poniedziałek, 18 lutego 2013

„Sąd w Canudos” i fanatyzm

Na opublikowaną przez Czytelnika książkę „Sąd w Canudos” Sándora Máraiego warto zwrócić uwagę przynajmniej z dwóch powodów: to powieść historyczna, opisująca dramatyczne wydarzenia rozgrywające się w Brazylii w 1897 r. Po drugie, historia miasta Canudos znana jest z głośnej powieści Mario Vargasa Llosy „Wojna końca świata”.

Pod koniec XIX wieku Antônio Vicente Mendes Maciel, nazywany Doradcą, założył sektę religijną, odrzucającą wszelkie dobra materialne i uznającą za zło republikę, jaka rodziła się w Brazylii. Uznawany za proroka i świętego Antônio Doradca zgromadził wokół siebie tysiące zwolenników, głównie biedotę, którzy utworzyli miasto Canudos z niezliczoną liczbą lepianek z gliny i błota. Dla republiki Canudos było zagrożeniem, brazylijski rząd wysłał więc wojsko, by rozprawiło się z buntownikami. Trzy ekspedycje nie zdołały pokonać obrońców Canduos, w czasie krwawych walk obie strony poniosły dotkliwe straty, dopiero czwarta próba okazała się sukcesem rządu – sekta została rozbita, a jej przywódca zginął.

„Wojna końca świata” opisująca walki w Canudos jest pełną epickiego rozmachu powieścią, jednym z najlepiej znanych utworów Llosy. Z kolei „Sąd w Canudos” węgierskiego pisarza to dzieło raczej kameralne, rozgrywające się w ciągu kilku godzin w dzień ogłoszenia zwycięstwa nad buntownikami. Narratorem jest Metys o korzeniach irlandzkich, który po pół wieku opowiada o tym, czego był świadkiem w Canudos. Chodzi rozmowę między dowódcą czwartej ekspedycji marszałkiem Bittencourtem a nie znaną z imienia Europejką, która przystąpiła do sekty, podobnie jak wcześniej jej mąż – lekarz. Ta wykształcona i dobrego pochodzenia kobieta jest teraz jeńcem i twierdzi, że rzekomo zabity Antônio Doradca (marszałek ma nawet jego spreparowana głowę) ciągle żyje.

Rozmowa obojga to starcie ludzi święcie wierzących we własne idee i dla obrony tych idei usprawiedliwiających najcięższe zbrodnie. Bo w gruncie rzeczy „Sąd w Canudos” to przestroga przed wszelkim fanatyzmem, niezależnie od tego, pod jaką nazwą próbuje się skryć. Poza tym to bardzo dobra powieść, a scena kąpieli kobiety w gumowej wannie, gdy jej wrogowie odwracają się plecami – wręcz doskonała.

Sándor Márai, „Sąd w Canudos”. Przekład Irena Makarewicz, Czytelnik 2013, s. 179

Tekst ukazał się również na portalu Okno Literatura

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz