapel jak Metallica, Iron Maiden czy Dream Theater. Liderem zespołu jest wokalista i basista Geddy Lee. Tylko w Stanach Rush sprzedał 25 milionów płyt. Zespół istnieje do dzisiaj.
Starachowice przez długie lata były wsią sąsiadującą z miastem Wierzbnik. W kwietniu 1939 roku doszło do połączenia obu i tak powstało miasto Starachowice-Wierzbnik. Pod samodzielną nazwą Starachowice zaczęły funkcjonować po wojnie. W Starachowicach urodzili się m.in. aktorzy Krystyna Janda, Bogusz Bilewski, Marek Bargiełowski, piosenkarz Janusz Radek i śpiewający poeta Tomasz Kordeusz. O swym dzieciństwie spędzonym w Starachowicach Janda opowiada w książce „Gwiazdy mają czerwone pazury”.
Ja do Starachowic mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony nie lubię tego miasta, z drugiej czuję do niego słabość. Ja też się urodziłem w Starachowicach. Nigdy w tym mieście nie mieszkałem, ale jako dziecko bywałem w nim w czasie wakacji, gdy przyjeżdżałem do rodziny na podstarachowicką wieś. Pamiętam, że wyjazd syrenką wujka na zakupy to było duże wydarzenie, a Starachowice wydawały mi się wielkim miastem.
Ale wróćmy do Geddy’ego Lee, który urodził się w 1953 r. w Toronto. Jego rodzice przyjechali do Kanady w 1947. Nazywają się Mania Rubinstein i Morris Weinrib. Oboje pochodzą ze Starachowic, w 1942 przeżyli likwidację starachowickiego getta, potem pracowali w miejscowym obozie pracy, a jeszcze później byli więźniami obozów koncentracyjnych w Dachau i Bergen-Belsen. W 2006 r. Geddy przyjechał z matką do Starachowic, zobaczyć miejsce, w którym spędziła dzieciństwo i młodość, przypadającą na straszne czasy .
O gehennie starachowickich Żydów pisze amerykański historyk Christopher R. Browning w wydanej niedawno u nas książce „Pamięć przetrwania. Nazistowski obóz pracy oczami więźniów” (wyd. Czarne). Niech Was nie zniechęca tytuł, nie jest to żadna nudna naukowa rozprawa. Browning zdecydował się napisać książkę o mało znanym fragmencie historii polskich Żydów z jednego powodu. Po wojnie w Niemczech odbył się proces gestapowca Walthera Beckera, który dowodził likwidacją starachowickiego getta. Niemiecki sąd uznał jednak zeznania dwudziestu ośmiu świadków obciążających zbrodniarza za niespójne i uniewinnił kata. „Pamięć przetrwania” powstała więc, jak wyjaśnia Browning, żeby Becker przynajmniej odpokutował „swoje winy w piekle historii”.             
W czasie lektury „Pamięci przetrwania” często ściska gardło. I to cholerne poczucie wstydu, gdy się czyta, że Polacy bili brawo i się cieszyli, kiedy starachowiccy Żydzi byli pędzeni do obozu pracy.
   

Komentarze