wtorek, 4 grudnia 2012

Jasnorzewska i jej wojenne zapiski



Mimo przerażenia, nawet w obliczu wojny, choroby i śmierci Maria Pawlikowska-Jasnorzewska potrafiła zachować klasę i styl, czego dowodzą jej wojenne zapiski zawarte w książce „Wojnę szatan spłodził”.

Te zaskakująco szczere i intymne zapiski były przeznaczone „do pieca”, jak pisała autorka, jednak ocalały. Ich fragmenty były już publikowane, ale dopiero Rafał Podraza – niestrudzony specjalista od twórczości Magdaleny Samozwaniec i jej siostry Marii Pawlikowskiej – zebrał je w całość i podał do druku w formie książki. Pięknie wydanej książki – dodajmy, bogato ilustrowanej fotografiami Marii i jej najbliższych.
Maria zaczęła prowadzić swój nieregularny dziennik jeszcze w Warszawie, tuż przed wybuchem wojny, kontynuowała w Rumunii i Francji, a zakończyła w Anglii, 30 czerwca 1945 r. Jej ostatnie zapisane słowa brzmiały: „Zdaje mi się, że nie mogę już. Straszna słabość - ”. Dziewięć dni później zmarła, przegrawszy walkę z rakiem szyjki macicy.

Z książki „Wojnę szatan spłodził” wyłania się inny portret Jasnorzewskiej niż ten, do którego są przyzwyczajeni czytelnicy jej poezji. Słodko-złośliwie czuła jest tylko wobec Lotka, swojego trzeciego męża, który był przy niej do końca, oraz w stosunku do rodziców i siostry, którzy pozostali w kraju.

Wobec wszystkich innych, a szczególnie rodaków, których spotkała na obczyźnie, jest bardzo surowa, krytyczna, czasami nienawistna: „Wstydzę się swojego plemienia – pisze w 1942 r. – Schłopiałe, ogłupione, rozpustne prostaki. Możemy śmiało nie żałować, że to się nie rozpanoszyło na cały świat, ale że po chamskim łbie dostało”. Jakże ją, pierwszą damę poezji polskiej, musiała boleć wojenna rzeczywistość wśród nieprzyjaznych i nie dorównujących jej poziomem ludzi. Inna sprawa, że jej słowa – gdy się rozejrzeć dookoła – do dzisiaj w wielu przypadkach nie straciły świeżości.

A później był już tylko narastający ból fizyczny, coraz więcej operacji. Ostatnie miesiące Jasnorzewska poświęciła opisom choroby, niekiedy wręcz fizjologicznym, wizytom u lekarzy, ich diagnozom. Niemal do końca dbała o swój wygląd, nawet gdy zabierano ją na zbieg, do „teatru”, jak nazywała salę operacyjną, starała się, by szlafrok i koszula były odpowiednio dobrane. Kilka ostatnich stron to już zapis własnego umierania, gdy unieruchomiona w łóżku oczekiwała śmierci. Poruszająca lektura, ale przecież warto przez nią przejść.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, „Wojnę szatan spłodził. Zapiski 1939-1945”. Zebrał Rafał Podraza, Agora 2012, s. 183.

Tekst zamieścił również portal Okno Literatura

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz