poniedziałek, 25 lutego 2013

Pod patronatem Gogola

Żeby zajmująco pisać o Rosji, po pierwsze trzeba ją znać, po drugie – umieć opowiadać. Jedno i drugi jest dane Wacławowi Radziwinowiczowi, autorowi właśnie wydanej kapitalnej książki „Gogol w czasach Google’a”.

Radziwinowicz od 1997 roku jest korespondentem „Gazety Wyborczej” z Rosji, Ukrainy, a początkowo także z Białorusi. Jego książka to zbiór tekstów o Rosji opublikowanych w „Gazecie” w ciągu piętnastu lat. Nie są to jednak typowe korespondencje dziennikarza, rutynowo zdającego relacje z miejsca pobytu. Teksty Radziwinowicza wyłamują się z redakcyjnej sztancy. Znajdziemy tu reportaże, lecz również teksty będące połączeniem relacji, obserwacji, felietonu i osobistych refleksji autora. I sprawa najważniejsza: Radziwinowiczowi patronuje tytułowy Gogol. Jest więc śmiesznie, ale i strasznie.

Powiadają, że Rosja to stan umysłu. Coś w tym jest, jednak piszącemu o Rosji wcale to nie ułatwia zadania. Bo jak opisać – przykładając do europejskiej miary, a przed wszystkim zrozumieć kraj, gdzie chłopcy chcą zostać bandytami albo milicjantami (czyli bandytami działającymi w świetle prawa), a dziewczynkom marzy się kariera prostytutek? Jak opisać kraj, gdzie pijaństwo i korupcja są wszechobecne (stopień generała moskiewskiej milicji kosztuje milion dolarów)? Gdzie budowa dróg jest najdroższa na świecie, bo z czterech dolarów tylko jeden idzie na budowę, a pozostałe do prywatnych kieszeni? Gdzie jedna trzecia poborowych to kryminaliści, a kolejna jedna  trzecia nie powinna trafić do wojska ze względu na fatalny stan zdrowia? Gdzie na Dalekim Wschodzie tysiące rodzin zamarza w własnych domach, bo pieniądze na ogrzewanie ukradła władza? I gdzie ustawowo zakazuje się używania słowa „dolar”? Trudno powiedzieć, że to dlatego, iż jego babcia była Rosjanką, ale Radziwinowicz radzi sobie z tym wszystkim znakomicie, jego teksty czyta się z ogromnym zaciekawieniem, a po lekturze pozostaje żal, że to już koniec. I lekkie poczucie satysfakcji, że w Polsce nie jest w sumie najgorzej. Takie polskie Schadenfreude.

Książka „Gogol w czasach Google’a” pokazuje także zmiany zachodzące Rosji od czasu ustąpienia Borysa Jelcyna. Jelcyn, zauważa polski dziennikarz, nie był doskonałym przywódcą (to za jego kadencji Rosja zaatakowała Czeczenię), jednak przy Putinie może uchodzić za wzorzec demokraty. I podaje przykład: Jelcyna mogła rozzłościć czy nawet rozwścieczyć jakaś informacja na jego temat, ale nigdy nie pozwolił sobie na ruganie dziennikarza lub ręczne sterowanie redakcjami, co u Putina jest normą. Warto też zauważyć, że Wacław Radziwinowicz nie naśmiewa się ze zwykłych Rosjan, jego krytyka i ironia dotykają przede wszystkim władzy różnych szczebli, bo to przede wszystkim rządzący cofają swoich rodaków do absurdalnej epoki Breżniewa. Jak to było u Gogola? „Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia”.

Od czasu „Imperium” Kapuścińskiego, „Gogol w czasach Google’a”  jest jedną z najlepszych książek o Rosji, jakie ukazały się w Polsce.

Wacław Radziwinowicz, „Gogol w czasach Google’a. Korespondencje z Rosji 1998-2012 ”, Agora 2013, s. 336, cena 39,99 zł.

Recenzja ukazała się również na portalu Okno Literatura.

1 komentarz:

  1. aktualnie w promocji na stronach księgarni weltbild, można ją kupić za 31,90:)

    OdpowiedzUsuń