sobota, 9 października 2010

Czytając Bernharda

Austriacki pisarz Thomas Bernhard zawsze jeździł po Austriakach równo, bez skrupułów wytykając im obłudę, zakłamanie, antysemityzm i to, że nigdy nie rozliczyli się z nazizmem.

Dzisiejszej nocy skończyłem „Moje nagrody” (Czytelnik), wydane dwadzieścia lat po śmierci Bernharda. Jak na tego pisarza, to książka dość żartobliwa, w której opowiada o nagrodach, które przyjmował i których nie przyjmował. Rzecz jasna, o swoich rodakach nie zapomniał – dokłada im aż iskry lecą.

A ja czytając Bernharda przypomniałem sobie drobne zdarzenie sprzed roku, gdy w zachwycie chodziłem po Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu. Piękna galeria, a obrazy tak wspaniałe, że dech zapiera i zazdrość ogarnia. Rubensy, Tycjany, Dürery, Caravaggie, Rembrandty, Velazquezy, Breugele, Rafaele, Holbeiny, długo by wymieniał. Nawet jednego Vermeera mają. I właśnie gdy przybliżałem twarz do „Alegorii malarstwa”, żeby dokładniej przyjrzeć się obrazowi mistrza, usłyszałem za plecami najpierw groźne Nicht!, a zaraz potem pewnie jakieś verboten!, ale i bez tego wiedziałem, że przybliżyłem się za blisko. Oczywiście zdaniem osoby, która krzyczała, było za blisko, bo według mnie odległość była całkowicie bezpieczna, zresztą ani ręką, ani nosem nie zamierzałem niczego dotykać.

Odwróciłem się i zobaczyłem kobietę w średnim wieku, chudą i żylastą, o zaciętej twarzy, była to pracownica galerii, pilnująca, żeby zwiedzający nie dotknęli, nie zniszczyli i nie ukradli żadnego dzieła sztuki. Spojrzenie tej pani było wrogie i nienawistne, ja to przynajmniej tak odebrałem, później, gdy już odszedłem od Vermeera, też nie spuszczała ze mnie wzroku. Dla niej byłem już podejrzanym. I pomyślałem wówczas, że siedemdziesiąt lat wcześniej ta kobieta miałaby większe pole do popisu i zapewne by z tego skorzystała. A odpowiedni mundur i pejcz bardzo by jej pasowały do roli strażniczki.

Lubię Wiedeń, lecz jeśli czasami odczuwam do Austriaków niechęć, to w dużej mierze za sprawą kilku innych, wybitnych Austriaków: Thomasa Bernharda, Petera Handkego, Elfriede Jelinek i Urlicha Seidla.


Jan Vermeer van Delft, „Alegoria malarstwa”. Ze zbiorów Kunsthistorisches Museum w Wiedniu
Fot. The Yorck Project

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz