środa, 19 maja 2010

Tkaczyszyn-Dycki, „Rzeczywiste i nierzeczywiste…”

Wybór wierszy Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego o barokowym tytule „Rzeczywiste i nierzeczywiste staje się jednym ciałem. 111 wierszy” ukazał się pod koniec ubiegłego roku, nakładem Biura Literackiego. A rok 2009 był dla tego poety szczególnie udany – Tkaczyszyn-Dycki otrzymał Nagrodę Nike za zbiór wierszy „Piosenka o zależnościach i uzależnieniach” oraz Nagrodę Literacką Gdynia.

Wiersze do tomu „Rzeczywiste i nierzeczywiste...” wybrał Jacek Gutorow, który w posłowiu podkreśla, że to książka adresowana zarówno do nowych czytelników poety, jak i czytelników towarzyszących mu od lat. W zbiorze znalazły się nowe i starsze utwory Dyckiego, ułożone nie w porządku chronologicznym i logicznym, ale – jak pisze Gutorow – w porządku wrażliwości i wyobraźni.

Ci, którzy czytają Poezję, a przede wszystkim ci, którzy lubią czytać Poezję, docenią melancholijną urodę wierszy Tkaczyszyna-Dyckiego. Każdy poeta z kogoś czerpie, źródeł poetyckiej twórczości Dyckiego można szukać i u Sępa Szarzyńskiego, i u Cummingsa, lecz w gruncie rzeczy nie to jest najważniejsze, gdyż jego poezja jest istotą oryginalną i osobną i nie potrzebuje zestawiania ani porównywania z poezją innych autorów.

Dycki w swoich wierszach z „Rzeczywiste i nierzeczywiste…” prowadzi nas wciąż po tych samych tematach i motywach: śmierci, umieraniu, samotności, przyjaźni – jakby pisał jeden wielki wiersz, ale za każdym razem czyni to w sposób tak zaskakująco świeży i błyskotliwy, że czytelnik z chęcią przyłącza się do tej wędrówki. Osobistym, intymnym utworom potrafi też nadać szerszy kontekst, jak w „Dumce”, gdy pisze: „dlaczego jeszcze nie umiem/ słowa Polska gdy wielu/ zdążyło się nim nasycić/ i zadręczyć innych”. I to również świadczy o wielkości tego poety.

Powyższy tekst, w nieco zmienionym kształcie, publikowałem wcześniej w Salonie Kulturalnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz